Pomidorowe lody Włocha Giuseppe zostają w Sopocie

Jowita Kiwnik
28.07.2010 aktualizacja: 2010-07-29 15:13
A A A Drukuj
Lodziarnia Giuseppe w Sopocie Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta
  • Lodziarnia Giuseppe w Sopocie
- Zamknięte z powodu wyczerpania psychicznego - przeczytali w niedzielę klienci sopockiej Gelati Giuseppe. - Podobno właściciel chce wracać do Włoch, bo napadli go jacyś chuligani - zadzwonił do nas zdenerwowany czytelnik. - Miałem dość, ale wszystko przemyślałem i zostaję - uspokaja Giuseppe Lamandini
ZOBACZ TAKŻE
Zapewne niejedna Polka wciąż jeszcze wzdycha z rozrzewnieniem na wspomnienie przystojnego włoskiego żołnierza z filmu "Giuseppe w Warszawie" (Antonio Cifariello), uwodzącego piękną Marię (Elżbieta Czyżewska). Tymczasem nie każdy wie, że Sopot ma własnego Giuseppe. Tylko że ten współczesny zamienił żołnierski mundur na strój lodziarza: sopocki Włoch od roku prowadzi w kurorcie (na ul. Podjazd) maleńką lodziarnię. Co ciekawe - jedyną taką w Europie.

- Kiedy mówię ludziom, że produkuję lody bez mleka, są zaskoczeni. - To dolewasz wody, tak? - pytają. A ja po prostu używam więcej naturalnych produktów, codziennie wymyślam nowe smaki, mamy już np. lody marchewkowe, pomidorowe i buraczkowe. Są świeże - codziennie rano robię je w moim minilabolatorium - śmieje się Giuseppe Lamandini. - Jesteśmy jedyną lodziarnią w Europie, gdzie lody produkowane są w myśl filozofii: 100 proc. cruelty free. To oznacza, że unikamy wszystkich produktów, które wiążą się z okrucieństwem wobec zwierząt i ludzi, nie używamy tu żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego, takich jak jajka, mleko czy żelatyna.

Giuseppe pochodzi z Bolonii. Tam też mieszkał ze swoją żoną, Polką. Do czasu, kiedy urodził im się syn. - To, co się dzieje w Italii, już dawno przestało mi się podobać, kraj stacza się po równi pochyłej. Powiedziałem: - Basta! Postanowiliśmy wyjechać, chociaż na samym początku nie sądziliśmy, że osiądziemy tutaj. Myśleliśmy np. o Kanadzie, albo o jakimś kraju anglojęzycznym - wspomina Giuseppe. - Pracowałem w małej, rodzinnej firmie, która produkowała makaron. Ale marzyłem o własnym biznesie. Dlatego zapisałem się do szkoły kształcącej lodziarzy.

Giuseppe swoją Gelati ostatecznie otworzył jednak w Polsce. Nietypowe lody szybko zyskały entuzjastów (nawet te mniej lodowe smaki). Niestety, nie tylko oni odwiedzają sopocką lodziarnię. - To było w sobotę po godz. 20. Normalnie zamykam o godz. 19, ale tego dnia zostałem dłużej. Wszystko powyłączałem i siedziałem sobie bezczynnie na krześle, przy otwartych drzwiach - opowiada Włoch. - W pewnym momencie do środka wtargnęło dwóch pijanych mężczyzn - na oko po 50. - Chcesz loda? - bełkotał jeden do drugiego. Powiedziałem uprzejmie, że lodziarnia jest już zamknięta. Wtedy tamten z furią wypadł na zewnątrz i próbował na siłę zamknąć drzwi. Niestety, moja stopa uwięzła między drzwiami a progiem. I tak szarpaliśmy się przez chwilę, czułem jego furię. W końcu udało mi się uwolnić stopę, zatrzasnąć drzwi, oni zostali na chodniku, wymachując rękoma. Nagle poczułem się bezradny. Bo zrozumiałem, że oni są pijani, a mój polski jest zbyt słaby, żebym mógł się z nimi porozumieć. Niby nic wielkiego się nie stało, podobne incydenty zdarzały się już kilka razy, ale chyba tym razem po prostu postanowiłem, że mam dosyć. Bo to frustrujące: jesteś we własnej lodziarni, a nie możesz się czuć bezpiecznie.

Dlatego w niedzielę klientów przywitała wywieszona na drzwiach kartka z informacją napisaną po włosku i angielsku: - Zamknięte z powodu wyczerpania psychicznego. Wczoraj dwaj pijani mężczyźni zrobili rozróbę. Jestem zmęczony, tak bardzo zmęczony...

We wtorek Giuseppe był już jednak znowu w pracy. - W niedzielę to była chwila słabości - tłumaczy. - Musiałem pójść na długi spacer na molo, uspokoić się. Mój dziadek też był emigrantem: wyjechał do Belgii. Ja poszedłem w jego ślady, chociaż z większą gotówką w kieszeni i konkretnym planem otwarcia interesu. Ale szybko przekonałem się, że niełatwo żyć za granicą, tym bardziej bez znajomości języka. Jednak bez obaw: na pewno takie sytuacje nie zmuszą mnie, żebym zamknął lodziarnię.

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów