Open`er wystartował
2009-07-03
aktualizacja: 2009-07-03 02:32
Rafał Malko
To już - rany jak ten czas leci - ósma edycja festiwalu. Trudno zaprzeczyć, że impreza wraz z wiekiem się rozrasta. Dziś to już nie tylko cztery dni i noce muzy oraz sześć scen ale i 60 tysięcy gości!
Z tego blisko 17 tysięcy ulokowało się na dwóch polach namiotowych i jednym kempingu dla przyczep i kamperów. Ich całkowita powierzchnia to 12,5 ha. Festiwalowy kemping to prawdziwa mała republika z 40 ludźmi ochrony, całodobowym sklepem spożywczym, punktami gastronomii, grillownią, bankomatem i - last but not least - prysznicami (na 90 namiotowiczów przypada jeden prysznic, nowością są te z gorącą wodą). - Wstałam dziś specjalnie wcześnie żeby się spokojnie umyć. Bez problemu zajęłam jedną z kabin, woda faktycznie cieplutka - cieszy się Karolina z Rzeszowa. - Szkoda tylko, że namioty tak ciasno stoją, trudno o jakąkolwiek intymność. Parka w sąsiednim namiocie dość intensywnie się kochała, nie dało się pospać Wśród kempingowych gości słychać angielski, niemiecki, francuski, rosyjski. - Raczej nie ma problemów - komentuje Jowita z ochrony pola. - To spokojny festiwal. Ale to obcokrajowcy są grzeczniejsi. I się słuchają - jak im mówimy, że mają miejsca w tamtym sektorze to tam idą, a Polacy się wykłócają i są bardziej roszczeniowi na zasadzie: "płacę to wymagam".
- E, tam nie mamy żadnych roszczeń - mówi Przemek ze Szczecina. - No, chyba tylko żeby pogoda dalej się utrzymała. I żeby spotkać Moby`ego, chciałbym żeby podpisał mi się na koszulce - dodaje pokazując biały T-shirt z wizerunkiem muzyka. - Przyjechaliśmy w środę z Brześcia na Białorusi. Najpierw 5 godzin pociągiem do Warszawy, potem 6 godzin czekania i wreszcie pociąg do Gdyni. Jechaliśmy - o, tak - ściśnięci i na stojąco. Cały pociąg jechał na festiwal - opowiada Witalij. - Ale warto było pocierpieć. Jesteśmy tu pierwszy raz a już czuję się jak u siebie. Atmosfera jest super, dziewczyny miłe - dodaje ze śmiechem. Dziewczyny faktycznie w tym roku prezentują się bardzo miło. Słoneczna, ciepła pogoda sprzyja chodzeniu w lekkich sukienkach i krótkich spódniczkach (dla kontrastu na głowie siedzi duża wełniana czapa), do tego obowiązkowo wielkie okulary, kolorowy szalik. Niemniejsze wrażenie robi hit sezonu - spodnie typu szarawary. Wygodne, z mocno opuszczonym krokiem, zwężone na kostkach. Doskonale spisują się w tańcu, jak i przemierzaniu niezliczonych kilometrów miasteczka festiwalowego. Byle jeszcze buty były równie komfortowe. - W tym roku postawiłam na niezawodne "all starsy". Jestem im wierna od podstawówki. Wygodniejszych butów nie ma na całym świecie - zachwyca się Zuza z Sopotu.
Tymczasem mężczyźni wybierają słomkowe kapelusze, choć w tłumie przewinęło się również nakrycie głowy w formie pluszowej żyrafki czy różowego króliczka. Nie brakuje stosownych do pogody gadżetów: krótkich spodenek w hawajskie wzory czy kolorowych japonek.
Zaglądamy do openerowej strefy gastronomicznej. Jest w czym wybierać. - Dla mnie liczy się tylko kuchnia wegetariańska. Mięso to morderstwo - mówi ubrana w czerń Laura. - Ale ta warzywna zapiekanka trochę zamula. Niestety mój kumpel nie dał się odwieść od mięsożerstwa. Właśnie stoi w kolejce po karkówkę z grilla. - Za to sernik wegański na stoisku Avocado jest zniewalający - wtrąca gdańszczanin, Przemek. Na festiwalu tradycyjnie króluje piwo. Chociaż nie wszystkim ten trunek przypadł do gustu. Poradzili, więc sobie inaczej: - Setka żołądkówki zakopana w plecaku, wystarczy zmieszać choćby z kawą - poleca Tomek, ze zrozumiałych względów pragnący zachować anonimowość.
- E, tam nie mamy żadnych roszczeń - mówi Przemek ze Szczecina. - No, chyba tylko żeby pogoda dalej się utrzymała. I żeby spotkać Moby`ego, chciałbym żeby podpisał mi się na koszulce - dodaje pokazując biały T-shirt z wizerunkiem muzyka. - Przyjechaliśmy w środę z Brześcia na Białorusi. Najpierw 5 godzin pociągiem do Warszawy, potem 6 godzin czekania i wreszcie pociąg do Gdyni. Jechaliśmy - o, tak - ściśnięci i na stojąco. Cały pociąg jechał na festiwal - opowiada Witalij. - Ale warto było pocierpieć. Jesteśmy tu pierwszy raz a już czuję się jak u siebie. Atmosfera jest super, dziewczyny miłe - dodaje ze śmiechem. Dziewczyny faktycznie w tym roku prezentują się bardzo miło. Słoneczna, ciepła pogoda sprzyja chodzeniu w lekkich sukienkach i krótkich spódniczkach (dla kontrastu na głowie siedzi duża wełniana czapa), do tego obowiązkowo wielkie okulary, kolorowy szalik. Niemniejsze wrażenie robi hit sezonu - spodnie typu szarawary. Wygodne, z mocno opuszczonym krokiem, zwężone na kostkach. Doskonale spisują się w tańcu, jak i przemierzaniu niezliczonych kilometrów miasteczka festiwalowego. Byle jeszcze buty były równie komfortowe. - W tym roku postawiłam na niezawodne "all starsy". Jestem im wierna od podstawówki. Wygodniejszych butów nie ma na całym świecie - zachwyca się Zuza z Sopotu.
Tymczasem mężczyźni wybierają słomkowe kapelusze, choć w tłumie przewinęło się również nakrycie głowy w formie pluszowej żyrafki czy różowego króliczka. Nie brakuje stosownych do pogody gadżetów: krótkich spodenek w hawajskie wzory czy kolorowych japonek.
Zaglądamy do openerowej strefy gastronomicznej. Jest w czym wybierać. - Dla mnie liczy się tylko kuchnia wegetariańska. Mięso to morderstwo - mówi ubrana w czerń Laura. - Ale ta warzywna zapiekanka trochę zamula. Niestety mój kumpel nie dał się odwieść od mięsożerstwa. Właśnie stoi w kolejce po karkówkę z grilla. - Za to sernik wegański na stoisku Avocado jest zniewalający - wtrąca gdańszczanin, Przemek. Na festiwalu tradycyjnie króluje piwo. Chociaż nie wszystkim ten trunek przypadł do gustu. Poradzili, więc sobie inaczej: - Setka żołądkówki zakopana w plecaku, wystarczy zmieszać choćby z kawą - poleca Tomek, ze zrozumiałych względów pragnący zachować anonimowość.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos


odtwórz
