Gdańskie domy pod papugami

Jowita Kiwnik
04.07.2008 aktualizacja: 2008-07-04 20:27
A A A Drukuj
O ulicy Ojcowskiej krążyło wiele plotek. Na przykład, że domy zbudowano dla członków SS. Pewne jest jedno. Na tej niewielkiej uliczce, zwanej żartobliwie pociągiem pospiesznym, stoi najdłuższy przedwojenny budynek w Gdańsku
Gdyby spojrzeć na ulicę ul. Ojcowską na Suchaninie z lotu ptaka, stojące tu domy ułożyłyby się w dwie litery S. Miało je to rzekomo chronić przed zbombardowaniem.

Faktycznie, Ojcowska w czasie wojny nie została zniszczona. Ale opowieści o związkach z esesmanami to humbug.

- Świadczy o tym data budowy. Osiedle powstało na przełomie 1929 i 1930 roku - mówi prof. Andrzej Januszajtis, znawca historii Gdańska. - W tym czasie gdańszczanom nawet się nie śniło o Hitlerze czy nazistach. Ale kształt budynków mógł się stać pożywką dla plotki.

Ul. Ojcowską zaprojektował gdański architekt Franz Tominsky. Została zasiedlona w okresie intensywnego rozwoju budownictwa socjalnego. W całym mieście oddano wtedy do użytku 18 tys. mieszkań.

- Tutaj były one wyjątkowo duże, a domy, jak na owe czasy nowoczesne - mówi prof. Januszajtis. - Chociaż luksus był ograniczony do minimum - np. lokatorzy mieli wspólne łazienki.

Nową ulicę ochrzczono od nazwiska założyciela Niemieckiego Związku Reformatorów Rolnych Adolfa Damaschke: Damaschkeweg.

Mieszkańcy jednak chętniej używali potocznej nazwy D-Zug, czyli pociąg pośpieszny. Bo nietypowa zabudowa kojarzyła się także z wagonami pociągu.

Kto mieszkał przed wojną na ul. Ojcowskiej? - Osiedlali się tu raczej gorzej sytuowani gdańszczanie. I Niemcy, i Polacy - opowiada prof. Januszajtis. - Oczywiście Niemców powoli ubywało. Najpierw podczas wojny, część musiała się wyprowadzić zaraz po niej, reszta w ramach późniejszych wysiedleń.

Ulicę tworzy ciąg 110 domków jednorodzinnych - 55 po każdej stronie. Każdy szereg ma 250 m. To najdłuższy wybudowany przed wojną budynek.

Przed każdym wejściem znajduje się symbol - sowa, kaczka, wiewiórka czy papuga. - Takie oznaczenia były konieczne, bo domki były w zasadzie identyczne - mówi prof. Januszajtis. - Nierzadko na mieście wyśmiewano się z takich osiedli. Jak w anegdocie o mężczyźnie, który idzie ulicą i krzyczy: Małgorzaaato, Małgorzaaato, które to nasze mieszkanie? Bez wątpienia jednak to budownictwo ma swoją historyczną wartość.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów