Opowieść o kobiecie z żelaza
28.01.2012
aktualizacja: 2012-01-27 16:23
- To historia osoby osadzonej w więzieniu za nic - mówi Małgorzata Sokołowska, autorka publikacji "Wiesława Kwiatkowska. Gdynianka"
Rozmowa z Małgorzatą Sokołowską*
Anna Umięcka: - Wiesława Kwiatkowska** była pani mamą. Trudno pisać o tak bliskiej osobie?
Małgorzata Sokołowska: - Mama zmarła pięć lat temu. Książka składa się z fragmentów jej dzienników, artykułów i listów, które pisała z więzienia. Nie było mi łatwo zajrzeć do nich, ale wiedziałam, że to jest potrzebne. Chciałam pokazać, co ją nurtowało: a były to sprawy patriotyczne i Gdynia.
Jak długo pracowała pani nad książką?
- Bardzo krótko. W październiku przyszło mi do głowy, że 30. rocznica wprowadzenia stanu wojennego to dobra okazja do jej wydania. Bo mama została aresztowana zaraz po jego wprowadzeniu - 22 grudnia 1981 r. Skazana w trybie doraźnym na pięć lat za zbieranie materiałów o Grudniu '70, wyszła na wolność w połowie marca 1983 r.
O tym, że została aresztowana, dowiedziałam się po świętach. Zawsze spędzaliśmy święta rodzinnie, a wtedy mama nagle znikła! Nie miałam pojęcia, co się dzieje? Gdzie jej szukać? Telefonów nie było. Mogłam tylko jeździć do jej domu, ale tam - pusto. Dopiero po świętach prokuratura wysłała do nas pismo z informacją, że została uwięziona.
Jak znosiła więzienie?
- Bardzo dzielnie. Wiem to z listów i od pozostałych więźniarek. Na pewno było to ciężki czas, ale postanowiła sobie: nie dam się złamać i nie pozwolę też pomiatać innymi. Kiedy dostałam z IPN pełną dokumentację jej procesu, tę niezłomność widzę nawet w opiniach klawiszy i naczelnika. Ona była tam autorytetem dla innych, pomagała pisać skargi, petycje, żądania.
Jednak ogromne wrażenie zrobił na mnie zapis w jej dzienniku z 22 grudnia '83. Pisała: "Pełen rok spędziłam w więzieniu". O czym myślała wtedy? Przecież stan wojenny dopuszczał nawet w trybie doraźnym skazanie na karę śmierci.
One wszystkie - więźniarki stanu wojennego - były dzielne. Zabraniały na przykład rodzinom pisać prośby o ułaskawienie. Mama w listach pisała: "Jak nisko musiałabym upaść, żeby prosić o łaskę za coś, czego nie zrobiłam?". Jak tylko je wypuszczono - Ewa Kubasiewicz, moja mama, Ewa Lipniewicz i kilka innych napisały list otwarty, domagając się zniesienia stanu wojennego i powrotu Solidarności. Przestały się już bać.
Kobiety są niesamowicie silne. Silniejsze niż się im wydaje.
Skąd brała się w niej ta siła? Nie odpuszczała do końca życia. Temat Grudnia '70 był zawsze dla niej ważny.
- Nie odpuszczała ani Grudnia, ani Polski. Dziadkowie byli bardzo przyzwoitymi ludźmi, ceniącymi sobie honor i codzienną ludzką uczciwość. Dziadek ciężko pracował. Babcia wychowała czworo dzieci. Mnie wychowano w miłości do Piłsudskiego, ale nie wiem, w którym momencie prawdziwa historia tak mamą zawładnęła. Myślę, że wielu ludzi czuło wtedy to samo - pogardę i nienawiść do komuny. Ale momentem zwrotnym był na pewno 17 grudnia 1970, kiedy zobaczyła wszystko na własne oczy.
Była już wtedy dziennikarką?
- Nie. Po ukończeniu polonistyki pracowała w szkole, była kierowniczką domu kultury, pisała kryminały, zbierała relacje więźniów dla Muzeum Stutthof - była niespokojnym duchem.
W 1980 r. zaczęła zbierać informacje o Grudniu '70 dla Komitetu Założycielskiego NSZZ "Solidarność". Mama została pracownikiem sekcji historycznej i zajmowała się zbieraniem relacji dotyczących Gdyni. Ludzie, z którymi się wtedy spotykała, mówili o Grudniu otwarcie po raz pierwszy w życiu. To były ekstremalne przeżycia dla obu stron. Widać było, że te 10 lat niczego zabliźniły, to była wciąż jątrząca się rana.
Dziennikarstwem zajęła się po wyjściu z więzienia. Pisała do drugiego obiegu, a po 1989 r. zatrudniono ją w "Tygodniku Gdańskim".
Po wyjściu z więzienia UB nadal ją nękało?
- Mama nie siedziała z założonymi rękami. Jej książka z relacjami grudniowymi ukazała się w drugim biegu. Co jakiś czas miała więc przeszukania w domu, zabierano jej materiały. W IPN znalazłam spis książek i czasopism, które jej odebrano. W 1987 r. zatrzymano ją prewencyjnie przed przyjazdem papieża. Pięć kobiet wepchnięto do dwuosobowej celi. Wtedy aresztowano aż 132 osoby, żeby nie mogły przywitać papieża. UB twierdziło, że to dla jego ochrony.
Ale były też zabawne sytuacje. W którymś z listów mama pisała, że nie wolno im czytać książek erotycznych i kryminałów. Ale w bibliotece więziennej można było wypożyczyć „Dzień Szakala”! (śmiech) Kiedy czytałam - jak to się wtedy nazywało - podsumowanie użytych sił i środków podczas akcji „Zorza 2”, czyli zabezpieczenia wizyty papieża, z dumą jakiś esbek pisał, że „wszystkich zomowców przygotowano starannie do akcji. Pokazano im 15 filmów religioznawczych i „Dzień Szakala”.
O co chodzi z tym „Dniem Szakala”? (śmiech) Może czytelnicy wpadną na pomysł rozwiązania tej zagadki?
*Małgorzata Sokołowska - dziennikarka i pisarka, właścicielka oficyny wydawniczej Verbi Causa, która opublikowała wiele książek o Gdyni. Redaktor naczelna "Encyklopedii Gdyni", autorka napisanych z humorem książek: o czarownicach ("Rozdeptane na chwałę Bożą") i dziejach higieny ("Myć się czy wietrzyć") oraz wielu książek o Gdyni m.in. "Gdynia w gazetach. Przez 75 lat", "Dni bezciastkowe. Gdynia w latach 1945-56". Współautorka książek "Gdyńskie cmentarze. O twórcach miasta, porty i floty" (z Wiesławą Kwiatkowską) i "Ulice Gdyni" (ze Sławomirem Kitowskim). Jej najnowszą książką jest poświęcona matce 300-stronicowa publikacja "Wiesława Kwiatkowska. Gdynianka".
**Wiesława Kwiatkowska (1936-2006) - opozycjonistka, dziennikarka i pisarka, autorka książek "Grudzień 1970 w Gdyni", "Apokalipsa Grudniowa", współautorka książek "Są wśród nas" (napisanej z Izabellą Filipp) i "Gdyńskie cmentarze. O twórcach miasta, portu i floty" (z Małgorzatą Sokołowską), redaktorka "Encyklopedii Gdyni". Laureatka medalu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego "Za wybitne zasługi dla Gdyni". Za publikacje o Grudniu wyróżniona przez "S" Stoczni Gdynia nagrodą Złotego Pióra. Pośmiertnie odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2008 r. przy pomniku Ofiar Grudnia '70 w Gdyni odsłonięto tablicę poświęconą jej pamięci. W 2009 r. rada miasta nazwała jej imieniem ulicę na gdyńskim Chwarznie.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień





