Nasze ścieżki rowerowe. Droga donikąd?
25.10.2007
aktualizacja: 2007-10-25 11:05
Ścieżki rowerowe w Gdyni w najbliższych latach mają zostać znacząco rozbudowane. I całe szczęście, bo teraz wyglądają jak dziurawa sieć, zbudowana przez pijanego pająka
ZOBACZ TAKŻE
- Już za miesiąc w Gdańsku będzie jak w Amsterdamie (01-06-10, 08:00)
- Dwie nowe ścieżki rowerowe powstaną w Gdańsku (10-05-10, 10:04)
- Gdańskie ścieżki rowerowe wciąż zaśnieżone (17-03-10, 19:32)
- Ścieżki rowerowe zaśnieżone? Szef ZDiZ: Będzie piekło! (11-03-10, 06:00)
Czas w końcu to powiedzieć. Ścieżki rowerowe w Gdyni to po prostu amatorszczyzna, zupełnie nieprzemyślana idea, zarówno na poziomie koncepcyjnym, jak i wykonawczym. W folderach i mapkach rowerowych wydawanych przez Urząd Miasta wygląda to pięknie, statystyki przyrostu kilometrów ścieżek rowerowych rosną z roku na rok, rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Ścieżki rowerowe w Gdyni to w głównej mierze narysowana farbą na chodniku gruba biała kreska, zresztą już w wielu miejscach niewidoczna, vide ul. Morska. Takie ścieżki nie zapewniają żadnego komfortu jazdy, a poza tym stanowią ogromne niebezpieczeństwo, wszak ruch pieszy i rowerowy jest wrzucony do jednego worka - 99 proc. pieszych nie zwraca uwagi na linie, co prowokuje sytuacje niebezpieczne.
Również i drogi rowerowe budowane przy ciągach komunikacyjnych, np. na części ul. Morskiej, Różowej, Władysława IV, polegające na odmiennym kolorze kostki brukowej dla pieszych i rowerów, zupełnie nie zdają egzaminu. Piesi i tak nie respektują tego podziału, który często jest zupełnie nielogiczny, jak np. na przystanku przy ul. Morskiej na wysokości IV Liceum. Ścieżka rowerowa przebiega tam zaraz przy przedniej części wiaty, więc nie ma możliwości, żeby ludzie oczekujący na autobus tam nie stali. Czy tak trudno było skorzystać z dobrych przykładów sąsiedniego Gdańska? Tam ciąg pieszy jest klarownie oddzielony od pasa rowerowego pasem zieleni, bądź też krawężnikiem (vide al. Grunwaldzka, ul. Hallera). Nie mówiąc już o nawierzchni tych traktów ze specjalnej kruszonej cegły...
Kolejny problem to brak spójnego planu rozwoju ścieżek. Patrząc na mapę tras rowerowych w Gdyni, trudno powstrzymać uśmiech politowania. Trasa na Chwarznie - kilkaset metrów, bez planu poprowadzenia dalej - droga donikąd, podobnie przy ul. Władysława IV - dalej nie da rady przejechać, ul. Zielona - itd. A niedopatrzeniem graniczącym ze skandalem jest brak drogi rowerowej wzdłuż Estakady Kwiatkowskiego - mieszkańcy Obłuża nie mają szans dojechać rowerem do Centrum - tym bardziej że jakoś na nowej Janka Wiśniewskiego drogi rowerowej również nie widać! Jakiż ogromny to kontrast z Gdańskiem - który do ścieżek podszedł z głową i postępuje wedle planu kompleksowego. I szumne decyzje o budowie ścieżek dla całego Trójmiasta, pod którymi podpisali się również włodarze Gdyni, nic nie zmienią, jeśli ścieżki budowane będą w taki sam jak dotąd sposób. Nie potrafię zrozumieć władz Gdyni, która sama siebie nazywa miastem ekologicznym. Czas upomnieć się o spełnienie obietnic wyborczych, jakimi ścieżki rowerowe (porządne - nie atrapy!!) między innymi były!
Szkoda tych zaniedbań. Ścieżki powinny powstawać obligatoryjnie przy każdej nowo budowanej lub remontowanej drodze. Powinny być w miarę bezkolizyjne, oddzielone od ruchu pieszych i ruchu samochodowego, zrobione nie z kostki, tylko z asfaltu. A tak popularne w Polsce domalowywanie linii jest kompletnie pozbawione sensu. Szkoda farby i wysiłku, bo takie ścieżki rowerowe najczęściej w ogóle nie spełniają swojego zadania. Ścieżki widma, prowadzące znikąd donikąd, to kolejna polska specjalność, ale co tam - w statystykach długość ścieżek rośnie, a o to przecież chodzi urzędnikom.
oskju
I ja dorzucę swoje trzy grosze.... Obecnie budowana ścieżka rowerowa wzdłuż al. Zwycięstwa w Orłowie to gniot kompletny, gdyż w wielu miejscach jest poprzerywana bez możliwości zjazdu na jezdnię, np. w okolicach poczty w Orłowie. Ścieżki projektują ludzie, którzy nigdy nie wsiedli na rower i nie jechali ulicą.
To nie żenada, to tragedia. Gdynia strasznie odstaje od Gdańska w temacie ścieżek rowerowych. Czy rzeczywiście pociągnięcie ścieżki rowerowej od skweru Kościuszki do sopockiej plaży jest tak skomplikowane? Pomijając oczywiście redłowski klif. Marzy mi się, abym ruszając spod mola na Zaspie, mogła dojechać rekreacyjnie do skweru Kościuszki w Gdyni. I proszę mi nie imputować, że na odcinku gdyńskim mogę sobie dojechać ścieżką wzdłuż al. Niepodległości.
dorota
Z Orłowa można przejechać ścieżką leśną do Szpitala w Redłowie (zaczyna się za Szkołą Plastyczną), dalej powinna być zbudowana nowa ścieżka wzdłuż ul. Legionów i Kopernika do skweru Plymouth. Tam już istnieje ścieżka prowadząca na Bulwar. A tak naprawdę to żenada, w zeszłym roku wstydziłem się za stan ścieżek rowerowych w Gdyni - próbowałem wytłumaczyć turystom z południa Polski, jak dojechać z Bulwaru do Orłowa i Sopotu, w końcu wybrałem chodniki wzdłuż al. Zwycięstwa (tragedia). Stan ścieżek znam - latem jeżdżę do pracy na Westerplatte, a mieszkam na Wzgórzu.
Układ komunikacyjny miasta nie przewidywał żadnych ścieżek rowerowych (opinie i poglądy planistów z epoki socrealizmu nie przewidywały ścieżek, a głównie komunikację zbiorową) stąd też absolutne nieprzygotowanie ciągów komunikacyjnych na wykonanie dodatkowych ścieżek dla ruchu rowerów. Konieczna jest budowa trasy rowerowej od Helu do Gdańska wzdłuż linii brzegowej, w jakiejś sensownej odległości, by nie kolidowało to z już istniejącą infrastrukturą. Jednak takie drogi rowerowe w dziewiczym terenie to poważne inwestycje drogowe, często wiążące się z budową pasów ruchu dla każdego z kierunków oddzielonych pasem zieleni, z pełnym oznakowaniem poziomym i pionowym. Trójmiasta na to najzwyczajniej jeszcze nie stać. Można jednak zgodnie z bardzo sensownym pomysłem pana Krzysztofa Kononowicza przystąpić zimową porą do robienia planów takiej trasy Hel-Gdańsk wzdłuż Wybrzeża, a jak UE sypnie groszem, to wiosną wychodzić na trawę i budować drogi rowerowe, aby porządne i na kilkanaście pokoleń.
vinogradoff
Również i drogi rowerowe budowane przy ciągach komunikacyjnych, np. na części ul. Morskiej, Różowej, Władysława IV, polegające na odmiennym kolorze kostki brukowej dla pieszych i rowerów, zupełnie nie zdają egzaminu. Piesi i tak nie respektują tego podziału, który często jest zupełnie nielogiczny, jak np. na przystanku przy ul. Morskiej na wysokości IV Liceum. Ścieżka rowerowa przebiega tam zaraz przy przedniej części wiaty, więc nie ma możliwości, żeby ludzie oczekujący na autobus tam nie stali. Czy tak trudno było skorzystać z dobrych przykładów sąsiedniego Gdańska? Tam ciąg pieszy jest klarownie oddzielony od pasa rowerowego pasem zieleni, bądź też krawężnikiem (vide al. Grunwaldzka, ul. Hallera). Nie mówiąc już o nawierzchni tych traktów ze specjalnej kruszonej cegły...
Kolejny problem to brak spójnego planu rozwoju ścieżek. Patrząc na mapę tras rowerowych w Gdyni, trudno powstrzymać uśmiech politowania. Trasa na Chwarznie - kilkaset metrów, bez planu poprowadzenia dalej - droga donikąd, podobnie przy ul. Władysława IV - dalej nie da rady przejechać, ul. Zielona - itd. A niedopatrzeniem graniczącym ze skandalem jest brak drogi rowerowej wzdłuż Estakady Kwiatkowskiego - mieszkańcy Obłuża nie mają szans dojechać rowerem do Centrum - tym bardziej że jakoś na nowej Janka Wiśniewskiego drogi rowerowej również nie widać! Jakiż ogromny to kontrast z Gdańskiem - który do ścieżek podszedł z głową i postępuje wedle planu kompleksowego. I szumne decyzje o budowie ścieżek dla całego Trójmiasta, pod którymi podpisali się również włodarze Gdyni, nic nie zmienią, jeśli ścieżki budowane będą w taki sam jak dotąd sposób. Nie potrafię zrozumieć władz Gdyni, która sama siebie nazywa miastem ekologicznym. Czas upomnieć się o spełnienie obietnic wyborczych, jakimi ścieżki rowerowe (porządne - nie atrapy!!) między innymi były!
Szkoda tych zaniedbań. Ścieżki powinny powstawać obligatoryjnie przy każdej nowo budowanej lub remontowanej drodze. Powinny być w miarę bezkolizyjne, oddzielone od ruchu pieszych i ruchu samochodowego, zrobione nie z kostki, tylko z asfaltu. A tak popularne w Polsce domalowywanie linii jest kompletnie pozbawione sensu. Szkoda farby i wysiłku, bo takie ścieżki rowerowe najczęściej w ogóle nie spełniają swojego zadania. Ścieżki widma, prowadzące znikąd donikąd, to kolejna polska specjalność, ale co tam - w statystykach długość ścieżek rośnie, a o to przecież chodzi urzędnikom.
oskju
I ja dorzucę swoje trzy grosze.... Obecnie budowana ścieżka rowerowa wzdłuż al. Zwycięstwa w Orłowie to gniot kompletny, gdyż w wielu miejscach jest poprzerywana bez możliwości zjazdu na jezdnię, np. w okolicach poczty w Orłowie. Ścieżki projektują ludzie, którzy nigdy nie wsiedli na rower i nie jechali ulicą.
To nie żenada, to tragedia. Gdynia strasznie odstaje od Gdańska w temacie ścieżek rowerowych. Czy rzeczywiście pociągnięcie ścieżki rowerowej od skweru Kościuszki do sopockiej plaży jest tak skomplikowane? Pomijając oczywiście redłowski klif. Marzy mi się, abym ruszając spod mola na Zaspie, mogła dojechać rekreacyjnie do skweru Kościuszki w Gdyni. I proszę mi nie imputować, że na odcinku gdyńskim mogę sobie dojechać ścieżką wzdłuż al. Niepodległości.
dorota
Z Orłowa można przejechać ścieżką leśną do Szpitala w Redłowie (zaczyna się za Szkołą Plastyczną), dalej powinna być zbudowana nowa ścieżka wzdłuż ul. Legionów i Kopernika do skweru Plymouth. Tam już istnieje ścieżka prowadząca na Bulwar. A tak naprawdę to żenada, w zeszłym roku wstydziłem się za stan ścieżek rowerowych w Gdyni - próbowałem wytłumaczyć turystom z południa Polski, jak dojechać z Bulwaru do Orłowa i Sopotu, w końcu wybrałem chodniki wzdłuż al. Zwycięstwa (tragedia). Stan ścieżek znam - latem jeżdżę do pracy na Westerplatte, a mieszkam na Wzgórzu.
Układ komunikacyjny miasta nie przewidywał żadnych ścieżek rowerowych (opinie i poglądy planistów z epoki socrealizmu nie przewidywały ścieżek, a głównie komunikację zbiorową) stąd też absolutne nieprzygotowanie ciągów komunikacyjnych na wykonanie dodatkowych ścieżek dla ruchu rowerów. Konieczna jest budowa trasy rowerowej od Helu do Gdańska wzdłuż linii brzegowej, w jakiejś sensownej odległości, by nie kolidowało to z już istniejącą infrastrukturą. Jednak takie drogi rowerowe w dziewiczym terenie to poważne inwestycje drogowe, często wiążące się z budową pasów ruchu dla każdego z kierunków oddzielonych pasem zieleni, z pełnym oznakowaniem poziomym i pionowym. Trójmiasta na to najzwyczajniej jeszcze nie stać. Można jednak zgodnie z bardzo sensownym pomysłem pana Krzysztofa Kononowicza przystąpić zimową porą do robienia planów takiej trasy Hel-Gdańsk wzdłuż Wybrzeża, a jak UE sypnie groszem, to wiosną wychodzić na trawę i budować drogi rowerowe, aby porządne i na kilkanaście pokoleń.
vinogradoff
1
2
następne »
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



