Kościół broni milionów. A Skarb Państwa ich żąda
20.09.2011
aktualizacja: 2011-09-19 21:56
Fot. Dominik Sadowski / AG
Archidiecezja Gdańska będzie zmuszona oddać państwu 6,8 mln zł odsetek za niesłusznie zwrócony jej podatek VAT? Sprawę bada Sąd Okręgowy w Gdańsku - w poniedziałek zeznawali pierwsi świadkowie.
ZOBACZ TAKŻE
- Czy Kościół katolicki we Włoszech zapłaci podatek od nieruchomości? (09-12-11, 18:29)
- Kuria odrzuca nowoczesny projekt gdańskiego kościoła (09-11-11, 20:58)
- Niemiecki Kościół może inwestować w piwo, w wódkę nie (06-10-11, 12:40)
- Bankier z Gdyni kradł miliony klientom (28-09-11, 18:58)
- Zabiła partnera, zakopała ciało i.... zgłosiła zaginięcie (27-09-11, 20:36)
- Szukał mamy na ulicach Człuchowa. W środku nocy (26-09-11, 10:07)
- Głupi zakład: ja nie oderwę rzeźbie ręki, ja? (23-09-11, 14:22)
- Wyrzucił amfetaminę przez okno auta (20-09-11, 12:13)
SONDAŻ
W marcu 2007 r. Urząd Skarbowy w Gdańsku przelał na konto gdańskiej archidiecezji kwotę 14 mln zł. Był to zwrot podatku VAT za transakcje przeprowadzone przez kościelne wydawnictwo Stella Maris w latach 1999-2002. Blisko połowę tej kwoty - 6,8 mln zł - stanowiły ustawowe odsetki od tego co strona kościelna faktycznie nadpłaciła urzędowi skarbowemu. O zwrot VAT formalnie wystąpił ówczesny arcybiskup metropolita gdański Tadeusz Gocłowski. Pieniądze wypłacono Kościołowi w czasie, gdy było już wiadomo, że transakcje wydawnictwa były fikcyjne. O domniemanych oszustwach z udziałem pracowników Stella Maris informowały media, a prokuratura miała już zgromadzone dowody na przestępczy charakter operacji.
Póki co sprawa przed sądem dotyczy jedynie zwrotu 6,8 mln zł odsetek. Faktycznie nie istniała bowiem podstawa prawna do wypłacenia odsetek w takiej wysokości. - Oprocentowanie od podatku zostało błędnie naliczone. Powinno wynosić ok. 170 tys. zł - mówi Piotr Kaczorkiewicz, pełnomocnik Prokuratorii Generalnej reprezentującej przed sądem Skarb Państwa.
Nie zgadzają się z tym adwokaci Oskar Luty i Piotr Duda, którzy reprezentują archidiecezję. Zamierzają przekonać sąd, iż urzędnicy skarbówki mieli pełną świadomość na jakiej podstawie prawnej przekazali Stella Maris zwrot podatku wraz ze spornymi odsetkami. Poza tym Kościół nie ma czego oddawać, bo pieniądze z oprocentowania zostały już w całości wydane. W marcu 2009 roku o wielomilionowym zwrocie z konta fiskusa na rzecz Kościoła jako pierwsza napisała "Gazeta". Dopiero po naszej publikacji Ministerstwo Finansów wszczęło wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. W efekcie naczelnik wydziału II Urzędu Skarbowego w Gdańsku wystąpił do Pokuratorii Generalnej z wnioskiem o wniesienie powództwa.
Proces cywilny przed gdańskim Sądem Okręgowym formalnie ruszył kilka miesięcy temu, ale dopiero wczoraj udało się przesłuchać czworo pierwszych świadków. Wśród nich ks. Albina Potrackiego, byłego głównego ekonoma gdańskiej kurii. Nie wiadomo jednak co zeznał, bo sędzia Bożena Mathea wyłączyła jawność rozprawy. Zrobiła to na wniosek adwokatów reprezentujących archidiecezji. Zamykając drzwi przed dziennikarzami chcieli uniknąć przedostania się do mediów informacji na temat mechanizmów niektórych transakcji oraz finansów gdańskiego Kościoła.
Na kolejnej rozprawie 9 stycznia ma być przesłuchany m.in. Jarosław Szarmach, prezes Stella Maris po 2002 roku. Prawdopodobne, że na jedną z kolejnych rozpraw, też w charakterze świadka, będzie wezwany arcybiskup Gocłowski. Póki co taki wniosek formalnie nie został jednak złożony.
Przypomnijmy, już od trzech lat przed gdańskim sądem toczy się główny proces karny dotyczący afery finansowej w Stella Maris. Oskarżonymi są m.in. były dyrektor tego wydawnictwa, kapelan abp. Gocłowskiego oraz współwłaściciel dwóch firm konsultingowych z Gdyni. Wszyscy odpowiadają za współudział w przywłaszczeniu w latach 1997-2001 mienia ponad 20 spółek handlowych na kwotę ponad 67 mln zł, a także pranie pieniędzy oraz uszczuplenia podatkowe na szkodę Skarbu Państwa w wysokości kilkunastu milionów złotych. Grozi im do 10 lat więzienia. Na czym, według prokuratury, polegało łamanie prawa w Stella Maris? Szefowie firm konsultingowych zawierali z różnymi spółkami kontrakty na doradztwo, a wykonanie zleceń powierzali kościelnemu wydawnictwu. W rzeczywistości usługi te były całkowicie fikcyjne i nigdy nie zostały wykonane.
Póki co sprawa przed sądem dotyczy jedynie zwrotu 6,8 mln zł odsetek. Faktycznie nie istniała bowiem podstawa prawna do wypłacenia odsetek w takiej wysokości. - Oprocentowanie od podatku zostało błędnie naliczone. Powinno wynosić ok. 170 tys. zł - mówi Piotr Kaczorkiewicz, pełnomocnik Prokuratorii Generalnej reprezentującej przed sądem Skarb Państwa.
Nie zgadzają się z tym adwokaci Oskar Luty i Piotr Duda, którzy reprezentują archidiecezję. Zamierzają przekonać sąd, iż urzędnicy skarbówki mieli pełną świadomość na jakiej podstawie prawnej przekazali Stella Maris zwrot podatku wraz ze spornymi odsetkami. Poza tym Kościół nie ma czego oddawać, bo pieniądze z oprocentowania zostały już w całości wydane. W marcu 2009 roku o wielomilionowym zwrocie z konta fiskusa na rzecz Kościoła jako pierwsza napisała "Gazeta". Dopiero po naszej publikacji Ministerstwo Finansów wszczęło wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. W efekcie naczelnik wydziału II Urzędu Skarbowego w Gdańsku wystąpił do Pokuratorii Generalnej z wnioskiem o wniesienie powództwa.
Proces cywilny przed gdańskim Sądem Okręgowym formalnie ruszył kilka miesięcy temu, ale dopiero wczoraj udało się przesłuchać czworo pierwszych świadków. Wśród nich ks. Albina Potrackiego, byłego głównego ekonoma gdańskiej kurii. Nie wiadomo jednak co zeznał, bo sędzia Bożena Mathea wyłączyła jawność rozprawy. Zrobiła to na wniosek adwokatów reprezentujących archidiecezji. Zamykając drzwi przed dziennikarzami chcieli uniknąć przedostania się do mediów informacji na temat mechanizmów niektórych transakcji oraz finansów gdańskiego Kościoła.
Na kolejnej rozprawie 9 stycznia ma być przesłuchany m.in. Jarosław Szarmach, prezes Stella Maris po 2002 roku. Prawdopodobne, że na jedną z kolejnych rozpraw, też w charakterze świadka, będzie wezwany arcybiskup Gocłowski. Póki co taki wniosek formalnie nie został jednak złożony.
Przypomnijmy, już od trzech lat przed gdańskim sądem toczy się główny proces karny dotyczący afery finansowej w Stella Maris. Oskarżonymi są m.in. były dyrektor tego wydawnictwa, kapelan abp. Gocłowskiego oraz współwłaściciel dwóch firm konsultingowych z Gdyni. Wszyscy odpowiadają za współudział w przywłaszczeniu w latach 1997-2001 mienia ponad 20 spółek handlowych na kwotę ponad 67 mln zł, a także pranie pieniędzy oraz uszczuplenia podatkowe na szkodę Skarbu Państwa w wysokości kilkunastu milionów złotych. Grozi im do 10 lat więzienia. Na czym, według prokuratury, polegało łamanie prawa w Stella Maris? Szefowie firm konsultingowych zawierali z różnymi spółkami kontrakty na doradztwo, a wykonanie zleceń powierzali kościelnemu wydawnictwu. W rzeczywistości usługi te były całkowicie fikcyjne i nigdy nie zostały wykonane.
- 118 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
84 głosy
-
Gdyby chodziło o kogoś innego...
skuba2
20.09.11, 11:40
... to mielibyśmy gigantyczną aferę a dla winnych i klechów i urzędników, wieloletnie wyroki kryminału! Najwyższa pora zrobić z tym porządek!»
-
Gwałcą i okradają nasze dzieci za pozwoleniem
mariaczczi1
20.09.11, 14:23
wszystkich rządów i nas wszystkich płacących podatki.»
-
Kościół broni milionów. A Skarb Państwa ich żąda
jurek4491
20.09.11, 18:43
W naszym kraju rządzi kościół i sądy mogą mu skoczyć, każdy rząd pada na pysk przed sukienkami i posłusznie wykonuje wszyskie polecenia.»
Najczęściej czytane24 htydzień




