Życie w powojennym Gdańsku

...

Aleksandra Kozłowska 2009-09-22, ostatnia aktualizacja 2009-09-22 11:41:15

"Dookoła ruiny i ruiny. Olbrzymia masa domów pali się i żar ich dochodzi do nas, zmieszany z odorem trupów - swądem spalenizny. Droga wiedzie nie po asfalcie czy bruku, lecz po zwałach cegieł. Wjeżdżamy w Długi Rynek (dziś Długi Targ). Resztki Ratusza, resztki Dworu Artusa. Wszędzie płomienie i dymy. Coś chyba zostało z kościoła Mariackiego, ale nie sposób dojrzeć. Tylko szyldy i tabliczki z nazwami ulic nie chcą się palić i głoszą o tym, co było i co w oczach zmienia się w nicość" - pisał 2 kwietnia 1945 r. Stanisław Strąbski dla Polskiej Agencji Prasowej

Gdańskie Śródmieście było w 90 proc. zrujnowane. - Przybyłem w te gruzy i zastanawiałem się, czy rzeczywiście podjąłem dobrą decyzję? Zresztą nie tylko ja miałem wątpliwości. Ludzie brodzili wśród zwałowisk, bezmyślnie podnosili kawałki wypalonych cegieł ( ) Kto i kiedy odbuduje to miasto? Czy jest to w ogóle możliwe? Byliśmy dorośli, szczęśliwie przeżyliśmy wojenny koszmar, a czuliśmy się bezradni jak dzieci- wspominał w książce Aliny Panasiuk pt. "Miasto i ludzie" Tadeusz Daniszewski, jeden z pierwszych urzędników w odbudowującym się mieście.

Dla Gdańska nowy etap zaczął się 30 marca 1945 r. Tego dnia Armia Czerwona po 21 dniach ostrzału i bombardowań zdobyła miasto. Miasto, które zgodnie z rozkazem Hitlera miało bronić się do ostatniego żołnierza. Na tym, co pozostało z Dworu Artusa, zawisła polska flaga, Rząd Tymczasowy powołał do życia województwo gdańskie. Tego samego dnia w mieście zjawiła się pierwsza z wysłanych tu grup operacyjnych Ministerstwa Administracji Publicznej. 18 osób pod kierownictwem działacza Polonii gdańskiej Kazimierza Banasia-Purwina przystąpiło do tworzenia struktur administracji wojewódzkiej.

14 kwietnia do Gdańska przybył pierwszy wojewoda Mieczysław Okęcki. Wcześniej MAP powołało drugą grupę operacyjną na potrzeby Gdańska - jej zadaniem było utworzenie nowych władz miejskich. Powstał więc Tymczasowy Zarząd Miejski, pierwszym prezydentem miasta został, mianowany przez ministra administracji publicznej, Franciszek Kotus-Jankowski.

***

Mimo problemów z aprowizacją i wszechobecnym szabrem zwykłe, codzienne życie szybko powracało do miasta - pod koniec 1945 r. w Gdańsku działało już 160 restauracji i kawiarni. Można było w nich dobrze i tanio zjeść: potrawy regionalne albo coś z kuchni wykwintnej. - Na pierwszym po wojnie rynku we Wrzeszczu przy ulicy Wybickiego była restauracja pod namiotem. Właściciel nazywał się Wilczyński. Karmił znakomicie - opowiada Daniszewski.

Z entuzjazmem niespotykanym w dziejach pewnie ani wcześniej, ani później odbudowywano zrujnowane miasto. Kierowała tym powołana 30 kwietnia 1945 r. Gdańska Dyrekcja Odbudowy, jej szefem był Jan Wątorek-Wątorski. Ale odgruzowywanie i oczyszczanie ulic ze zwłok zaczęło się tuż po ustaniu walk. Początkowo zajmowali się tym Niemcy, ale bardzo silne było przy tym pragnienie, by Gdańsk odżył wyłącznie za sprawą Polaków. Do pracy włączali się więc licznie przybywający do miasta - ludność cywilna oraz członkowie grup operacyjnych.

"Wszystko chcieli zrobić natychmiast. Dlatego dokonywali prawdziwych cudów. I z zadaniami, które w normalnych czasach wymagałyby miesięcy, dawali sobie radę w dwa-trzy dni. Zapłatą za ten imponujący trud był początkowo talerz zupy i kawałek chleba. A pracowano po 12-16 godzin w trudnych, czasem niebezpiecznych warunkach; np. podczas uruchamiania elektrowni "Ołowianka" sowieccy żołnierze strzelali do monterów znajdujących się na słupach" - pisze Sylwia Bykowska w artykule "Gdańsk - miasto (szybko) odzyskane".

Stopniowo GDO odbudowywała i uruchamiała zakłady, odbudowywała budynki mieszkalne, zabezpieczała zabytki, usuwała grożące zawaleniem się ruiny.

***

Jedną z instytucji, która okazała się niezbędna w pierwszych tygodniach po wojnie, był oddział Państwowego Urzędu Repatriacyjnego (PUR). Kierował całym ruchem przesiedleńczym i opiekował się przybyszami. A ci przybywali nad morze z różnych stron Polski - wśród nich byli m.in. uczestnicy Powstania Warszawskiego, dla których życie w zrujnowanej stolicy, między grobami rodziny i przyjaciół było perspektywą przekraczającą ludzkie siły.

Ze wschodu jechały pociągi z Polakami, którym odebrano ojcowiznę, a następnie nadano status ludności "repatriowanej". To właśnie PUR był urzędem, od którego zależało ich życie w nowym miejscu: jego pracownicy pomagali w otrzymaniu zezwoleń na puste mieszkania, pośredniczyli w znalezieniu pracy, ratowali, gdy zginęły dokumenty. Spora część nowych mieszkańców Gdańska żyła nawet przez kilka miesięcy w Punkcie Etapowym PUR - tu mieli co jeść, gdzie spać, tu mieli dostęp do lekarza. Urząd dbał także o rozrywki dla napływowej ludności - w rozrzuconych po Wrzeszczu barakach PUR odbywały się imprezy kulturalne i - jakżeby inaczej - propagandowe.

***

W powracającym do normalności mieście jednym z priorytetów było także jak najszybsze uruchomienie uczelni. Na początku maja Gdańsk uzyskał rządowe zapewnienie o utworzeniu Politechniki Gdańskiej, z pierwszym w dziejach polskiego szkolnictwa wydziałem budowy okrętów, a także wydziałami mechanicznym, chemicznym, budownictwa lądowego i elektrycznym.

Zanim jednak w wykładowych salach mogli zasiąść studenci, należało odbudować Gmach Główny. Kiedy rankiem 26 marca uczelnię opuścił jej ostatni niemiecki rektor, prof. Martyrer, baza politechniki nie była zniszczona z wyjątkiem Laboratorium Wytrzymałościowego, rozbitego podczas jednego z nalotów oraz paru utrąconych wieżyczek. Po południu tego samego dnia, po ostrym artyleryjskim ostrzale, Rosjanie zajęli teren uczelni i wypędzili ludzi z piwnic. Według relacji świadków dopiero wtedy w zachodniej części Gmachu Głównego powstał pożar, który zniszczył 60 proc. jego pomieszczeń oraz część Gmachu Chemii. Spłonęła biblioteka z niewywiezioną częścią księgozbioru i wszystkie reprezentacyjne pomieszczenia środkowego traktu Gmachu Głównego. Ekipa, która jako pierwsza przez wyłamaną bramę weszła na teren politechniki i trafiła do spalonej biblioteki, zastała tam przygnębiający widok: przy ścianach poskręcane z gorąca żelazne regały, a na nich rzędy równo stojących spopielałych książek. Wystarczyło dmuchnąć, a wszystko leciało w pył. Z okien zniszczonego Gmachu Głównego zwisały powiązane prześcieradła - budynek pełnił rolę szpitala, po prześcieradłach lżej ranni uciekali przed pożarem. Reszta - ponad 600 osób - zginęła w ogniu.

***

Zjeżdżała się profesorska kadra - ze Lwowa przyjechali Marian Osiński, Feliks Markowski, Witold Minkiewicz, Władysław Lam, Adolf Polak - późniejszy konstruktor pierwszej polskiej maszyny parowej do "Sołdka", z Warszawy Maksymilian Huber, z Wilna Jan Borowski.

Inauguracja uczelni miała się odbyć 1 października. Od strony organizacyjnej wszystko właściwie działało, ale nie zdążono z odbudową. Pierwsze wykłady zaczęły się więc 22 października, właściwa inauguracja politechniki odbyła się 10 kwietnia 1946 r. W pierwszym roku akademickim 1945/46 studia rozpoczęło 1647 studentów.



Korzystałam z książek: Michał Stryczyński "Gdańsk w latach 1945-1948. Odbudowa organizmu miejskiego"; Alina Panasiuk "Miasto i ludzie" oraz artykułu Sylwii Bykowskiej "Gdańsk - miasto (szybko) odzyskane"