Obcy - przemieszczona tożsamość
03.02.2010
aktualizacja: 2010-02-03 18:10
Fot. unknown
"alien anonymous" to spektakl o niedoskonałości ludzkiego poznania, o niemożności przekroczenia granic rozumu
ZOBACZ TAKŻE
- Nasza recenzja: Ciało pozostało ciche (10-02-10, 08:00)
- Halka niezdecydowana (07-02-10, 16:17)
- Kochać to znaczy zawsze to samo (31-01-10, 20:00)
- Drugie dno Kry. Taneczne wydarzenie sceniczne. (26-01-10, 18:36)
- Kto wywołał Sztorm Roku? (11-01-10, 11:33)
- Reportaż "Co z tą operą? Co oni śpiewają?" (29-12-09, 20:00)
- Trójmiejski teatr A.D. 2009 (28-12-09, 16:35)
- Mity, legendy, historie prawdziwe (22-12-09, 20:38)
- Kabaretowa klasówka ze Słowackiego (12-02-10, 18:34)
- Premiera w Wybrzeżu, czyli... bohater poszukiwany (10-02-10, 19:11)
- Co się stało z naszą klasą? Recenzja spektaklu (13-01-10, 19:04)
SERWISY
Niełatwe zadanie postawiły przed sobą twórczynie spektaklu "alien anonymous", Julia Mach i Anna Maria Nowak. Inspiracją do jego powstania uczyniły "Solaris" Stanisława Lema, książkę gęstą od filozoficznych rozważań pisarza na temat doświadczenia Innego, Obcego, na temat ułomności ludzkiego poznania, rozumowania i ludzkiej pamięci. Nie ma w tym spektaklu żadnej dosłowności; ruch, przestrzeń, kostiumy można interpretować na różne sposoby. Ten brak jednoznaczności powoduje jednak, że spektakl nie jest do końca czytelny, choć wszystkie możliwe interpretacje przemawiają na jego korzyść. Oto jedna z nich: - Artystki skupiły się na jednym wątku "Solarisa" - postaci kobiety, Harey, która przed dziesięcioma laty popełniła samobójstwo. Teraz pojawia się nagle na stacji badawczej, na którą został wezwany jej mąż, psychiatra Kris. Początkowa scena wprowadza nas w przestrzeń tajemnicy, widzimy, jak w mroku porusza się coś białego, niczym trzepocząca biała ćma. Podobnie wygląda też zakończenie. Tancerki mają jednakowe kostiumy, białe sukienki, przypominające trochę kielichy przebiśniegów, a trochę kosmiczne uniformy, ze strużką czerwonych guziczków na plecach - jak krople krwi. Czy obie są Harey - jak w "Solarisie" - jedna jej oryginałem, druga kopią? A może obie są kopiami tej samej kobiety? I czy w ogóle był jakiś oryginał? Ich ruch wyraża indywidualność, myślą o sobie jak o autonomicznych bytach. Ale w mistrzowsko wykonanych partiach synchronicznych odnajdujemy przecież ten sam ruch, tę samą manierę, tę samą myśl. Jeśli myśleć "Solarisem" Lema, można powiedzieć, że w tych momentach ich jaźnie łączą się na chwilę, przenikają, że kobiety mają dostęp do swoich myśli, przeżyć, wspomnień. Że obie poszukują swojej tożsamości, we wspomnieniach tej drugiej kobiety, w relacji z Innym. Znakomicie grają skrajne stany emocjonalne, od histerycznego, pustego śmiechu do łagodnej zadumy czy słodkiej kokieterii. "alien anonymous" to spektakl o niedoskonałości ludzkiego poznania, o niemożności przekroczenia granic rozumu. Choć bohaterki "komunikują się ze sobą", nie widzą siebie nawzajem, nie dotykają się - nawet gdy tańczą tak blisko, że powstaje w nas wręcz oczekiwanie na ten dotyk, na choćby muśnięcie. Ruchowo wykorzystują różne techniki - klasyczny balet, impuls wychodzący z jednej części ciała - prawa ręka, stopa. Czasem ruch jest ukierunkowany i precyzyjny, czasem zaś bez kierunku wyzwala energię gdzieś poza ciało. Ich ciało jest lekkie, zwiewne, ale czasem pojawia się zgrzyt - nagle potyka się i upada, a ten upadek cuci je i boli. Przestrzeń budowana jest tu wyłącznie światłem i ruchem. To przestrzeń zamknięta - obie postacie przyglądają się czasem czemuś "poza", na zewnątrz. Czy próbują się kontaktować z tajemniczą Inteligencją wyobrażoną przez wielki ocean? Spektakl wiele pytań pozostawił bez odpowiedzi. Gdyby skrócić go przynajmniej o jedną trzecią i zdecydować się na odrobinę więcej dosłowności, byłby z pewnością ciekawszy, nie tak nużący w odbiorze. Mimo tych niedoskonałości, z wielką przyjemnością oglądałam tę realizację utalentowanej Julii Mach. Towarzysząca jej na scenie gdańszczanka Anna Nowak okazała się natomiast prawdziwym objawieniem trójmiejskiej sceny tanecznej (obecnie mieszka i pracuje w Wiedniu). Potwierdziła to tańczonym po "alien anonymous" solo zatytułowanym "Mindblankless". Jest ono efektem poszukiwań, związanych z zagadnieniem przemieszczenia (ang. misplacement). Podjęła ona próbę zatarcia granic między sensem a nonsensem na scenie - jednak by te granice zatrzeć, trzeba je, paradoksalnie, najpierw dobrze znać i wyznaczyć. Ta umiejętność oraz znakomite przygotowanie techniczne - niewiarygodnie giętkie, plastyczne ciało - sprawiły, że jej oryginalny i dowcipny "work in progress" zrobił na widzach duże wrażenie. Zainspirowana książkami angielskiego neurologa Olivera Sacksa autorka "Mindblankless" zadała pytania o to, co jest "normalne", i jak bardzo możemy ufać naszej percepcji? Co tak naprawdę definiuje naszą rzeczywistość, odbieranie świata i innych? Te pytania połączyły oba spektakle, co tłumaczy zaprezentowanie ich podczas jednego wieczoru w klubie Żak. Zobaczymy je na tegorocznym Gdańskim Festiwalu Tańca, który rozpoczyna się 14 czerwca.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień




