Odija o swojej nowej książce: Teraz czuję ulgę

.
05.06.2010 aktualizacja: 2010-06-04 21:59
A A A Drukuj
fot. Damian Kramski / AG
- Ta powieść próbowała mnie zniszczyć, ale jej się nie udało. Rozliczyłem się w niej z kilku spraw - o książce, "Kronice umarłych", która zamyka pewien etap w jego życiu, opowiada Daniel Odija
Przemysław Gulda: Kiedy rozmawialiśmy przy okazji wydania twojej poprzedniej powieści, "Niech to nie będzie sen", wspominałeś o projekcie książki, z którą borykasz się już od kilku lat i która nie daje ci spokoju? Czy chodziło właśnie o "Kronikę umarłych"?

Daniel Odija: Tak. Co prawda wtedy książka nosiła jeszcze zupełnie inny tytuł - miała się nazywać "Komedia", ale uznałem, że nie będzie on do końca adekwatny.

Jak długo, koniec końców, powstawała ta najnowsza powieść?

- Ponad pięć lat. Książka "Niech to nie będzie sen" pojawiła się więc niejako po drodze, kiedy odłożyłem na jakiś czas pisanie "Kroniki". To nie jest zresztą przypadek. Te książki są w moim przekonaniu o tym samym, tworzą swoisty dyptyk, połączony tematem, ale bardzo różniący się podejściem. Poprzednia książka była w gruncie rzeczy pogodnym komediodramatem, ta najnowsza jest natomiast ponurym dramatem psychologicznym.

Jaki jest ten wspólny temat, łączący obie książki?

- To też się trochę zmieniło w stosunku do pierwotnych zamierzeń. Pierwszą inspiracją był dla mnie archiwalny film, który kilka lat temu odnalazł mój redakcyjny kolega Piotr Ostrowski - zapis codziennego życia mieszkających w Słupsku Niemców, powstały w połowie lat 30. Obrazki są iście sielankowe, ale znając historię, wie się, że ciąży nad nimi klątwa zbliżającego się kataklizmu i nadchodzącej śmierci. I o tym właśnie miała początkowo być ta książka: o szczęściu rodzinnym rozdartym przez ideologię, przez historię. Z czasem jednak zacząłem dryfować w trochę inną stronę. Stało się tak za sprawą moich osobistych przeżyć z tego okresu - dotknął i zawładnął mną temat szaleństwa, obłędu - czy tego chciałem, czy nie. Temat bardzo trudny, który jednak miałem okazję poznać z bardzo bliska, powiedziałbym wręcz - z pierwszej ręki.

Twoi bohaterowie są doświadczeni obłędem?

- Każdy z kilku bohaterów tej wielowątkowej opowieści ma w sobie co najmniej jakąś wielką traumę, jakiś wielki strach. Jeden z nich np. jest z zawodu inspektorem rybołówstwa, ale boi się wody, więc każde wyjście do pracy to dla niego bolesne przełamywanie własnej słabości. Główny bohater, bezrobotny muzyk jazzowy, Mateusz, zaczyna w pewnym momencie widzieć dźwięki, zamiast je słyszeć, jego znajomy ksiądz traci wiarę. Każdemu przydarzają się więc rzeczy nieprzyjemne. Całe miasteczko, w którym toczy się akcja, Kostyń, przepełnione jest dziwną atmosferą, która być może bierze się z tego, że zbudowane jest na bagnach. Granica między realnością a nadrealnością, między jawą a snem jest w tej powieści zatarta. I takie właśnie starałem się zrobić wrażenie na czytelniku - żeby nigdy nie mógł być pewien, gdzie kończy się świat zdarzeń realnych, a zaczyna urojenie. Głównym bohaterem "Kroniki umarłych" jest przecież szaleństwo.

To kolejna twoja powieść, która dzieje się w małym miasteczku, nad morzem, na prowincji. Nie chcesz, czy nie możesz wyrwać się z tego świata?

- Bo to świat, który znam najlepiej i w gruncie rzeczy najlepiej się w nim czuję. Nie potrafię nadążyć za rytmem wielkich metropolii, najlepiej mi tam, gdzie życie nie toczy się za szybko, nic więc dziwnego, że taki właśnie świat najchętniej opisuję. Ale mam nadzieję, że jest to świat uniwersalny, z problemami i radościami, które dotyczą nas wszystkich. Przecież historie wszędzie się takie same, zmieniają się tylko rekwizyty. Wielu pragnie miłości, wielu nienawidzi, jeszcze inni zazdroszczą, wszyscy boją się agonii. To tematy historii ogólnoludzkich, i takie historie będą się przewijać w moich kolejnych książkach.

Myślisz o następnej powieści?

- Zacząłem, gdy tylko skończyłem pisać "Kronikę umarłych". Ta powieść próbowała mnie zniszczyć, ale chyba jej się nie udało. Rozliczyłem się w niej z kilku spraw. Teraz, gdy stoi na półce w księgarni, czuję ulgę. Zamknąłem w niej pewien ciężki etap w swoim życiu i mogę zacząć coś nowego. Na razie odpuszczam sobie pisanie dłuższych tekstów. Bawię się krótkimi formami, nabieram oddechu. Wychodzą mi rzeczy lżejsze i bardziej skondensowane. Następna książka z pewnością będzie o wiele krótsza, co nie znaczy, że opowiem w niej mniej niż w "Kronice umarłych".

Daniel Odija, prozaik młodego pokolenia. Publikował m.in. w „Autografie”, „Ha!arcie”, „Sycynie” i „Dekadzie Literackiej”. Szerszej publiczności znany jest od 2001 r., kiedy to książka „Ulica” wywołała poruszenie i zainteresowanie krytyki oraz czytelników. Kolejne książki to „Tartak” i „Niech to nie będzie sen”. Opowieści Odiji są mocno zakorzenione w polskiej rzeczywistości. Opowiada o Polsce B, zdegradowanej, postpeerelowskiej, niewygodnej do pokazania w mediach.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów