Nie sprzedajmy się za stadion w Letnicy

Mikołaj Chrzan
01.06.2010 aktualizacja: 2010-06-01 09:45
A A A Drukuj
25 maja 2010. PGE Arena Gdańsk - umowę w sprawie nazwy stadionu w Letnicy podpisali (od lewej): Adam Kalata, wiceprezes zarządu spółki BIEG 2012, Ryszard Trykosko, prezes BIEG 2012, Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, Tomasz Zadroga, prezes PGE, Marek Szostek, wiceprezes PGE Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta
  • 25 kwietnia. Festyn przy stadionie w Letnicy
  • Gdańsk. Wizyta Martina Kallena, dyrektora Euro 2012
  • Gdańsk. Wizyta Martina Kallena, dyrektora Euro 2012
Hojne inwestycje firmy PGE nie mogą uśpić naszej czujności. Za wszystko zapłacimy sami: w rachunkach za prąd albo utratą dobrze wynagradzanych etatów. Nie dajmy się zwieść błyskotkom, pytajmy o konkrety - pisze Mikołaj Chrzan, "Gazeta Wyborcza"
W 2003 r. Zbigniew Wróbel, prezes Orlenu, starał się o przejęcie Rafinerii Gdańskiej. Spotykał się z trójmiejskimi VIP-ami, wykupywał wkładki w gazetach, przekonywał, że dzięki fuzji region czeka świetlana przyszłość.

Na szczęście nie było nam dane przekonać się, jaka to "świetlana przyszłość". Idę o zakład, że wtedy nie byłoby mowy o inwestycjach w rafinerię Lotosu, tym bardziej o wartym 5 mld zł programie 10+. Dla powstałego w wyniku fuzji koncernu priorytety byłyby inne: skoro moce w Płocku nie są wykorzystywane w 100 proc., po co rozbudowywać rafinerię w Gdańsku? Rafineria, a później Lotos, jeszcze parę razy obroniły się przed planami szytej w Płocku i Warszawie fuzji. Wymagało to jednak u pomorskich decydentów świadomości tego, co tak naprawdę kryje się za reklamowanymi biznesami oraz działania dla regionu ponad podziałami partyjnymi.

***

W 2010 r. z pomorskimi VIP-ami spotyka się Tomasz Zadroga, prezes spółki PGE. Jego firma stara się o przejęcie drugiej po Lotosie największej firmy w Trójmieście - Energi. Składa hojne dary: za 35 mln zł kupił na pięć lat prawo do nazwy stadionu w Letnicy, kolejne kilka milionów rocznie zainwestować ma w siatkarki sopockiego Trefla, firma rozważa także sponsoring hali na granicy Gdańska i Sopotu.

Kiedy Grecy zbudowali drewnianego konia, trojański kapłan Laokoon miał bezskutecznie przestrzegać ziomków: "Nie wierzcie temu koniowi. Cokolwiek to może być, obawiam się Greków nawet, gdy przynoszą dary".

Nie posądzam szefów PGE o podstęp, ale jestem przekonany, że za wszystko, co teraz dostaniemy, będziemy musieli później zapłacić. Dlatego choć decyzje o sprzedaży Energi zapadną poza naszym regionem (podejmie je minister skarbu Aleksander Grad), musimy domagać się uczciwego, jasnego rachunku zysków i strat wynikających z tej transakcji.

***

Wątpliwości co do prywatyzacji Energi jest sporo. Używanie w tym przypadku słowa "prywatyzacja" jest niewłaściwe. Bo to przecież jedna państwowa spółka ma kupić od skarbu państwa inną państwową spółkę!

O tym, że nie ma to wiele wspólnego z liberalną polityką gospodarczą, przekonuje postawa związkowców z Energi. Popierają oni fuzję z PGE, licząc na kolejne przywileje socjalne i jeszcze silniejszą pozycję związków w superkoncernie.

Zastrzeżenia co do planów przeprowadzenia takiej transakcji ma Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Wskazuje, że fuzja firm może zakłócić konkurencję na rynku. Upraszczając: superkoncern może sprzedawać prąd drożej niż w sytuacji, gdyby do fuzji nie doszło.

Pamiętajmy, że w przypadku koncernów podatki od dochodów wpływają do gmin proporcjonalnie do liczby zatrudnionych w danym miejscu osób. Energa - oprócz biur - nie ma w Gdańsku żadnego poważnego majątku, np. elektrowni, a to ułatwia szybką restrukturyzację, cięcia etatów. W grupie PGE trwa proces konsolidacji. Czy już wiadomo, co stanie się z pracownikami w Gdańsku, jak zmieni się zatrudnienie? Prezes PGE mówi o budowie elektrowni jądrowej przez Energę, ale gdzie są konkrety, ilu pracowników znajdzie pracę przy tym projekcie? Czy pewne jest, że elektrownia powstanie w woj. pomorskim? Czy wiemy już, jak sprzedaż koncernu wpłynie na dochody gdańskiego budżetu? Co z planowanymi przez Energę budowami elektrowni gazowych?

Na te pytania nie mamy jasnych odpowiedzi. Na razie dostajemy tylko błyskotki - w postaci drużyny siatkarek.

***

Kiedy Orlen robił podchody pod Lotos, pomorscy politycy ramię w ramię bronili niezależności firmy. Teraz praktycznie nikt nie walczy o Energę, wśród polityków i samorządowców nie ma nawet na ten temat poważniejszej dyskusji. Od czasu do czasu słychać tylko Tadeusza Aziewicza, polityka PO i szefa sejmowej komisji skarbu. Milczy nawet krytykująca rząd na każdym kroku opozycja. Większość kluczowych na Pomorzu stanowisk zajmują politycy PO. Być może hierarchia partyjna utrudnia kwestionowanie działań należącego do PO ministra skarbu. Żadnego z polityków dyscyplina partyjna nie zwalnia jednak od odpowiedzialności za sprawy regionu.

Minister Grad z sukcesem zwolnił załogę i zamknął Stocznię Gdynia. Później obiecywał, że statki będzie budował tam inwestor z Kataru. Teraz zabrał się za sprzedaż Energi. Nieoficjalnie wiadomo, że kolejnym jego celem może być sprzedaż Lotosu.

Jeśli pomorski lobbing nie zacznie działać, to kiedy za parę lat w innych regionach Polski powstawać będą kolejne elektrownie i biurowce, nam pozostanie tylko kibicowanie siatkarkom PGE Trefl Sopot.

Polecamy - PGE Arena Gdańsk: Szybko wejdziemy, dużo zobaczymy



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów