Pojedliśmy za pół ceny. Akcja gdańskich restauratorów
27.09.2010
aktualizacja: 2010-09-26 20:16
Fot. Kamil Gozdan / Agencja Gazeta
Weekendowy "Gdańsk za pół ceny" ma szanse na trwałe wpisać się w krajobraz wydarzeń miasta tak jak Jarmark św. Dominika. Nadzieję na to daje druga - lepsza - edycja tej imprezy
SONDAŻ
Marcin i Gosia z Gdańska na co dzień nie chodzą do restauracji. On już pracuje, ona jest studentką, zdarza im się odwiedzić raz w tygodniu ulubiony bar Zielony Smok. Tym razem - ze względu na akcję "Gdańsk za pół ceny" wybrali w niedzielę droższą restaurację Mon Balzac.
- Polecili nam ją znajomi. Spodziewaliśmy się tłumów i kolejek jak podczas pierwszej edycji tej imprezy w kwietniu, ale tak nie było. Pewnie dlatego, że tym razem nie było zniżek na alkohol. Trochę długo czekaliśmy na obsługę, ale w sumie było nieźle - opowiada Marcin.
Nasi rozmówcy to osoby, które przyszły na Główne Miasto nie tylko po to, by zjeść obiad poza domem, ale zdecydowały w taki sposób spędzić wolny czas ze znajomymi. Są młodzi i jeszcze nie stać ich na regularne żywienie się w restauracjach, ale za parę lat mogą być ich stałymi klientami. Takimi, którzy już teraz przychodzą do wybranej restauracji. Celem organizatorów akcji "Gdańsk za pół ceny" są nie tylko zwiększone w weekend obroty, ale i zdobywanie perspektywicznych klientów, którzy w restauracjach bywają rzadko. Większość restauratorów ideę zdobywania rynku rozumie coraz lepiej.
- Jedna z restauracji wywiesiła banery, że u nich za pół ceny można też zjeść w ciągu tygodnia po godz. 19, inne obniżyły ceny na przykład o 20 proc. - mówi Jan Orchowski, właściciel Baru pod Rybą, jeden z organizatorów. - Tym razem lokali biorących udział w naszej imprezie jest mniej [teraz około 50, w poprzedniej edycji 70 - red.], ale ważne, że skłania ona wielu restauratorów do zmian uatrakcyjniających ofertę w centrum Gdańska. Ta edycja nie jest tak tłumnie odwiedzana jak poprzednia, ale sami klienci są bardziej świadomi tego, co chcą, no i dzięki niej centrum Gdańska żyje do późnego wieczora.
Władze miasta wspierają akcję gdańskich restauratorów i hotelarzy. Ale warto, by spojrzały na tę imprezę nieco szerzej. Bo to nie tylko świetna okazja, by uatrakcyjnić ofertę turystyczną miasta. To też sposobność, by uczynić centrum Gdańska jeszcze bardziej przyjaznym miejscem, również dla robienia biznesu i to za niewielkie pieniądze. Mechanizm jest prosty. Częściej odwiedzana zaczyna wygrywać konkurencję choćby z Sopotem czy Gdynią, bo przedsiębiorcy szukający nowych obszarów dla biznesu uznają ją za lepsze miejsce do realizacji swoich planów. To ważne choćby w kontekście zbliżającej się przebudowy wyspy Spichrzów czy modernizacji jej okolic, gdzie pustych stoi jeszcze wiele nowo wybudowanych lokali.
Jednak by osiągnąć ten cel, nie wystarczy tylko powtarzać akcję "Gdańsk za pół ceny". Trzeba ją udoskonalać. Pierwsze kroki już zostały zrobione. Impreza zyskała możnego sponsora, który funduje nagrody, klientom restauracji i hoteli, którzy zechcą wypełniają ankietę. Są jednak pewne braki. Wprawdzie akcja jest reklamowana i nagłaśniana w mediach, a w restauracjach leżą tysiące ulotek z zaznaczonymi miejscami biorącymi udział w tym wydarzeniu, ale przydałoby się coś jeszcze. Choćby banery porozstawiane w różnych częściach miasta z takimi planami. Może to drobiazg, ale dość istotny dla osób przyjeżdżających z innych miast i nieznających topografii Gdańska. Jeśli weekendowa akcja "Gdańsk za pół ceny" ma się wpisać na stałe w miejski kalendarz, nie można o takich "drobiazgach" zapominać.
- Polecili nam ją znajomi. Spodziewaliśmy się tłumów i kolejek jak podczas pierwszej edycji tej imprezy w kwietniu, ale tak nie było. Pewnie dlatego, że tym razem nie było zniżek na alkohol. Trochę długo czekaliśmy na obsługę, ale w sumie było nieźle - opowiada Marcin.
Nasi rozmówcy to osoby, które przyszły na Główne Miasto nie tylko po to, by zjeść obiad poza domem, ale zdecydowały w taki sposób spędzić wolny czas ze znajomymi. Są młodzi i jeszcze nie stać ich na regularne żywienie się w restauracjach, ale za parę lat mogą być ich stałymi klientami. Takimi, którzy już teraz przychodzą do wybranej restauracji. Celem organizatorów akcji "Gdańsk za pół ceny" są nie tylko zwiększone w weekend obroty, ale i zdobywanie perspektywicznych klientów, którzy w restauracjach bywają rzadko. Większość restauratorów ideę zdobywania rynku rozumie coraz lepiej.
- Jedna z restauracji wywiesiła banery, że u nich za pół ceny można też zjeść w ciągu tygodnia po godz. 19, inne obniżyły ceny na przykład o 20 proc. - mówi Jan Orchowski, właściciel Baru pod Rybą, jeden z organizatorów. - Tym razem lokali biorących udział w naszej imprezie jest mniej [teraz około 50, w poprzedniej edycji 70 - red.], ale ważne, że skłania ona wielu restauratorów do zmian uatrakcyjniających ofertę w centrum Gdańska. Ta edycja nie jest tak tłumnie odwiedzana jak poprzednia, ale sami klienci są bardziej świadomi tego, co chcą, no i dzięki niej centrum Gdańska żyje do późnego wieczora.
Władze miasta wspierają akcję gdańskich restauratorów i hotelarzy. Ale warto, by spojrzały na tę imprezę nieco szerzej. Bo to nie tylko świetna okazja, by uatrakcyjnić ofertę turystyczną miasta. To też sposobność, by uczynić centrum Gdańska jeszcze bardziej przyjaznym miejscem, również dla robienia biznesu i to za niewielkie pieniądze. Mechanizm jest prosty. Częściej odwiedzana zaczyna wygrywać konkurencję choćby z Sopotem czy Gdynią, bo przedsiębiorcy szukający nowych obszarów dla biznesu uznają ją za lepsze miejsce do realizacji swoich planów. To ważne choćby w kontekście zbliżającej się przebudowy wyspy Spichrzów czy modernizacji jej okolic, gdzie pustych stoi jeszcze wiele nowo wybudowanych lokali.
Jednak by osiągnąć ten cel, nie wystarczy tylko powtarzać akcję "Gdańsk za pół ceny". Trzeba ją udoskonalać. Pierwsze kroki już zostały zrobione. Impreza zyskała możnego sponsora, który funduje nagrody, klientom restauracji i hoteli, którzy zechcą wypełniają ankietę. Są jednak pewne braki. Wprawdzie akcja jest reklamowana i nagłaśniana w mediach, a w restauracjach leżą tysiące ulotek z zaznaczonymi miejscami biorącymi udział w tym wydarzeniu, ale przydałoby się coś jeszcze. Choćby banery porozstawiane w różnych częściach miasta z takimi planami. Może to drobiazg, ale dość istotny dla osób przyjeżdżających z innych miast i nieznających topografii Gdańska. Jeśli weekendowa akcja "Gdańsk za pół ceny" ma się wpisać na stałe w miejski kalendarz, nie można o takich "drobiazgach" zapominać.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




