Wrzeszczańskie Ballady. Wulgarne i intrygujące
12.10.2010
aktualizacja: 2010-10-12 17:25
Rafał Wojczal
Wrzeszczańskie Ballady to debiut muzyczny Przemysława Kalinowskiego. Przez całe lata grywał tylko dla znajomych. I to właśnie oni namówili go, żeby zarejestrował swoje piosenki. Efekt: jeden z najoryginalniejszych trójmiejskich debiutów ostatnich tygodni
Wrzeszczańskie Ballady to płyta krótka, ale pozostająca w głowie na długo. Znaleźć można na niej zaledwie kilkanaście minut muzyki, która z jednej strony jest bardzo tradycyjna, zakorzeniona w schemacie akustycznej ballady, ale z drugiej - w bardzo oryginalny i nowoczesny sposób nawiązuje do najbardziej współczesnych tendencji w światowym, a zwłaszcza amerykańskim, singer/songwritingu. Tu można więc usłyszeć ładne chórki, pozostające w pełnej napięcia kontrze z głosem wokalisty, tam z kolei - dźwięki akordeonu czy cymbałków, jednego z bardziej popularnych instrumentów na scenie współczesnej alternatywnej ballady.
Bardzo ważnym, a jednocześnie - mocno kontrowersyjnym elementem tej płyty są teksty. Wulgarne, obrazoburcze, mocne, a jednocześnie - dające do myślenia i dotykające wyeksploatowanych, zdawałoby się, do cna tematów w bardzo oryginalny sposób: oto bowiem w jednej z piosenek podmiot liryczny doznaje objawienia, kiedy spotyka Jezusa w sklepie obuwniczym, w innej z kolei - przewrotnej pochwale tolerancji - prosi o to, żeby nie oceniać go inaczej niż innych (swoją drogą prawdziwą muzyczną ozdobą tej piosenki jest gwizdana solówka, będąca parafrazą jednego z utworów zespołu... O.N.A.). Jak przystało na projekt mocno zakorzeniony w Gdańsku, a dokładniej - we Wrzeszczu, co sygnalizuje już wszak sama jego nazwa, nie mogło zabraknąć w piosenkach lokalnych akcentów. W jednej z piosenek wokalista śpiewa więc: "chodź ze mną za rękę do Żaka, stocznię odwiedzimy też".
Wrzeszczańskie Ballady to projekt, który tak naprawdę powstał już wiele lat temu, ale do dziś działał w bardzo kameralnej formie. Jego pomysłodawcą, założycielem i autorem większości materiału jest Przemysław Kalinowski, na co dzień pracownik jednego z dużych sklepów ze sprzętem elektronicznym. Zaczęło się bardzo zwyczajnie: od tego, że Kalinowski brał do ręki gitarę podczas spotkań towarzyskich i grał swoje piosenki. Znajomym bardzo się podobały, wielu z nich zwracało uwagę na duży potencjał tych utworów.
- Więc zaczęli mnie namawiać na nagranie moich piosenek - opowiada Kalinowski. - Na początku nie widziałem za bardzo sensu, ale z czasem zacząłem się coraz bardziej do tego przekonywać. W końcu miałem przecież do nich duży sentyment. Pod koniec sierpnia pojechaliśmy więc do domku pod Sulęczynem, żeby nagrać te utwory w prawie profesjonalnych warunkach.
Pojechali we trójkę: z Piotrem Kalińskim i Rafałem Wojczalem. Ten pierwszy to muzyk i producent, znany przede wszystkim z zespołu Hatti Vatti, ten drugi gra na instrumentach klawiszowych w grupie Trupa Trupa. To właśnie oni zajęli się produkcją materiału, dogrywali też dodatkowe partie instrumentalne.
- To była naprawdę poważna praca - wspomina Kalinowski. - Zaczynaliśmy o świcie, kończyliśmy bardzo późną nocą. I tak przez cztery dni.
Płyta, która jest efektem kaszubskiej sesji nagraniowej właśnie się ukazała. Jest wydana własnym sumptem Kalinowskiego i jego przyjaciół. Kolejne egzemplarze produkowane są na zamówienie, które można złożyć przez internet. Ale wszystko wskazuje, że na tym się nie skończy.
- Zaczynam coraz poważniej myśleć o graniu tych utworów na żywo - zapowiada Kalinowski. - Zaczynam myśleć o stworzeniu zespołu, który mógłby wykonywać zarówno te piosenki, które zostały nagrane, jak i zupełnie nowe, powstające w zasadzie cały czas. Jestem już po pierwszych rozmowach z kilkoma przyjaciółmi, którzy są jednocześnie muzykami: Stefanem Wesołowskim, Grzegorzem Kwiatkowskim, Rafałem Wojczalem i Jerzym Fudałą. Już niedługo powinniśmy zacząć wspólne próby. I zobaczymy, co z tego wyniknie.
Płytę zamawiać można na facebooku wpisując w wyszukiwarce nazwę projektu
Bardzo ważnym, a jednocześnie - mocno kontrowersyjnym elementem tej płyty są teksty. Wulgarne, obrazoburcze, mocne, a jednocześnie - dające do myślenia i dotykające wyeksploatowanych, zdawałoby się, do cna tematów w bardzo oryginalny sposób: oto bowiem w jednej z piosenek podmiot liryczny doznaje objawienia, kiedy spotyka Jezusa w sklepie obuwniczym, w innej z kolei - przewrotnej pochwale tolerancji - prosi o to, żeby nie oceniać go inaczej niż innych (swoją drogą prawdziwą muzyczną ozdobą tej piosenki jest gwizdana solówka, będąca parafrazą jednego z utworów zespołu... O.N.A.). Jak przystało na projekt mocno zakorzeniony w Gdańsku, a dokładniej - we Wrzeszczu, co sygnalizuje już wszak sama jego nazwa, nie mogło zabraknąć w piosenkach lokalnych akcentów. W jednej z piosenek wokalista śpiewa więc: "chodź ze mną za rękę do Żaka, stocznię odwiedzimy też".
Wrzeszczańskie Ballady to projekt, który tak naprawdę powstał już wiele lat temu, ale do dziś działał w bardzo kameralnej formie. Jego pomysłodawcą, założycielem i autorem większości materiału jest Przemysław Kalinowski, na co dzień pracownik jednego z dużych sklepów ze sprzętem elektronicznym. Zaczęło się bardzo zwyczajnie: od tego, że Kalinowski brał do ręki gitarę podczas spotkań towarzyskich i grał swoje piosenki. Znajomym bardzo się podobały, wielu z nich zwracało uwagę na duży potencjał tych utworów.
- Więc zaczęli mnie namawiać na nagranie moich piosenek - opowiada Kalinowski. - Na początku nie widziałem za bardzo sensu, ale z czasem zacząłem się coraz bardziej do tego przekonywać. W końcu miałem przecież do nich duży sentyment. Pod koniec sierpnia pojechaliśmy więc do domku pod Sulęczynem, żeby nagrać te utwory w prawie profesjonalnych warunkach.
Pojechali we trójkę: z Piotrem Kalińskim i Rafałem Wojczalem. Ten pierwszy to muzyk i producent, znany przede wszystkim z zespołu Hatti Vatti, ten drugi gra na instrumentach klawiszowych w grupie Trupa Trupa. To właśnie oni zajęli się produkcją materiału, dogrywali też dodatkowe partie instrumentalne.
- To była naprawdę poważna praca - wspomina Kalinowski. - Zaczynaliśmy o świcie, kończyliśmy bardzo późną nocą. I tak przez cztery dni.
Płyta, która jest efektem kaszubskiej sesji nagraniowej właśnie się ukazała. Jest wydana własnym sumptem Kalinowskiego i jego przyjaciół. Kolejne egzemplarze produkowane są na zamówienie, które można złożyć przez internet. Ale wszystko wskazuje, że na tym się nie skończy.
- Zaczynam coraz poważniej myśleć o graniu tych utworów na żywo - zapowiada Kalinowski. - Zaczynam myśleć o stworzeniu zespołu, który mógłby wykonywać zarówno te piosenki, które zostały nagrane, jak i zupełnie nowe, powstające w zasadzie cały czas. Jestem już po pierwszych rozmowach z kilkoma przyjaciółmi, którzy są jednocześnie muzykami: Stefanem Wesołowskim, Grzegorzem Kwiatkowskim, Rafałem Wojczalem i Jerzym Fudałą. Już niedługo powinniśmy zacząć wspólne próby. I zobaczymy, co z tego wyniknie.
Płytę zamawiać można na facebooku wpisując w wyszukiwarce nazwę projektu
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




