Pobił ratownika, bo teściową wypisali do domu

Grzegorz Szaro
23.03.2010 aktualizacja: 2010-03-23 19:47
A A A Drukuj
Policja Fot. AG
Agresywny zięć pacjentki ubliżał lekarzowi i uderzył ratownika z oddziału ratunkowego Pomorskiego Centrum Traumatologii. Grożą mu za to trzy lata więzienia.
W poniedziałek przed godz. 23, do gabinetu ortopedycznego na terenie oddziału ratunkowego (SOR) wtargnął agresywny mężczyzna.

- Miałem nocny dyżur i pomagałem przy zabiegu repozycji stawu barkowego - mówi "Gazecie" 43-letni pielęgniarz Radosław Kula. - W pewnym momencie, przy wejściu do gabinetu, zrobiło się zamieszanie. Usłyszałem jak ktoś krzyczy na lekarza. Odwróciłem się i zobaczyłem za plecami wysokiego bruneta. Gdy zapytałem co robi w gabinecie, odepchnął mnie z całej siły. Przewracając się złapałem go za ramię, a on wtedy uderzył mnie otwartą dłonią w twarz. Zabolało i okulary się zsunęły. Mogłem mu oddać, bo mam 180 cm wzrostu i 116 kg wagi, ale szczęśliwie powstrzymałem się, bo to ja miałbym teraz kłopoty.

Ratownik zamknął drzwi na klucz, żeby napastnik nie uciekł z gabinetu i szybko zadzwonił na policję. Funkcjonariusze z pobliskiego komisariatu przy Kartuskiej przyjechali po kilku minutach. Wylegitymowali uczestników zajścia, sporządzili notatkę służbową, a pielęgniarza zawieźli na komisariat, gdzie złożył oficjalne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Sprawa jest w toku, a postępowanie prowadzone jest pod kątem naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego. - Podejrzewany mężczyzna otrzymał na środę wezwanie na przesłuchanie. M.in. od tego co wyjaśni zależy, czy usłyszy zarzuty - mówi Błażej Bąkiewicz z gdańskiej KWP.

W wyniku zajścia Radosław Kula ma lekko otarty naskórek na twarzy. - Nic mi nie dolega, ale psychicznie to czuję się zdruzgotany. Niedopuszczalne, żeby tak potraktować człowieka, który ratuje życie innym - komentuje.

"Gazeta" dotarła do notatki służbowej sporządzonej przez lekarza naczelnego SOR. Wynika z niej, że agresywny mężczyzna jest zięciem 60-letniej pacjentki, która w poniedziałek trafiła tam ze złamanym obojczykiem. Po założeniu opatrunku unieruchamiającego kość, kobieta wróciła do domu. To nie spodobało się jednak zięciowi i było powodem awantury.

- Mężczyzna domagał się umieszczenie kobiety w szpitalu, ale faktycznie nie było takiej potrzeby, bo wystarczyło leczenie zachowawcze - mówi Małgorzata Maj.

Za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego grozi kara od grzywny do trzech lata więzienia.

Podziel się

  • 33 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów