Po sezonie też jest sezon. Hel zaprasza jesienią
01.08.2010
aktualizacja: 2010-08-01 22:33
- Wakacje tutaj to dwumiesięczny uliczny odpust: plastikowe krzesełka, disco-polo i beznadziejne pamiątki - mówią miłośnicy Helu. I namawiają do spędzania na półwyspie wakacji. Ale po sezonie
ZOBACZ TAKŻE
- Coraz więcej dzieci z nadwagą. Przez brak ruchu (18-08-10, 20:29)
- Sprawdziliśmy, ile waży sprzęt plażowicza (17-08-10, 18:42)
- Cudzoziemcy o plusach i minusach wakacji nad Bałtykiem (17-08-10, 07:00)
- Plastikowe dziadostwo atakuje trójmiejskie plaże (12-08-10, 08:00)
- Jeziora Wdzydzkie: motorowodniakom wstęp wzbroniony (11-08-10, 07:00)
- Pamiątki z wakacji: wydajemy krocie na tandetę (04-08-10, 08:00)
RAPORTY
SERWISY
Godziny spędzone w nagrzanym samochodzie, czyhanie na wolny stolik choćby w kącie zatłoczonego baru i przepychanie się wśród spoconych plażowiczów, pluszowych foko-podobnych pamiątek i zupełnie nie-bałtyckich muszli (zwykle przy ogłuszających dźwiękach "Majteczek w kropeczki") - zna to każdy, kto choć raz w szczycie sezonu postanowił zapuścić się na Półwysep Helski. Czy naprawdę tak lubimy wakacyjny kicz i tłok ?
- Już teraz dużo osób rezygnuje z wyjazdu na Hel, odstraszają ich korki, hałasy i niebezpieczeństwo, że w takim tłoku nie uda się znaleźć nawet plastikowego krzesełka, żeby zjeść obiad. Nie oszukujmy się, nasz półwysep to nie jest już "mercedes turystyczny" - - mówi mieszkaniec Helu, Krzysztof Skóra, szef Stacji Morskiej UG. - I jeśli człowiek spojrzy trzeźwo na tutejsze "walory" wypoczynku w sezonie, to okazuje się, że więcej zalet jest poza nim - choćby brak wielogodzinnych drogowych zatorów, więcej świeżej ryby w restauracjach, niższe ceny, możliwość obejrzenia sztormów, więcej jodu do wdychania, brak natrętnych znajomych z sąsiedztwa a czasem nawet i bursztyn trafi się na plaży.
W zeszłym roku stowarzyszenie Przyjaciele Helu zorganizowało akcję "Zatoka Pucka i Półwysep Helski - zapraszamy zimą, wiosną i... jesienią", promującą posezonowy wypoczynek nad Bałtykiem. Do rąk mieszkańców i turystów trafiły ulotki wyliczające zalety jesiennych wakacji, tablice poglądowe i broszury pojawiły się na pokładzie tramwajów wodnych a billboardy wzdłuż dróg dojazdowych na Półwysep.
- Nie prowadzimy statystyk, więc ciężko nam powiedzieć do ilu osób trafiło nasze przesłanie. Zapewne nie wszyscy je też zrozumieli, czy też podzielali nasz pogląd. Zarabianie w warunkach letniego tłoku to przecież biznesowa łatwizna, nie wymaga krztyny finezji. Polski turysta kupuje tu wówczas każdą usługę i towar, niemal za każdą cenę, włącznie ze zniszczonym krajobrazem i zdegradowanym środowiskiem. Cele istnienia Nadmorskiego Parku Krajobrazowego są ignorowane - dodaje prof. Skóra. - Agresywność wobec przyrody sposobów i skali turystycznego spędzania czasu na Półwyspie Helskim rośnie. Dziś kempingi - kiedyś ciche pola namiotowe - przekształcają się w centra dyskotekowych, hałaśliwych rozrywek. Nocą, trend ten wzmacniają ich plażowe bary. Tysiące ludzi z setkami aut nie ma się gdzie pomieścić na wąskim skrawku władysławowskiej części półwyspu. Nadmorski las "zakwita" odpadami, a plażę kryje codzienny zasiew papierosowych kipów. Ptaki i zwierzęta przenoszą się pod Kuźnicę lub jeszcze dalej. Niszczenie przyrody jest tu wliczane do oferowanych usług - gratis.
- Już teraz dużo osób rezygnuje z wyjazdu na Hel, odstraszają ich korki, hałasy i niebezpieczeństwo, że w takim tłoku nie uda się znaleźć nawet plastikowego krzesełka, żeby zjeść obiad. Nie oszukujmy się, nasz półwysep to nie jest już "mercedes turystyczny" - - mówi mieszkaniec Helu, Krzysztof Skóra, szef Stacji Morskiej UG. - I jeśli człowiek spojrzy trzeźwo na tutejsze "walory" wypoczynku w sezonie, to okazuje się, że więcej zalet jest poza nim - choćby brak wielogodzinnych drogowych zatorów, więcej świeżej ryby w restauracjach, niższe ceny, możliwość obejrzenia sztormów, więcej jodu do wdychania, brak natrętnych znajomych z sąsiedztwa a czasem nawet i bursztyn trafi się na plaży.
W zeszłym roku stowarzyszenie Przyjaciele Helu zorganizowało akcję "Zatoka Pucka i Półwysep Helski - zapraszamy zimą, wiosną i... jesienią", promującą posezonowy wypoczynek nad Bałtykiem. Do rąk mieszkańców i turystów trafiły ulotki wyliczające zalety jesiennych wakacji, tablice poglądowe i broszury pojawiły się na pokładzie tramwajów wodnych a billboardy wzdłuż dróg dojazdowych na Półwysep.
- Nie prowadzimy statystyk, więc ciężko nam powiedzieć do ilu osób trafiło nasze przesłanie. Zapewne nie wszyscy je też zrozumieli, czy też podzielali nasz pogląd. Zarabianie w warunkach letniego tłoku to przecież biznesowa łatwizna, nie wymaga krztyny finezji. Polski turysta kupuje tu wówczas każdą usługę i towar, niemal za każdą cenę, włącznie ze zniszczonym krajobrazem i zdegradowanym środowiskiem. Cele istnienia Nadmorskiego Parku Krajobrazowego są ignorowane - dodaje prof. Skóra. - Agresywność wobec przyrody sposobów i skali turystycznego spędzania czasu na Półwyspie Helskim rośnie. Dziś kempingi - kiedyś ciche pola namiotowe - przekształcają się w centra dyskotekowych, hałaśliwych rozrywek. Nocą, trend ten wzmacniają ich plażowe bary. Tysiące ludzi z setkami aut nie ma się gdzie pomieścić na wąskim skrawku władysławowskiej części półwyspu. Nadmorski las "zakwita" odpadami, a plażę kryje codzienny zasiew papierosowych kipów. Ptaki i zwierzęta przenoszą się pod Kuźnicę lub jeszcze dalej. Niszczenie przyrody jest tu wliczane do oferowanych usług - gratis.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień







