Kierowca grzebiący w bieliźnie i seks pod sceną
2009-07-04
aktualizacja: 2009-07-04 12:37
The Kooks i Moby - gwiazdy piątkowej nocy - opowiadają nam o swoich festiwalowych doświadczeniach.
GALERIA ZDJĘĆ
- Open'er 2009 - galeria (04-07-09, 10:56)
RAPORTY
The Kooks
Łukasz Kamiński: Jakie było wasze pierwsze doświadczenie festiwalowe?
Paul Garred, perkusista: W 2001 roku pojechałem na V Festival, grali tam Muse, Coldplay, Nelly Furtado i mnóstwo innych szalonych ludzi.
Luke Pritchard, wokalista (na zdjęciu) : Szalonych? (śmiech). Ja jako pierwszy swój festiwal zaliczyłem
Glastonbury. Zrozumiałem, że festiwale to zbiór doświadczeń dobrych i złych. Dobrych, bo widzisz kapele, które lubisz, poznajesz nowych ludzi. Złych, bo budzisz się w namiocie tak przegrzanym, że nie masz czym oddychać.
Paul: To był niezły wyjazd. Spaliśmy w dwuosobowym namiocie w cztery osoby.
Luke: A to ja za niego płaciłem! I wylądowałem na składanym krześle, to było moje cholerne łóżko!
A jakie było wasze najdziwniejsze doświadczenie festiwalowe?
Luke: Mieliśmy najprzedziwniejszego kierowcę autobusu. Gdy spaliśmy, składał nam bieliznę.
To trochę straszne.
Paul: I czyścił nam buty.
Luke: Z poważnych wydarzeń to niesamowite było dla nas to, że mogliśmy na jednej scenie zagrać z absolutną legendą, Rayem Daviesem.
Artyści często narzekają na festiwalowe jedzenie. Jak jest z wami?
Paul: Tu nas karmią doskonale, nie wiem, jak na terenie, ale na backstage'u - palce lizać. Z reguły unikamy chińszczyzny. Smakuje doskonale, ale nie mam pojęcia, z czego oni robią to żarcie, że zachowuje świeżość tyle dni.
A lubicie grać na festiwalach?
Paul: To niesłychane przeżycie, jeśli wszystko idzie z planem, to festiwal dostarcza wrażeń daleko poza muzycznych. I zarówno z punktu widzenia muzyka, który stoi na scenie, jak i widza. Doskonale pamiętam koncerty Super Furry Animals.
Luke: Albo Rage Against The Machine, których widzieliśmy na Coachelli. Jeden udany koncert potrafi diametralnie zmienić twoją opinię o jakimś zespole.
Moby
Jakie było twoje pierwsze doświadczenie festiwalowe?
Moby: W Ameryce jeszcze do niedawna nie mieliśmy festiwali. No był Woodstock, ale ja miałem wtedy trzy lata, więc się nie załapałem. Tak naprawdę więc moje pierwsze doświadczenie festiwalowe związane jest z Europą. Na początku lat 90. zagrałem w Roskilde. Pamiętam doskonale tamten występ, bo line-up festiwalu był przedziwny. Na tej samej scenie co ja grali Biohazard, Saint Etienne, Iggy Pop, Björk.
Łukasz Kamiński: Jakie było wasze pierwsze doświadczenie festiwalowe?
Paul Garred, perkusista: W 2001 roku pojechałem na V Festival, grali tam Muse, Coldplay, Nelly Furtado i mnóstwo innych szalonych ludzi.
Luke Pritchard, wokalista (na zdjęciu) : Szalonych? (śmiech). Ja jako pierwszy swój festiwal zaliczyłem
Glastonbury. Zrozumiałem, że festiwale to zbiór doświadczeń dobrych i złych. Dobrych, bo widzisz kapele, które lubisz, poznajesz nowych ludzi. Złych, bo budzisz się w namiocie tak przegrzanym, że nie masz czym oddychać.
Paul: To był niezły wyjazd. Spaliśmy w dwuosobowym namiocie w cztery osoby.
Luke: A to ja za niego płaciłem! I wylądowałem na składanym krześle, to było moje cholerne łóżko!
A jakie było wasze najdziwniejsze doświadczenie festiwalowe?
Luke: Mieliśmy najprzedziwniejszego kierowcę autobusu. Gdy spaliśmy, składał nam bieliznę.
To trochę straszne.
Paul: I czyścił nam buty.
Luke: Z poważnych wydarzeń to niesamowite było dla nas to, że mogliśmy na jednej scenie zagrać z absolutną legendą, Rayem Daviesem.
Artyści często narzekają na festiwalowe jedzenie. Jak jest z wami?
Paul: Tu nas karmią doskonale, nie wiem, jak na terenie, ale na backstage'u - palce lizać. Z reguły unikamy chińszczyzny. Smakuje doskonale, ale nie mam pojęcia, z czego oni robią to żarcie, że zachowuje świeżość tyle dni.
A lubicie grać na festiwalach?
Paul: To niesłychane przeżycie, jeśli wszystko idzie z planem, to festiwal dostarcza wrażeń daleko poza muzycznych. I zarówno z punktu widzenia muzyka, który stoi na scenie, jak i widza. Doskonale pamiętam koncerty Super Furry Animals.
Luke: Albo Rage Against The Machine, których widzieliśmy na Coachelli. Jeden udany koncert potrafi diametralnie zmienić twoją opinię o jakimś zespole.
Moby
Jakie było twoje pierwsze doświadczenie festiwalowe?
Moby: W Ameryce jeszcze do niedawna nie mieliśmy festiwali. No był Woodstock, ale ja miałem wtedy trzy lata, więc się nie załapałem. Tak naprawdę więc moje pierwsze doświadczenie festiwalowe związane jest z Europą. Na początku lat 90. zagrałem w Roskilde. Pamiętam doskonale tamten występ, bo line-up festiwalu był przedziwny. Na tej samej scenie co ja grali Biohazard, Saint Etienne, Iggy Pop, Björk.
Zwiedziłeś wtedy teren festiwalu?
- O tak, to przyjemność, która już dziś mnie, niestety, omija. Teraz przyjeżdżamy, wychodzimy na scenę, wyjeżdżamy.
Czyli wirus festiwalowy do Ameryki przyszedł z Europy?
- Zdecydowanie tak. W tej chwili w USA odbywa się około stu festiwali, większość wzorowanych na Glastonbury czy Roskilde.
A jakie było twoje najdziwniejsze festiwalowe doświadczenie?
- Właściwie nie powinienem tego opowiadać, ale co tam...
Grałem na eksperymentalnym festiwalu gdzieś na północy Szwecji. Byłem wtedy z moją eks dziewczyną, Szwedką. Podczas występu Einstürzende Neubauten wylądowałem z nią pod sceną, gdzie uprawialiśmy seks, słysząc w oddali muzykę i ryk 20 tysięcy fanów.
Jesteś weganinem, jak dajesz sobie radę z jedzeniem podczas festiwali?
- Nie jeżdżę na festiwale, żeby jeść. Jestem zadowolony z tego, co dostanę. Nie oczekuję niczego, więc to, co dostaję, jest zwykle miłym zaskoczeniem.
Niczego?
- No może poza wodą i serwetkami (śmiech).
- O tak, to przyjemność, która już dziś mnie, niestety, omija. Teraz przyjeżdżamy, wychodzimy na scenę, wyjeżdżamy.
Czyli wirus festiwalowy do Ameryki przyszedł z Europy?
- Zdecydowanie tak. W tej chwili w USA odbywa się około stu festiwali, większość wzorowanych na Glastonbury czy Roskilde.
A jakie było twoje najdziwniejsze festiwalowe doświadczenie?
- Właściwie nie powinienem tego opowiadać, ale co tam...
Grałem na eksperymentalnym festiwalu gdzieś na północy Szwecji. Byłem wtedy z moją eks dziewczyną, Szwedką. Podczas występu Einstürzende Neubauten wylądowałem z nią pod sceną, gdzie uprawialiśmy seks, słysząc w oddali muzykę i ryk 20 tysięcy fanów.
Jesteś weganinem, jak dajesz sobie radę z jedzeniem podczas festiwali?
- Nie jeżdżę na festiwale, żeby jeść. Jestem zadowolony z tego, co dostanę. Nie oczekuję niczego, więc to, co dostaję, jest zwykle miłym zaskoczeniem.
Niczego?
- No może poza wodą i serwetkami (śmiech).
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów




odtwórz
