Maciej Sandecki: Wymyślmy Sierpień od nowa
04.09.2010
aktualizacja: 2010-09-03 20:18
Obchody Sierpnia '80 z roku na rok są coraz gorsze - w sferze politycznej i artystycznej. Może zamiast robić drogi koncert, lepiej dać te miliony lokalnym artystom i organizacjom pozarządowym? - pyta Maciej Sandecki z "Gazety"
ZOBACZ TAKŻE
- Krzywonos i siła wolności (05-09-10, 10:30)
- Makowska: więcej kontroli społecznej nad ECS (07-09-10, 16:45)
SERWISY
Od 10 lat relacjonuję w "Gazecie" obchody Sierpnia '80 i w zasadzie nigdy mi się one w pełni nie podobały. Najciekawszym przebłyskiem były obchody 25-lecia, kiedy do Gdańska zjechali ważni politycy z całej Europy: Vaclav Havel, Zbigniew Brzeziński, a pod bramą stoczni ręce ściskali sobie Lech Wałęsa z Aleksandrem Kwaśniewskim. Jean-Michel Jarre dał wtedy koncert, który obejrzała rekordowa liczba ludzi - ponad 100 tys. Było miło, radośnie, choć akurat Jarre to nie moja muzyka.
Potem z roku na rok było coraz gorzej. Polaryzacja sceny politycznej doprowadziła do tego, że pod pomnikiem w rocznicę zaczęli się gromadzić niemal wyłącznie sympatycy PiS. Buczano i gwizdano na polityków PO, wygwizdano nawet Bogdana Borusewicza, inicjatora sierpniowego strajku. Gdyby jeszcze pojawił się tam Wałęsa, pewnie zostałby rozszarpany. W tym roku gwizdów nie było, bo już nie było na kogo gwizdać. Na obchodach nie pojawił się nikt z władz. Nad tłumem powiewały za to antyrządowe transparenty sugerując, że katastrofa smoleńska to był zamach, albo że "Gdańsk przeprasza za Wałęsę". Dzień, który miał być świętem solidarności, pojednania i radości, zamienił się w dzień frustracji, paranoi i nienawiści. Nie chcę politykom sugerować, co z tym zrobić, sami nawarzyli tego piwa, niech je teraz wypiją.
Co zrobić z milionami?
Przyjrzyjmy się za to warstwie artystycznej obchodów. Od pięciu lat kończą się one wielkim koncertem światowych gwiazd za miliony złotych. Widzieliśmy już Jarre'a, Davida Gilmoura, Roda Stewarta, Kylie Minogue, a teraz widowisko Roberta Wilsona. Może mam dziwny gust i wymagania, ale żaden z tych koncertów mi się nie podobał, a spektakl Wilsona po prostu mnie załamał.
Mam wrażenie, że dobór tych artystów był przypadkowy, na zasadzie: kto akurat może przyjechać i na kogo nas stać. Nie wiadomo było, do kogo te koncerty są adresowane, bo publiczność też w dużej mierze była przypadkowa, gdyż gros biletów rozdawano za darmo po zakładach pracy. Odnosiłem wrażenie, że fani poszczególnych artystów byli w zdecydowanej mniejszości.
Stawiam więc pytanie - Czy naprawdę potrzebujemy takiego spektakularnego, dwugodzinnego widowiska na rocznicę Sierpnia za grube miliony złotych? Czy nie lepiej te miliony wydać na działania artystyczne w większym stopniu skupiające uwagę i aktywność mieszkańców Trójmiasta? Bardzo podobała mi się tegoroczna akcja Fundacji Centrum Solidarności, polegająca na wypełnianiu pocztówek słowną lub graficzną odpowiedzią na pytanie "czym jest dla ciebie solidarność jako wartość". Każda przysłana pocztówka oznaczała, że 1 zł zostanie przeznaczone na edukację dzieci w Afganistanie. I o to właśnie chodzi! W tę akcje zaangażowały się tysiące osób, dotyczyła ona idei solidarności i tę solidarność, w formie materialnej pomocy, niosła w świat.
Inny przykład - w przeciwieństwie do spektaklu Wilsona artystycznym wydarzeniem obchodów był koncert Możdżer Plus. Nasz rodzimy artysta zgromadził niewiele mniejszą widownię niż gwiazdy pokroju Wilsona i był to naprawdę muzyczny spektakl. I jeszcze jedno - kosztował pewnie z dziesięć razy mniej.
Policzyliśmy w redakcji, że za 9 mln zł, które poszło na widowisko Amerykanina, można by zorganizować dziesięć festiwali szekspirowskich lub festiwali FETA. Ta kwota to także roczne budżety kilku dużych miejskich instytucji kultury. Dlaczego one nie uczestniczą w tych obchodach? Dlaczego Europejskie Centrum Solidarności wydaje duże pieniądze na sprowadzenie artystów z Afryki, a nie potrafi zorganizować wspólnie rocznicowego przedsięwzięcia z artystami funkcjonującymi obok: w Stoczni, Kolonii Artystów czy Instytucie Sztuki "Wyspa"?
Za rok nie mamy okrągłej rocznicy Sierpnia. Mamy za to sporo czasu, żeby zastanowić się, jak zorganizować obchody lepiej, ciekawiej w sferze artystycznej i społecznej. W przyszłym roku w sierpniu Polska będzie miała swoją prezydencję w Unii Europejskiej, a Gdańsk i Sopot będą jednymi z miast organizatorów. To okazja, by pokazać światu, że potrafimy się cieszyć odzyskaną wolnością nie tylko przez dwie godziny, że mamy wybitnych lokalnych artystów i że nasze aspiracje, by Gdańsk został Europejską Stolicą Kultury, nie są tylko na pokaz.
Potem z roku na rok było coraz gorzej. Polaryzacja sceny politycznej doprowadziła do tego, że pod pomnikiem w rocznicę zaczęli się gromadzić niemal wyłącznie sympatycy PiS. Buczano i gwizdano na polityków PO, wygwizdano nawet Bogdana Borusewicza, inicjatora sierpniowego strajku. Gdyby jeszcze pojawił się tam Wałęsa, pewnie zostałby rozszarpany. W tym roku gwizdów nie było, bo już nie było na kogo gwizdać. Na obchodach nie pojawił się nikt z władz. Nad tłumem powiewały za to antyrządowe transparenty sugerując, że katastrofa smoleńska to był zamach, albo że "Gdańsk przeprasza za Wałęsę". Dzień, który miał być świętem solidarności, pojednania i radości, zamienił się w dzień frustracji, paranoi i nienawiści. Nie chcę politykom sugerować, co z tym zrobić, sami nawarzyli tego piwa, niech je teraz wypiją.
Co zrobić z milionami?
Przyjrzyjmy się za to warstwie artystycznej obchodów. Od pięciu lat kończą się one wielkim koncertem światowych gwiazd za miliony złotych. Widzieliśmy już Jarre'a, Davida Gilmoura, Roda Stewarta, Kylie Minogue, a teraz widowisko Roberta Wilsona. Może mam dziwny gust i wymagania, ale żaden z tych koncertów mi się nie podobał, a spektakl Wilsona po prostu mnie załamał.
Mam wrażenie, że dobór tych artystów był przypadkowy, na zasadzie: kto akurat może przyjechać i na kogo nas stać. Nie wiadomo było, do kogo te koncerty są adresowane, bo publiczność też w dużej mierze była przypadkowa, gdyż gros biletów rozdawano za darmo po zakładach pracy. Odnosiłem wrażenie, że fani poszczególnych artystów byli w zdecydowanej mniejszości.
Stawiam więc pytanie - Czy naprawdę potrzebujemy takiego spektakularnego, dwugodzinnego widowiska na rocznicę Sierpnia za grube miliony złotych? Czy nie lepiej te miliony wydać na działania artystyczne w większym stopniu skupiające uwagę i aktywność mieszkańców Trójmiasta? Bardzo podobała mi się tegoroczna akcja Fundacji Centrum Solidarności, polegająca na wypełnianiu pocztówek słowną lub graficzną odpowiedzią na pytanie "czym jest dla ciebie solidarność jako wartość". Każda przysłana pocztówka oznaczała, że 1 zł zostanie przeznaczone na edukację dzieci w Afganistanie. I o to właśnie chodzi! W tę akcje zaangażowały się tysiące osób, dotyczyła ona idei solidarności i tę solidarność, w formie materialnej pomocy, niosła w świat.
Inny przykład - w przeciwieństwie do spektaklu Wilsona artystycznym wydarzeniem obchodów był koncert Możdżer Plus. Nasz rodzimy artysta zgromadził niewiele mniejszą widownię niż gwiazdy pokroju Wilsona i był to naprawdę muzyczny spektakl. I jeszcze jedno - kosztował pewnie z dziesięć razy mniej.
Policzyliśmy w redakcji, że za 9 mln zł, które poszło na widowisko Amerykanina, można by zorganizować dziesięć festiwali szekspirowskich lub festiwali FETA. Ta kwota to także roczne budżety kilku dużych miejskich instytucji kultury. Dlaczego one nie uczestniczą w tych obchodach? Dlaczego Europejskie Centrum Solidarności wydaje duże pieniądze na sprowadzenie artystów z Afryki, a nie potrafi zorganizować wspólnie rocznicowego przedsięwzięcia z artystami funkcjonującymi obok: w Stoczni, Kolonii Artystów czy Instytucie Sztuki "Wyspa"?
Za rok nie mamy okrągłej rocznicy Sierpnia. Mamy za to sporo czasu, żeby zastanowić się, jak zorganizować obchody lepiej, ciekawiej w sferze artystycznej i społecznej. W przyszłym roku w sierpniu Polska będzie miała swoją prezydencję w Unii Europejskiej, a Gdańsk i Sopot będą jednymi z miast organizatorów. To okazja, by pokazać światu, że potrafimy się cieszyć odzyskaną wolnością nie tylko przez dwie godziny, że mamy wybitnych lokalnych artystów i że nasze aspiracje, by Gdańsk został Europejską Stolicą Kultury, nie są tylko na pokaz.
- 17 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
37 głosów
-
Re: Maciej Sandecki: Wymyślmy Sierpień od nowa
hera9
04.09.10, 14:32
zgadzam sie w 100%,tyle tylko,ze co niektorzy mieliby puste kieszenie»
-
Pytanie ...
h-mol
05.09.10, 01:02
Dlaczego pan Redaktor pominął koszmarny "koncert" pt. "Solidarność to znaczy jeden i drugi"? Czy dlatego, że wziął w nim udział z marnym zresztą skutkiem krewny Redaktora Turnaua?»
-
Maciej Sandecki: Wymyślmy Sierpień od nowa
jaga.28
05.09.10, 09:37
Niestety w Polsce poza tzw kościelnym modelem obchodzenia świąt i rocznic nie mamy takich tradycji i modelu świeckiego. Nawet ten z PRLu czyli akademii był kopią typowego nabożeństwa »
Najczęściej czytane24 htydzień








