Solidne rzemiosło i szczypta artyzmu na festiwalu Sopot Jazz

Katarzyna Chmura
17.10.2010 aktualizacja: 2010-10-17 18:37
A A A Drukuj
Chris Botti podczas koncertu w Sopocie Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
  • Chris Botti podczas koncertu w Sopocie
  • Chris Botti podczas koncertu w Sopocie
  • Chris Botti podczas koncertu w Sopocie
  • Chris Botti podczas koncertu w Sopocie
Wszyscy wykonawcy dowiedli na festiwalu Sopot Jazz swojego znakomitego rzemiosła wykonawczego. Artyzmem zachwycił tylko Al Di Meola.


Rick Braun wystąpił w Polskiej Filharmonii Kameralnej Sopot z własnym sekstetem złożonym z pianisty, gitarzysty, basisty, perkusisty i saksofonisty. Trębacz zaprezentował kompozycje ze swojego najnowszego albumu "All It Takes", a także wcześniejsze, były to m.in.: "Notorious", "Christiana", "Tijuana Dance", "Grazing in the Grass". Chris Botti w hotelu Sheraton pojawił się także w sekstecie (towarzyszyli mu: pianista, keyboardzista, perkusista, basista, gitarzysta), a ponadto dwie solistki: skrzypaczka Caroline Campbell i wokalistka Lisa Fischer. Botti zaprezentował obok własnych kompozycji evergreeny, które zawarł w swoim ostatnim albumie "Chris Botti in Boston" m.in. "Hallelujah" Cohena, "Emanuel", "Ave Maria", "Cinema Paradiso", "Flamenco Sketches" Milesa Davisa. Obaj amerykańscy trębacze dowiedli podczas koncertów swojego znakomitego muzycznego rzemiosła. Trudno byłoby zarzucić im brak muzykalności, czy też niedociągnięcia techniczne. A jednak po ich występach pozostał duży niedosyt artystycznych doznań. Obaj podali bowiem w tej ładnej oprawie typowo komercyjne smoothjazzowe produkty - kompozycje nieskomplikowane, przyjemne, schematyczne i bardzo przewidywalne. Utwory te nie wymagały od słuchacza specjalnego zaangażowania. Mogłaby z powodzeniem stanowić "muzyczne tło" czy też, mówiąc inaczej, "wypełniacz ciszy" w windzie hotelowej, na statku, supermarkecie i w dziesiątkach innych miejsc. Od strony dramaturgicznej nieco bardziej urozmaicony był występ Bottiego. Prezentowane przez niego utwory były bardziej zróżnicowane nastrojowością; ożywienie w występie tym wprowadzały też występujące miejscami solistki. Porównując muzykę obu trębaczy do smaków wina, występ Brauna określiłabym jako słodki, Bottiego słodki, a w niektórych momentach półsłodki. Posiłkując się tą samą terminologią koncert Al. Di Meoli w hotelu Sheraton uznałabym natomiast jako "półwytrawny". Najwyższa klasa wykonawcza szła bowiem w trakcie tego koncertu w parze z finezją prezentowanego i oryginalnością materiału muzycznego. Meola wystąpił w dość nietypowym składzie instrumentalnym. Na scenie towarzyszył mu drugi gitarzysta akustyczny, akordeonista oraz perkusista. Muzycy zaprezentowali materiał z płyty "World Sinfonia II". Podczas koncertu Meola zachwycił zdumiewającą techniką palcową, udowadniając, że jest dziś gitarzystą trudnym do prześcignięcia. Tempo, z jakim wygrywał, skomplikowane technicznie przebiegi, wymagające dużej rozpiętości palców, było oszałamiające. Jego kompozycje, powstałe z inspiracji folklorem świata, m.in. muzyką flamenco i Dalekiego Wschodu, były bardzo oryginalne. Przyciągała uwagę ich niebanalna faktura, współbrzmienia oraz nieregularna rytmika. Nad całością materiału roztaczała się zmysłowa aura typowa dla twórczości gitarzysty.

Tegoroczny festiwal Sopot Jazz obywał się w dniach 9 - 15 października.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów