Trafieni przez piorun
02.07.2009
aktualizacja: 2009-07-03 11:29
Fot. YYYY
Rozmowa z Arctic Monkeys, gwiazdami pierwszego dnia festiwalu Open'er
ZOBACZ TAKŻE
- Poważne sprawy, forma często lekka (03-07-09, 02:28)
- Co sądzicie o festiwalu? (03-07-09, 02:25)
- Kiecki, zamiast bojówek i adidasów (03-07-09, 02:16)
- Rekordowe granie (02-07-09, 20:19)
RAPORTY
SERWISY
Przemysław Gulda: Zwiedzaliście już Trójmiasto?
Arctic Monkeys: Żartujesz? Nie było szans! Dotarliśmy dopiero o czwartej nad ranem. Ale dobrze, że o to pytasz, bo musimy się komuś poskarżyć na nasz los - ta podróż to był prawdziwy koszmar. Jechaliśmy z Londynu autobusem...
Nie mogliście przylecieć samolotem?
- Jakby to powiedzieć... Musimy się przyznać: nie lubimy latać. Trochę się boimy. Więc, jak tylko się da, wolimy jeździć autobusem. Poza tym w autobusie zwykle jest dobra zabawa. Zwykle. Tym razem było jednak inaczej.
Bo?
- Nie uwierzysz. Mieliśmy tyle złych przygód, że to brzmi jak historia z głupiego filmu. Najpierw, właściwie zaraz za Londynem, popsuła nam się klimatyzacja. Na szczęście udało się ją naprawić. Niestety potem, w Niemczech, autobus popsuł się zupełnie. Musieliśmy zamienić go na inny. A potem - to jest najlepsze w tej historii - trafił w nas piorun!
To cud, że żyjecie!
- To prawda. Mielibyście czego żałować - publiczność festiwalu Open'er to pierwsi ludzie w świecie, którym gramy piosenki z naszej najnowszej płyty.
Właśnie wyszliście ze studia nagraniowego. Nie czuliście presji w związku z tym materiałem? Zamilkliście na dłuższy czas, oczekiwania krytyków i publiczności są bardzo duże...
- Nie, zupełnie nie. Wręcz przeciwnie. Po raz pierwszy mieliśmy naprawdę bardzo spokojną sytuację podczas nagrywania. Było komfortowo. Mieliśmy dużo czasu, spory budżet, mogliśmy sobie pozwolić na różne poszukiwania i eksperymenty.
Na przykład nagrywanie w Stanach Zjednoczonych...
- No właśnie. Chcieliśmy tym razem osiągnąć trochę inne brzmienie niż na pierwszych dwóch płytach i uznaliśmy, że praca za Oceanem z amerykańskim producentem będzie znakomitym sposobem, żeby uzyskać taki rezultat.
Udało się?
- Tak, w pełni. Jesteśmy bardzo zadowoleni.
Co teraz? Płyta ukazuje się w sierpniu. Zagracie potem jakąś dużą trasę koncertową?
- Pewnie tak, choć na razie jeszcze nic nie wiadomo. Na razie gramy na kilku festiwalach, lecimy do Stanów na minitrasę, potem wystąpimy jeszcze u siebie na festiwalach w Reading i Leeds. A regularna trasa - pewnie jesienią.
Jeszcze ci mało?
Wywiady z gwiazdami, relacje i zdjęcia z koncertów. Czyli wszystko o największym muzycznym wydarzeniu roku na naszym specjalnym internetowym serwisie www.gazeta.pl/opener
Arctic Monkeys: Żartujesz? Nie było szans! Dotarliśmy dopiero o czwartej nad ranem. Ale dobrze, że o to pytasz, bo musimy się komuś poskarżyć na nasz los - ta podróż to był prawdziwy koszmar. Jechaliśmy z Londynu autobusem...
Nie mogliście przylecieć samolotem?
- Jakby to powiedzieć... Musimy się przyznać: nie lubimy latać. Trochę się boimy. Więc, jak tylko się da, wolimy jeździć autobusem. Poza tym w autobusie zwykle jest dobra zabawa. Zwykle. Tym razem było jednak inaczej.
Bo?
- Nie uwierzysz. Mieliśmy tyle złych przygód, że to brzmi jak historia z głupiego filmu. Najpierw, właściwie zaraz za Londynem, popsuła nam się klimatyzacja. Na szczęście udało się ją naprawić. Niestety potem, w Niemczech, autobus popsuł się zupełnie. Musieliśmy zamienić go na inny. A potem - to jest najlepsze w tej historii - trafił w nas piorun!
To cud, że żyjecie!
- To prawda. Mielibyście czego żałować - publiczność festiwalu Open'er to pierwsi ludzie w świecie, którym gramy piosenki z naszej najnowszej płyty.
Właśnie wyszliście ze studia nagraniowego. Nie czuliście presji w związku z tym materiałem? Zamilkliście na dłuższy czas, oczekiwania krytyków i publiczności są bardzo duże...
- Nie, zupełnie nie. Wręcz przeciwnie. Po raz pierwszy mieliśmy naprawdę bardzo spokojną sytuację podczas nagrywania. Było komfortowo. Mieliśmy dużo czasu, spory budżet, mogliśmy sobie pozwolić na różne poszukiwania i eksperymenty.
Na przykład nagrywanie w Stanach Zjednoczonych...
- No właśnie. Chcieliśmy tym razem osiągnąć trochę inne brzmienie niż na pierwszych dwóch płytach i uznaliśmy, że praca za Oceanem z amerykańskim producentem będzie znakomitym sposobem, żeby uzyskać taki rezultat.
Udało się?
- Tak, w pełni. Jesteśmy bardzo zadowoleni.
Co teraz? Płyta ukazuje się w sierpniu. Zagracie potem jakąś dużą trasę koncertową?
- Pewnie tak, choć na razie jeszcze nic nie wiadomo. Na razie gramy na kilku festiwalach, lecimy do Stanów na minitrasę, potem wystąpimy jeszcze u siebie na festiwalach w Reading i Leeds. A regularna trasa - pewnie jesienią.
Jeszcze ci mało?
Wywiady z gwiazdami, relacje i zdjęcia z koncertów. Czyli wszystko o największym muzycznym wydarzeniu roku na naszym specjalnym internetowym serwisie www.gazeta.pl/opener
- 2 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów




