Sprawa Iwony. Jedna osoba nie chce badania wariografem

Marek Sterlingow, Roman Daszczyński
22.10.2010 aktualizacja: 2010-10-22 09:56
A A A Drukuj
Iwona Wieczorek Fot. Dominik Werner / Agencja Ga
  • Powiększenie mężczyzny w bermudach zarejestrowanego przy wejściu na plażę nr 63
Cztery osoby, które bawiły się z Iwoną Wieczorek przed jej zaginięciem zostały przez prokuraturę poproszone o zgodę na badanie wariografem. Jedna odmówiła
W polskim prawie przeprowadzenie testu wariografem, czyli potocznie mówiąc "wykrywaczem kłamstw", nie jest obowiązkowe - wymaga bezwzględnej zgody osoby badanej. Musi też być wykonane przez wykwalifikowanego biegłego. Niezależnie od wyników, ekspertyza nie może stanowić dowodu w sądzie, a jedynie służyć jako dowód pomocniczy, wzmacniający lub osłabiający główny materiał dowodowy. Na podstawie samego wyniku badania wariografem nikomu nie można postawić zarzutów karnych, a tym bardziej skazać.

Z naszych informacji wynika, że prokurator prowadząca sprawę zaginięcia Iwony Wieczorek poprosiła o zgodę na badanie cztery osoby. Te, które spędziły z Iwoną ostatnie chwile przed zaginięciem. Prokuratorowi odmówił 22-letni Paweł.

- Badania zostały przeprowadzone przez biegłego z Krakowa, który przyjechał do Gdańska ze specjalistycznym sprzętem - potwierdza prokurator Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. - Nie wszystkie z osób, którym to zaproponowano zaakceptowały test, ale nie mogę powiedzieć nic więcej.

Czytaj także - Szukamy Iwony Wieczorek - raport



W noc zaginięcia 19-letnia Iwona najpierw była z przyjaciółmi na imprezie na działce babci Pawła w Sopocie. Potem bawili się na dyskotece Dream Club. Po sprzeczce Iwona opuściła lokal i poszła na piechotę do domu. Paweł z pozostałymi również opuścił lokal. Przez niecałą godzinę wydzwaniali do Iwony, następnie rozeszli się domów. Paweł nocował u swojej babci, która ma mieszkanie na parterze 10 piętrowego bloku w Sopocie.

Wczoraj nie udało nam się skontaktować z Pawłem. W poprzedniej rozmowie z reporterami "Gazety" podkreślał, że alibi daje mu monitoring, nagrywający wszystkie osoby wchodzące i wychodzące z budynku w Sopocie, w którym mieszka jego babcia. Jak oświadczył, był tam przed godziną czwartą.

Ostatni raz monitoring wzdłuż ścieżki nadmorskiej nagrał Iwonę 17 lipca o godz. 4.12 przy wejściu na plażę nr 63 w Jelitkowie - w odległości ok. 20 minut marszu od domu przy ulicy Jelitkowski Dwór. Poszukiwania ciała w tej okolicy nic nie dały. Śledczy uznali, że najbardziej prawdopodobne jest, że dziewczyna dotarła przynajmniej do ul. Czarny Dwór. Stamtąd - żywa lub martwa - została wywieziona samochodem.

Mężczyzna w bermudach i "pan ręcznik"

Nadal nie wiadomo kim jest mężczyzna w jasnych bermudach, który mniej więcej w tym samym czasie co Iwona został nagrany na dwóch ulicznych monitoringach. Najpierw w Sopocie, na początku samotnej wędrówki Iwony do domu - o 3.07. Następnie w Gdańsku - o 4.12.

Na pierwszym filmie mężczyzna znajduje się za Iwoną, przechodzi koło restauracji Sanatorium dwie i pół minuty po niej. Najprawdopodobniej rozmawia przez telefon komórkowy. W tym czasie Iwona pokonuje zebrę na ruchliwej ul. Grunwaldzkiej, by dotrzeć na nadmorską promenadę. Na drugim filmie osobnik w bermudach pojawia się dwie minuty przed Iwoną. Kręci się po ul. Piastowskiej, która prowadzi do wejścia na plażę nr 63.

O godz. 4.12 przy wejściu 63 pojawia się Iwona. Tuż za nią idzie inny - znany już z poszukiwań i dotąd niezidentyfikowany - mężczyzna z ręcznikiem. - Tożsamości obu tych osób nadal nie znamy - mówi prok. Wawryniuk. - Co do "pana w bermudach", nie ma zresztą pewności, że to jeden i ten sam mężczyzna. Poza tym z monitoringu nie wynika, że na pewno miał kontakt wzrokowy z Iwoną. To może być przypadek, ale również ten wątek badamy, nic nie zostanie zlekceważone.

Innego zadnia jest wynajęty przez rodzinę Iwony Wieczorek, detektyw Krzysztof Rutkowski. To on odnalazł mężczyznę na obydwu filmach i powiadomił o tym prokuraturę. - Analizowałem szczegółowo to nagranie przy pomocy specjalistycznego oprogramowania. To ten sam facet, identycznie ubrany, tak samo wypchana kieszeń, ta sama sylwetka, fryzura i sposób chodzenia - twierdzi detektyw. - Jeżeli przyjmiemy hipotezę, że Iwona została uprowadzona, to obecność na dwóch filmach tego samego mężczyzny jest wysoce podejrzana. Filmy zostały nagrane w odstępie przeszło godziny, w dwóch punktach odległych o kilka kilometrów. Jeśli sprawca został zarejestrowany przez monitoring, to ten facet pasuje najbardziej z wszystkich. Warto się zastanowić, czy nie współdziałał z "panem ręcznikiem".

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 158 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy