Gdynia zaprojektowana w zieleń. Ale co podczas zimy?
06.01.2012
aktualizacja: 2012-01-06 10:57
- Biuro ogrodnika łączy i nadzoruje wszelkie działania związane z projektowaniem zieleni w mieście. Planujemy, organizujemy przetargi, nadzorujemy wykonanie. To powoduje, że panuje ład, trzymamy się jednej myśli - mówi Maura Zaworska
ZOBACZ TAKŻE
- Ludzie chodzą po Motławie. SM: Możemy tylko zniechęcać (21-02-12, 12:46)
- Gdynianie, wywieście flagi! W piątek 86. urodziny miasta (07-02-12, 17:57)
- Tania zima. ZDiZ w Gdańsku oszczędził już 1,5 mln zł (08-01-12, 10:10)
Rozmowa z Maurą Zaworską, ogrodnikiem miejskim w Gdyni
Anna Umięcka: Co robi ogrodnik zimą? Ma wolne, gdy rośliny śpią?
Maura Zaworska: O nie! Ogrodnik planuje, rysuje, przygotowuje plany zieleni na wiosnę. Projekty kwietników już są.
Żeby miasto było piękne latem, trzeba pomóc roślinom przeżyć zimę. Jak to zrobić?
- Rzeczywiście, rośliny przygotowujemy do zimy. Jesienią kopczykujemy je, czyli przykrywamy liśćmi lub torfem, by ocieplić system korzeniowy. Owijamy pnie drzewek, szczególnie młodo posadzonych, by nie dopuścić do ich pękania wczesną wiosną, gdy różnice temperatur nocą i w dzień są bardzo duże. W ciągu dnia światło operuje już mocno, ale nocą panują przymrozki. Nagrzany pień gwałtownie się ochładza i pęka. To bardzo niekorzystne dla drzewa, ponieważ ono odżywia się tuż pod korą. A w powstałych w ten sposób szczelinach zagnieżdżają się szkodniki, atakują różne choroby.
Poza tym możemy owijać korony bardziej wrażliwych drzew i krzewów białą, przewiewną geowłókniną. Powietrze będzie dochodzić, ale wiatr ich nie wysuszy. A niskie, okrywowe rośliny zimozielone, takie jak lawenda, warto okryć gałązkami świerkowymi - to też w mieście robimy.
A co z trawami, które pojawiły się w tym roku w wielu miejscach w mieście, na przykład pomiędzy pasami ruchu na ul. Władysława IV? Przeżyją?
- Tak, ich system korzeniowy przetrwa zimę i odbiją na wiosnę. Jesienią lub wiosną wystarczy je tylko przyciąć.
Jest niestety inny problem. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale w tym roku jesienią panowała susza. Jedna z większych od kilkudziesięciu lat w Trójmieście. Bardzo niebezpieczna dla roślin liściastych zimozielonych, takich jak laurowiśnie, trzmieliny (w Gdyni rosną na ul. 10 Lutego i na Zgody), irgli, ogniki, które rosną na Wzgórzu św. Maksymiliana. One zimą potrzebują wody. Jeśli nie ma jej pod dostatkiem jesienią, nadchodzi zima też bez opadów, to zjawisko potęguje się. Brakuje wody, a do tego silne wiatry - u nas bardzo częste - dodatkowo je wysuszają, tak jak pranie na wietrze. To najczęstsza przyczyna zamierania roślin zimą. Powinniśmy je podlewać jesienią. Niestety, często o tym zapominamy.
Zrobić jeszcze to jeszcze teraz, dopóki jest ciepło?
- Trudno powiedzieć, może to być ryzykowne, bo nie wiadomo, jaka pogoda będzie za kilka dni, czy nie chwyci mróz.
Pogoda za oknem jest taka, że chciałoby się tę zimę już pominąć i porozmawiać o wiośnie. Czy roślin taka aura nie zmyli, nie pomyślą, że czas zakwitać?
- Jeśli będzie długo ciepło, to rzeczywiście, szczególnie cebulowe - krokusy, przebiśniegi - zaczną przygotowywać się do przedwiośnia. Słyszałam nawet w lokalnym radiu, że ktoś zauważył już kwitnące stokrotki. I jeśli potem przyjdzie ostry mróz bez śniegu - to wszystko zmrozi. A przymrożone pąki kwiatowe już nie zakwitną wiosną.
Ale ja osobiście cieszę się, że jest tak ciepło, nie ma śniegu i nie posypujemy dróg solą, bo to kolejny powód zamierania roślin. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak bardzo jest to szkodliwe.
W mieście staramy się chronić rośliny przed błotem wydobywającym się spod kół, budując z pleksi osłony przeciwsolne. Taki pas międzyjezdniowy powstał na ul. Władysława IV. Ale trudno walczyć z równie szkodliwą mgłą solną, którą zostawiają za sobą szybko jadące samochody. Osadza się na pędach, potrafi unieść się na trzy, cztery metry w górę i pokryć drzewa. Dęby, które posadziliśmy po remoncie ulicy Wielkopolskiej, spóźniły się w tym roku z kwitnieniem o cały miesiąc. Wielu zaniepokojonych mieszkańców dzwoniło do biura ogrodnika z pytaniem: "co się dzieje? Posadziliście 200 dębów, a one nie żyją!". Na szczęście przeżyły, musiały się tylko wypłukać z soli po długiej zimie. Ale miesiąc to bardzo długo.
Przy ul. Wielkopolskiej zachwycały wiosną pola kwitnących krokusów, na Skwerze Kościuszki łany kwiatów na klombach. Będą też w tym roku?
- Posadziliśmy dużo krokusów i żonkili, tulipanów i hiacyntów, ale gdzie - nie zdradzimy. Niech mieszkańcy wypatrują ich wiosną - będą niespodzianki! Na Skwerze Kościuszki przez trzy lata eksperymentowaliśmy z różnymi kwiatami. W ubiegłym roku były to bratki i niezapominajki - razem 21,7 tys. sztuk. Mieszkańcom chyba się spodobało, bo nawet padały sugestie, żeby opublikować listę roślin użytych w kompozycjach (śmiech). Możemy powiedzieć, że zebraliśmy nasze doświadczenia i w tym roku użyjemy tych roślin, które sprawdziły się najlepiej.
Ważne, że biuro ogrodnika łączy i nadzoruje wszelkie działania związane z projektowaniem zieleni w mieście. Planujemy, organizujemy przetargi, nadzorujemy wykonanie. To powoduje, że miasto jest dobrze zaprojektowane, panuje ład, trzymamy się jednej myśli.
Jakie jeszcze czekają nas niespodzianki?
- Zaczęliśmy program pilotażowy dotyczący trawników. Na razie tylko przy ul. Chwaszczyńskiej i alei Zwycięstwa. W naszej świadomości pokutuje trawnik angielski - zielony, równy i skoszony. Kiedy pojawiają się na nim inne rośliny, popularnie zwane chwastami, wiele osób uważa, że trawnik jest zaniedbany. Chcemy zmienić to myślenie.
Takie rośliny nazywamy synantropowymi, związane są z bytowaniem człowieka i mają co najmniej kilka zalet. Po pierwsze - wiele z nich posiada dyskretną urodę w postaci drobnych różnokolorowych kwiatów. Po drugie są bardzo wytrzymałe na trudne warunki, mogłyby rosnąć w pasach międzyjezdniowych. Po trzecie wytwarzają dużą biomasę, czyli lepiej filtrują zanieczyszczone miejskie powietrze od klasycznych trawników. Z punktu widzenia ekologii mają same zalety. Poza tym są tanie.
Widziałam już takie nasadzenia w kilku miastach Europy. Na trawniku rośnie dziki chrzan, dzika marchew, koniczyna, stokrotki, szczaw. Można go zasilać wybranymi roślinami. Kosi się tylko dwa razy do roku. Jest namiastką łąki kwietnej. Niektórzy specjaliści twierdzą nawet, że to przyszłość zieleni w mieście. Pomysł bardzo ekologiczny, ale nie wiemy, czy zaakceptują go gdynianie. Zobaczymy, badamy, zbieramy opinie. Musi nam się to zacząć podobać, bo to jednak zmiana pewnej estetyki.
Wiosną zacznie się też szaleństwo związane z Euro 2012. Czy miasto ubierze się z tej okazji w zieleń w jakiś szczególny sposób?
- Na pewno zadbamy, by na ten czas miasto było wyjątkowo piękne i przyjazne dla gości - ukwiecone, pełne zieleni. Ale na kwietniki z piłkami nie liczyłabym.
Anna Umięcka: Co robi ogrodnik zimą? Ma wolne, gdy rośliny śpią?
Maura Zaworska: O nie! Ogrodnik planuje, rysuje, przygotowuje plany zieleni na wiosnę. Projekty kwietników już są.
Żeby miasto było piękne latem, trzeba pomóc roślinom przeżyć zimę. Jak to zrobić?
- Rzeczywiście, rośliny przygotowujemy do zimy. Jesienią kopczykujemy je, czyli przykrywamy liśćmi lub torfem, by ocieplić system korzeniowy. Owijamy pnie drzewek, szczególnie młodo posadzonych, by nie dopuścić do ich pękania wczesną wiosną, gdy różnice temperatur nocą i w dzień są bardzo duże. W ciągu dnia światło operuje już mocno, ale nocą panują przymrozki. Nagrzany pień gwałtownie się ochładza i pęka. To bardzo niekorzystne dla drzewa, ponieważ ono odżywia się tuż pod korą. A w powstałych w ten sposób szczelinach zagnieżdżają się szkodniki, atakują różne choroby.
Poza tym możemy owijać korony bardziej wrażliwych drzew i krzewów białą, przewiewną geowłókniną. Powietrze będzie dochodzić, ale wiatr ich nie wysuszy. A niskie, okrywowe rośliny zimozielone, takie jak lawenda, warto okryć gałązkami świerkowymi - to też w mieście robimy.
A co z trawami, które pojawiły się w tym roku w wielu miejscach w mieście, na przykład pomiędzy pasami ruchu na ul. Władysława IV? Przeżyją?
- Tak, ich system korzeniowy przetrwa zimę i odbiją na wiosnę. Jesienią lub wiosną wystarczy je tylko przyciąć.
Jest niestety inny problem. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale w tym roku jesienią panowała susza. Jedna z większych od kilkudziesięciu lat w Trójmieście. Bardzo niebezpieczna dla roślin liściastych zimozielonych, takich jak laurowiśnie, trzmieliny (w Gdyni rosną na ul. 10 Lutego i na Zgody), irgli, ogniki, które rosną na Wzgórzu św. Maksymiliana. One zimą potrzebują wody. Jeśli nie ma jej pod dostatkiem jesienią, nadchodzi zima też bez opadów, to zjawisko potęguje się. Brakuje wody, a do tego silne wiatry - u nas bardzo częste - dodatkowo je wysuszają, tak jak pranie na wietrze. To najczęstsza przyczyna zamierania roślin zimą. Powinniśmy je podlewać jesienią. Niestety, często o tym zapominamy.
Zrobić jeszcze to jeszcze teraz, dopóki jest ciepło?
- Trudno powiedzieć, może to być ryzykowne, bo nie wiadomo, jaka pogoda będzie za kilka dni, czy nie chwyci mróz.
Pogoda za oknem jest taka, że chciałoby się tę zimę już pominąć i porozmawiać o wiośnie. Czy roślin taka aura nie zmyli, nie pomyślą, że czas zakwitać?
- Jeśli będzie długo ciepło, to rzeczywiście, szczególnie cebulowe - krokusy, przebiśniegi - zaczną przygotowywać się do przedwiośnia. Słyszałam nawet w lokalnym radiu, że ktoś zauważył już kwitnące stokrotki. I jeśli potem przyjdzie ostry mróz bez śniegu - to wszystko zmrozi. A przymrożone pąki kwiatowe już nie zakwitną wiosną.
Ale ja osobiście cieszę się, że jest tak ciepło, nie ma śniegu i nie posypujemy dróg solą, bo to kolejny powód zamierania roślin. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak bardzo jest to szkodliwe.
W mieście staramy się chronić rośliny przed błotem wydobywającym się spod kół, budując z pleksi osłony przeciwsolne. Taki pas międzyjezdniowy powstał na ul. Władysława IV. Ale trudno walczyć z równie szkodliwą mgłą solną, którą zostawiają za sobą szybko jadące samochody. Osadza się na pędach, potrafi unieść się na trzy, cztery metry w górę i pokryć drzewa. Dęby, które posadziliśmy po remoncie ulicy Wielkopolskiej, spóźniły się w tym roku z kwitnieniem o cały miesiąc. Wielu zaniepokojonych mieszkańców dzwoniło do biura ogrodnika z pytaniem: "co się dzieje? Posadziliście 200 dębów, a one nie żyją!". Na szczęście przeżyły, musiały się tylko wypłukać z soli po długiej zimie. Ale miesiąc to bardzo długo.
Przy ul. Wielkopolskiej zachwycały wiosną pola kwitnących krokusów, na Skwerze Kościuszki łany kwiatów na klombach. Będą też w tym roku?
- Posadziliśmy dużo krokusów i żonkili, tulipanów i hiacyntów, ale gdzie - nie zdradzimy. Niech mieszkańcy wypatrują ich wiosną - będą niespodzianki! Na Skwerze Kościuszki przez trzy lata eksperymentowaliśmy z różnymi kwiatami. W ubiegłym roku były to bratki i niezapominajki - razem 21,7 tys. sztuk. Mieszkańcom chyba się spodobało, bo nawet padały sugestie, żeby opublikować listę roślin użytych w kompozycjach (śmiech). Możemy powiedzieć, że zebraliśmy nasze doświadczenia i w tym roku użyjemy tych roślin, które sprawdziły się najlepiej.
Ważne, że biuro ogrodnika łączy i nadzoruje wszelkie działania związane z projektowaniem zieleni w mieście. Planujemy, organizujemy przetargi, nadzorujemy wykonanie. To powoduje, że miasto jest dobrze zaprojektowane, panuje ład, trzymamy się jednej myśli.
Jakie jeszcze czekają nas niespodzianki?
- Zaczęliśmy program pilotażowy dotyczący trawników. Na razie tylko przy ul. Chwaszczyńskiej i alei Zwycięstwa. W naszej świadomości pokutuje trawnik angielski - zielony, równy i skoszony. Kiedy pojawiają się na nim inne rośliny, popularnie zwane chwastami, wiele osób uważa, że trawnik jest zaniedbany. Chcemy zmienić to myślenie.
Takie rośliny nazywamy synantropowymi, związane są z bytowaniem człowieka i mają co najmniej kilka zalet. Po pierwsze - wiele z nich posiada dyskretną urodę w postaci drobnych różnokolorowych kwiatów. Po drugie są bardzo wytrzymałe na trudne warunki, mogłyby rosnąć w pasach międzyjezdniowych. Po trzecie wytwarzają dużą biomasę, czyli lepiej filtrują zanieczyszczone miejskie powietrze od klasycznych trawników. Z punktu widzenia ekologii mają same zalety. Poza tym są tanie.
Widziałam już takie nasadzenia w kilku miastach Europy. Na trawniku rośnie dziki chrzan, dzika marchew, koniczyna, stokrotki, szczaw. Można go zasilać wybranymi roślinami. Kosi się tylko dwa razy do roku. Jest namiastką łąki kwietnej. Niektórzy specjaliści twierdzą nawet, że to przyszłość zieleni w mieście. Pomysł bardzo ekologiczny, ale nie wiemy, czy zaakceptują go gdynianie. Zobaczymy, badamy, zbieramy opinie. Musi nam się to zacząć podobać, bo to jednak zmiana pewnej estetyki.
Wiosną zacznie się też szaleństwo związane z Euro 2012. Czy miasto ubierze się z tej okazji w zieleń w jakiś szczególny sposób?
- Na pewno zadbamy, by na ten czas miasto było wyjątkowo piękne i przyjazne dla gości - ukwiecone, pełne zieleni. Ale na kwietniki z piłkami nie liczyłabym.
- 16 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień







