Alternatywne rzeczywistości

Rozmawiał Przemysław Gulda
04.07.2011 aktualizacja: 2011-07-04 03:40
A A A Drukuj
The Strokes na Open'er Festival 2011 Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta
  • The Strokes na Open'er Festival 2011
  • The Strokes na Open'er Festival 2011
  • The Strokes na Open'er Festival 2011
  • The Strokes na Open'er Festival 2011
O nowej płycie i nowej rockowej rewolucji opowiada Albert Hammond Jr., gitarzysta grupy The Strokes, która w niedzielę wieczorem wystąpiła na największej scenie Open'era.
SERWISY
Przemysław Gulda: Mówi się o was, że zaczęliście "nową rockową rewolucję". Czy dziesięć lat temu czuliście się pionierami? Co dziś myślisz o tym zjawisku?

Albert Hammond Jr.: Wiesz co, tak naprawdę, to ja właściwie nie wiem czym jest to zjawisko. Nigdy się nim jakoś specjalnie nie zajmowałem i nie interesowało mnie za bardzo. Kiedy zakładaliśmy zespół nie mieliśmy żadnego konkretnego planu, a już na pewno nie mieliśmy zamiaru zaczynać żadnej rewolucji. Chcieliśmy po prostu grać piosenki. I to właśnie robiliśmy. Czuliśmy też, że między nami jest coś specjalnego, coś co sprawia, że świetnie się nam razem pracuje. Nagraliśmy płytę z taką muzyką, jaka w tamtym momencie najbardziej nas kręciła, a że potem się okazało, że to wywołało jakąś rewolucję, to już trochę nie nasza sprawa.

W ostatnim czasie zrobiliście sobie przerwę od wspólnej pracy - każdy z was nagrywał materiał solowy, współpracował z innymi muzykami. Czy to jakoś zmieniło wasze podejście do siebie? Czy praca nad najnowszą płytą różniła się przez to od poprzednich sesji?

- Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie jestem w stanie sobie wyobrazić jakiejś alternatywnej wersji rzeczywistości, w której nie nagrywamy płyt solowych. Myślę, że to nam bardzo dobrze zrobiło, oderwaliśmy się trochę od codzienności, oderwaliśmy się od rutyny, a to zawsze dobrze robi.

Większość recenzentów piszących o waszym najnowszym albumie podkreśla, jak bardzo jest inny od poprzednich płyt. Czy taki był zamiar czy tak po prostu wyszło?

- A czy zamiar zawsze nie jest właśnie taki? Inaczej stalibyśmy przecież w miejscu. Poczucie komfortu i powtarzanie tych samych pomysłów to przecież najwięksi wrogowie kreatywności w każdym procesie twórczym. Żeby iść do przodu zawsze trzeba sobie stawiać wyzwania. My sobie postawiliśmy i mam wrażenie, że to przyniosło efekt.

Mieszkacie w Nowym Jorku, mieście które w tej dekadzie, choć nie tylko w tej dekadzie przecież, było jednym z najgorętszych miejsc świata, jeśli chodzi o muzykę. Na ile to miejsce ma wpływ na to, co robicie, w końcu jesteście niemal wzorcowym "zespołem z Nowego Jorku"?

- Kiedy zastanawiam się nad wpływem, jaki miejsce, w którym żyjesz ma na to, co robisz, trudno mi myśleć o czymś bardziej konkretnym niż fakt, że jeśli mieszkasz gdzieś, gdzie jest zimno, nosisz cieplejszą kurtkę. Każdy inny wpływ jest w zasadzie niemożliwy do wymierzenia, a może nawet do zauważenia. Wydaje mi się, że rzeczywiście Nowy Jork musi mieć na nas jakiś wpływ, ale jedyny sposób, żeby go zmierzyć musiałby być taki, żeby w jakiejś alternatywnej rzeczywistości jakiś alternatywny zespół The Strokes powstał w jakimś innym miejscu. A to przecież niemożliwe.

Polecamy - The Strokes na Open'erze: Nieudana partia pac-mana



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów