Gdańsk. Bankomat nocą wysadzony w powietrze

Marek Górlikowski
16.06.2010 aktualizacja: 2010-06-17 11:41
A A A Drukuj
Bankomat przy ul. Czerwony Dwór po eksplozji Fot. Dominik Werner / Agencja Ga
Dwaj antyteroryści i przestępca w szpitalu, drugi za kratami, zniszczony bankomat i podziurawione kulami auto - tak zakończyła się zasadzka na gang wysadzający bankomaty, którą policja zorganizowała w nocy z wtorku na środę
Mieszkańcy ulic Czerwony Dwór, Chłopska i Jagielońskiej w Gdańsku ok. godz. 1 w nocy najpierw usłyszeli wybuch, a potem kilka strzałów i pisk opon. Strzelali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, wcześniej bankomat Euronetu wysadziło dwóch bandytów.

Tak mogłyby wyglądać kadry filmu kryminalnego. Ale pierwsza jego scena rozegrałaby się 160 kilometrów stąd, i to w scenerii zimowej. Otóż w lutym tego roku w Bydgoszczy ktoś w nocy wysadził bankomat. Jakiś czas później - nie wiemy dokładnie kiedy, bo policja nie zdradza szczegółów - wybuch rozerwał następny bankomat. Funkcjonariusze po drugim wybuchu wylegitymowali osoby przebywające w pobliżu zdarzenia. Nie mogło być to oczywiście podstawą zatrzymania, bo nie było dowodów, że wylegitymowani mają jakikolwiek związek z rabunkiem, ale zaczęto wszystko skrupulatnie sprawdzać. Ich przeszłość, kontakty, źródła utrzymania. Pewne osoby wytypowano do dalszego sprawdzania. Praca operacyjna trwała kilka miesięcy. Prowadził ją specjalny zespół policji z pomorskiego i kujawsko-pomorskiego, a także gdańskie Centralne Biuro Śledcze.

W tym czasie gang wysadził dwa następne bankomaty: jeden w Trójmieście, a drugi w Chwaszczynie. Śledczy twierdzą, że bandyci interesowali się też kilkunastoma innymi bankomatami na terenie całego Trójmiasta. W sumie z czterech "wypłat" metodą wybuchową sprawcy zrabowali od kilkuset tysięcy do miliona złotych.

Na noc z wtorku na środę zaplanowali piąta detonację. Policjanci, którzy byli już na tropie gangu, zorganizowali zasadzkę, by złapać bandytów na gorącym uczynku. Przestępcy nie spodziewali się zagrożenia, ale działali szybko. Jeden z nich zdążył uruchomić samochód i z piskiem opon rzucił się do ucieczki. Na drodze stanęło dwóch funkcjonariuszy z brygady antyterrorystycznej. Jednego uciekający przejechał, drugiego potrącił. Przejechał też swojego kompana. Dopiero kilka strzałów oddanych przez pozostałych policjantów unieruchomiło wóz.

Bandyci nie byli uzbrojeni. Nikt nie ma ran postrzałowych, do szpitala trzeba było przewieźć poszkodowanych antyterrorystów i podejrzanego. Do aresztu trafił drugi z bandytów.

Gdyby rabunek się udał, gang zgarnąłby 43 tysiące złotych. Ale tylko straty wynikające z wysadzenia bankomatu, nawet gdyby był pusty, prokuratura szacuje na 50 tys. zł.

- Możemy w tej chwili tylko powiedzieć, że złapaliśmy dwóch przestępców na gorącym uczynku. Nawet nie mamy pewności, czy maja coś wspólnego z poprzednimi detonacjami. Dopiero po zbadaniu przez biegłych będzie można powiedzieć, jakiego materiału wybuchowego użyli. Życiu rannych nie zagraża niebezpieczeństwo - mówi Zbigniew Niemczyk, zastępca Prokuratora Apelacyjnego w Gdańsku.

Polecamy - Klasowy chuligan: dlaczego nie można go wyrzucić



Podziel się

  • 38 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów