Życie jak sensacyjny film
31.12.2011
aktualizacja: 2011-12-30 14:50
Materiały Muzeum Emigracji
- Pamiętaj, że jesteś Polakiem i masz Polakiem zostać - to ojcowskie przesłanie przyświecało całemu życiu Jurka Bartnika, najmłodszego kawalera Orderu Virtuti Militari
Kim był Jerzy Bartnik? To jeden z takich ludzi, o których mówi się, że ich życiorys to gotowy scenariusz sensacyjnego filmu. Inżynier metalurg, studia kończył po wojnie w Wielkiej Brytanii, miał obywatelstwo amerykańskie i polskie, mieszkał w Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii, pracował na całym świecie, realizował projekty w Afryce, obu Amerykach, Azji, Australii. W tym scenariuszu Gdynia była miejscem szczęśliwego dzieciństwa i pierwszego wielkiego rodzinnego dramatu. Bo właśnie tutaj rozpoczęła się burzliwa wojenna droga Jerzego Bartnika, której zwieńczeniem był Srebrny Krzyż Virtuti Militari za walkę w powstaniu warszawskim.
Gdyńska młodość
Bartnikowie pochodzili ze Śląska. Ojciec Edmund, żołnierz I Brygady Legionów Józefa Piłsudskiego, uczestnik III powstania śląskiego, ranny w walkach o Górę Świętej Anny, był lekarzem weterynarii. Do Gdyni przyjechali w 1935 r. Tutaj najpierw kierował budową nowoczesnego kombinatu rzeźniczego w Chyloni, a następnie został jego dyrektorem. Eugeniusz Kwiatkowski odznaczył go Złotym Krzyżem Zasługi za pracę na rzecz miasta.
Powodziło im się bardzo dobrze, mieszkali w willi na Kamiennej Górze przy ul. Sienkiewicza 35, a Jurek, wychowywany w patriotycznym duchu, zaangażowany w harcerstwo, chodził do prywatnej szkoły "Radosna". Pod koniec sierpnia 1939 r., po powrocie z obozu harcerskiego, ojciec zdecydował, że wyjechali z matką i młodszą siostrą do rodziny pod Warszawę. Edmund Bartnik uznał, że Gdynia nie będzie bezpiecznym miejscem w przypadku konfliktu zbrojnego. Sam, stary żołnierz, aktywnie uczestniczył w organizowaniu obrony miasta i w walkach. Po wkroczeniu Niemców do Gdyni został aresztowany.
Jurek, dzięki staraniom rodziny, dostał przepustkę i widział się z nim jeszcze dwukrotnie - w podziemiach sądu i ostatni raz w więziennej celi. "Pamiętaj, że jesteś Polakiem i masz Polakiem zostać" - to ojcowskie przesłanie przyświecało całemu życiu Jurka Bartnika. Mimo starań nie udało się wydostać Edmunda z więzienia. Podzielił los przedstawicieli gdyńskiej i pomorskiej inteligencji, straconych w piaśnickich lasach.
Trudne losy wojenne
W 1942 r., zaangażowana w warszawską konspirację Irena Bartnik, matka Jurka, zostaje aresztowana wraz z dziećmi. Jurka i siostrę, staraniem Armii Krajowej, udaje się za łapówkę wyciągnąć z Alei Szucha. Matka trafia do Auschwitz, nie zobaczą się już nigdy. 12-letni Jerzy Bartnik przerzucony zostaje przez organizację w Świętokrzyskie, do leśnego oddziału osławionego Jana Piwnika "Ponurego". Znając biegle niemiecki zostaje jeszcze, w mundurze Organizacji Todta, kurierem AK w misji do Włoch. Po powrocie do kraju, Jerzy (podobnie jak jego młodsza siostra "Lalka") staje w szeregach żołnierzy powstania. Przybiera pseudonim "Magik" i walczy m.in. w batalionie "Parasol", później w Oddziale Specjalnym "Juliusz", gdzie kieruje sekcją "butelkarzy". Ich bronią były butelki z benzyną. Przechodzi kanałami ze Starego Miasta do Śródmieścia, w walkach traci oko. Generał Tadeusz Bór-Komorowski osobiście udekoruje go Krzyżem Virtuti Militari. Jerzy był najmłodszym kawalerem tego zaszczytnego odznaczenia.
Po kapitulacji powstania, 14-letni kapral Jerzy Bartnik trafia do obozu jenieckiego. Wyzwolony przez Brytyjczyków, staraniem wuja, admirała Karola Korytowskiego, wyjeżdża do Anglii. Na emigracji pozostaje do 1995 r., kiedy to zdecyduje się na powrót do Polski.
Z żoną i najmłodszą z czterech córek zamieszkał w Warszawie. Często odwiedzał Gdynię, do miejskiego muzeum przekazał kilka pamiątek po ojcu.
Ten niepokorny - Ślązak z urodzenia, bohaterski żołnierz wielkiej wojny, najmłodszy kawaler Virtuti Militari, związany szczęśliwymi i tragicznymi wspomnieniami dzieciństwa z Gdynią, zmarł 13 grudnia. Pochowano go 20 grudnia na Powązkach. Grobów nie mają jego najbliżsi - ciała ojca Edmunda nie zidentyfikowano w piaśnickich dołach śmierci, mama Irena podzieliła los tysięcy ofiar Auschwitz, siostra Maria Teresa "Lalka" zaginęła pod gruzami powstańczej Warszawy.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



