Dresiarze kopali po głowie. Szuka ich policja
30.09.2010
aktualizacja: 2010-09-30 09:46
Fot. Rafał Malko / Agencja Gazet
Wiemy, jak doszło do brutalnego pobicia Bartka Dyjaka. On sam nadal jest w bardzo ciężkim stanie. Policja szuka sprawców i świadków zdarzenia
ZOBACZ TAKŻE
- Pilne! Podejrzani o pobicie Bartka złapani i wypuszczeni (03-10-10, 14:42)
- Policja: Nie wiedzieliśmy, że katują Bartka (30-09-10, 20:02)
- Adamowicz do policji: złapcie w końcu oprawców Bartka (29-09-10, 17:44)
- To oni skatowali Bartka Dyjaka? (25-10-10, 07:00)
- Kradzionym bmw chciał przejechać policjanta (10-10-10, 12:27)
- Pościg za skradzionym autem. Złodziej zatrzymany (08-10-10, 10:02)
- Policja: radiowóz do Bartka jechał jak mógł (07-10-10, 23:00)
- 18-latek, który bił Bartka, zgłosił się do prokuratury (06-10-10, 20:47)
- Radny molestował i gwałcił córkę sąsiadów? (05-10-10, 10:03)
- Policja nie złapała oprawców, bo radiowóz jechał 19 km/h (30-09-10, 14:22)
- Pornografia z udziałem małoletnich prosto z biblioteki (30-09-10, 13:23)
- Bartek pobity w centrum Gdańska [nowe informacje] (29-09-10, 13:34)
- Skatowali Bartka, nagrała ich kamera, są nieuchwytni (29-09-10, 08:00)
SERWISY
Odtwarzamy przebieg wydarzeń: w niedzielę 12 września, przed godz. 2 w nocy, Bartek Dyjak żegna się z kolegami i wychodzi z lokalu Elephant przy ul. Długiej. Idzie w kierunku Bramy Wyżynnej, przechodzi przejściem podziemnym i kilka minut po godz. 2 dociera na przystanek autobusowy przy Targu Siennym (chce dojechać autobusem nocnym do domu). Kilka metrów od wiaty przystankowej stoi siedmioosobowa grupa młodych, około 20-letnich mężczyzn. Krótko ostrzyżeni, niektórzy w dresach. Dochodzi do wymiany zdań między dresiarzami a samotnie wracającym do domu mężczyzną. Po chwili Bartek odchodzi pod wiatę, żeby sprawdzić, o której będzie autobus. Wtedy podchodzi do niego trzech dresiarzy. Rzucają się na 27-latka. Gdy mężczyzna upada na chodnik, zaczynają go kopać.
- Trwa to około minuty. Otrzymał w tym czasie przynajmniej kilka silnych ciosów w głowę, po których stracił przytomność. Bandyci wznosili ręce do góry i wydawali okrzyki radości. Spokojnie odeszli w kierunku węzła Okopowa. Być może mieszkają w rejonie Biskupiej Górki albo na Dolnym Mieście - mówi nam anonimowo jeden z funkcjonariuszy.
O godz. 2.10 policję wezwał operator monitoringu straży miejskiej, który dyżurował w budynku komisariatu przy ul. Piwnej i zauważył zajście na monitorze. Pierwsi policjanci pojawili się na miejscu o godz. 2.15. Ale bandytów już nie było.
Rzecznik komendy miejskiej policji Magdalena Michalewska zapewnia, że funkcjonariusze przyjechali najszybciej, jak mogli, a później przeczesywali teren. Niestety, do tej pory nikogo nie udało się zatrzymać.
- Dlaczego radiowóz jechał przez pięć minut, skoro od komendy przy ul. Nowe Ogrody i z komisariatu na Piwnej do miejsca przestępstwa jest zaledwie kilkaset metrów? - pytamy.
- To niedługo, biorąc pod uwagę, że w nocy z soboty na niedzielę w tym rejonie miasta jest szczególnie dużo zdarzeń. Nie potrafię w tej chwili powiedzieć, czy policjanci wyjechali sprzed komendy, komisariatu, czy z innego miejsca, w którym pełnili akurat służbę, a więc jaką dokładnie trasę mieli do pokonania - odpowiada rzeczniczka.
Pobity gdańszczanin został karetką przewieziony do Szpitala Wojewódzkiego przy ul. Nowe Ogrody. Dopiero w ub. tygodniu odzyskał przytomność, ale nadal nie ma z nim kontaktu i nie udało się go przesłuchać.
- Najprawdopodobniej doszło do mikrouszkodzeń mózgu. Na szczęście, w środę spadła Bartkowi wysoka temperatura i w czwartek ma zostać przeniesiony na oddział rehabilitacyjno-neurologiczny. Od tego, jak będzie rehabilitowany, teraz bardzo wiele zależy - mówi Grzegorz Dyjak, brat pobitego.
Po naszej wczorajszej publikacji prezydent Gdańska pyta policję, dlaczego od dwóch tygodni nie zatrzymano bandytów. - System kamer monitoringu jest narzędziem dla policji, która ma strzec naszego bezpieczeństwa. Nie mam żadnego wpływu na prowadzone śledztwa, ale jestem zaniepokojony, że ta sprawa tak długo trwa. Z pewnością porozmawiam z komendantem na temat wykorzystania monitoringu - mówi Paweł Adamowicz.
KOMENTARZ
Skatowanie Bartosza Dyjaka ktoś może potraktować jak kolejny punkt w statystyce przestępstw. Tak myśleć nie można. Z dwóch powodów. Po pierwsze teoretycznie monitoring zadziałał, bo zauważono katowanie chłopaka i wysłano tam patrol. Jednak sprawcy odeszli wolnym krokiem z miejsca przestępstwa, a policjanci przez 19 dni nie mogli ich złapać. Drugi powód to historia rodziny Dyjaków. Zarobione za granicą pieniądze postanowili wydać w Gdańsku. Przyjechali z Warszawy i kupili mieszkanie. Gdyby nie napad gdańskich dresiarzy, spokojnie mogliby się stać bohaterami akcji promocyjnej grodu nad Motławą. Teraz są dowodem, że w Gdańsku jest niebezpiecznie. Dlatego nad ich sprawą trzeba się pochylić ze szczególną uwagą. Gazeta będzie to robić, oczekujemy tego samego od prezydenta Gdańska i policji.
- Trwa to około minuty. Otrzymał w tym czasie przynajmniej kilka silnych ciosów w głowę, po których stracił przytomność. Bandyci wznosili ręce do góry i wydawali okrzyki radości. Spokojnie odeszli w kierunku węzła Okopowa. Być może mieszkają w rejonie Biskupiej Górki albo na Dolnym Mieście - mówi nam anonimowo jeden z funkcjonariuszy.
O godz. 2.10 policję wezwał operator monitoringu straży miejskiej, który dyżurował w budynku komisariatu przy ul. Piwnej i zauważył zajście na monitorze. Pierwsi policjanci pojawili się na miejscu o godz. 2.15. Ale bandytów już nie było.
Rzecznik komendy miejskiej policji Magdalena Michalewska zapewnia, że funkcjonariusze przyjechali najszybciej, jak mogli, a później przeczesywali teren. Niestety, do tej pory nikogo nie udało się zatrzymać.
- Dlaczego radiowóz jechał przez pięć minut, skoro od komendy przy ul. Nowe Ogrody i z komisariatu na Piwnej do miejsca przestępstwa jest zaledwie kilkaset metrów? - pytamy.
- To niedługo, biorąc pod uwagę, że w nocy z soboty na niedzielę w tym rejonie miasta jest szczególnie dużo zdarzeń. Nie potrafię w tej chwili powiedzieć, czy policjanci wyjechali sprzed komendy, komisariatu, czy z innego miejsca, w którym pełnili akurat służbę, a więc jaką dokładnie trasę mieli do pokonania - odpowiada rzeczniczka.
Pobity gdańszczanin został karetką przewieziony do Szpitala Wojewódzkiego przy ul. Nowe Ogrody. Dopiero w ub. tygodniu odzyskał przytomność, ale nadal nie ma z nim kontaktu i nie udało się go przesłuchać.
- Najprawdopodobniej doszło do mikrouszkodzeń mózgu. Na szczęście, w środę spadła Bartkowi wysoka temperatura i w czwartek ma zostać przeniesiony na oddział rehabilitacyjno-neurologiczny. Od tego, jak będzie rehabilitowany, teraz bardzo wiele zależy - mówi Grzegorz Dyjak, brat pobitego.
Po naszej wczorajszej publikacji prezydent Gdańska pyta policję, dlaczego od dwóch tygodni nie zatrzymano bandytów. - System kamer monitoringu jest narzędziem dla policji, która ma strzec naszego bezpieczeństwa. Nie mam żadnego wpływu na prowadzone śledztwa, ale jestem zaniepokojony, że ta sprawa tak długo trwa. Z pewnością porozmawiam z komendantem na temat wykorzystania monitoringu - mówi Paweł Adamowicz.
KOMENTARZ
Skatowanie Bartosza Dyjaka ktoś może potraktować jak kolejny punkt w statystyce przestępstw. Tak myśleć nie można. Z dwóch powodów. Po pierwsze teoretycznie monitoring zadziałał, bo zauważono katowanie chłopaka i wysłano tam patrol. Jednak sprawcy odeszli wolnym krokiem z miejsca przestępstwa, a policjanci przez 19 dni nie mogli ich złapać. Drugi powód to historia rodziny Dyjaków. Zarobione za granicą pieniądze postanowili wydać w Gdańsku. Przyjechali z Warszawy i kupili mieszkanie. Gdyby nie napad gdańskich dresiarzy, spokojnie mogliby się stać bohaterami akcji promocyjnej grodu nad Motławą. Teraz są dowodem, że w Gdańsku jest niebezpiecznie. Dlatego nad ich sprawą trzeba się pochylić ze szczególną uwagą. Gazeta będzie to robić, oczekujemy tego samego od prezydenta Gdańska i policji.
Polecamy - Bartek pobity w centrum Gdańska [nowe informacje]
- 25 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Dresiarze kopali po głowie. Szuka ich policja
monkeysoundsystem
30.09.10, 09:23
mam nadzieje, ze w koncu zamkna stocznie i caly personel w koncu sie stad wyprowadzi»
Najczęściej czytane24 htydzień




