Terminal musi stanąć jeszcze przed Euro 2012

Sławomir Sowula
23.04.2010 aktualizacja: 2010-04-22 19:29
A A A Drukuj
Budowa hali widowiskowo-sportowej na granicy Gdańska i Sopotu Fot. Dominik Werner / Agencja Ga
  • Budowa hali widowiskowo-sportowej na granicy Gdańska i Sopotu
Czas zapomnieć o sentymentach w relacjach z wykonawcami, którzy poślizgi ważnych pomorskich inwestycji finansowanych publicznym groszem tłumaczą srogą zimą i losem
Los miał w dużym stopniu zadecydować opóźnieniach w budowie hali widowiskowo-sportowej na granicy Gdańska i Sopotu. Tak było, kiedy w 2008 roku ugięła się konstrukcja jej dachu i trzeba było na wiele miesięcy wstrzymać prace budowlane wykonywane przez firmę Budimex. Jednak dzisiaj do końca nie wiadomo, kto losowi pomógł, czyli zawinił całkiem realnej awarii. A na pewno nie widać, by ktoś poniósł jakieś wymierne konsekwencje. Stało się coś odwrotnego. Inwestor - gmina Sopot prowadząca budowę również w imieniu Gdańska - wybaczył wykonawcy i zrezygnował z kar za opóźnienia. I co dostał w zamian? Po roku kolejny nie dotrzymany i brak winnego. Tym razem jednak nie ma wybaczenia, a mają być kary.

Historia lubi się jednak powtarzać. I powtarza się w przypadku budowy stadionu gdyńskiej Arki, kiedy dowiadujemy się, że i tej inwestycji grożą wielomiesięczne opóźnienia. Tym razem okazuje się, że winna jest sroga zima. Tak tłumaczy poślizg ta sama firma, która buduje halę. Ma jednak po drugiej stronie bardziej stanowczego partnera. Przedstawiciele gminy Gdynia, zapowiadają, że litości nie będzie, ale będą wysokie kary, które gwarantuje umowa. Nie przyjmują tłumaczeń wykonawcy, sugerując, że skoro się nie wyrabia, to niech zatrudni dodatkowych pracowników, dodatkowych podwykonawców.

Widać, że lekcja, jaką jest ślimacząca się budowa gdańsko-sopockiej hali, nie poszła na marne przynajmniej w przypadku Gdyni. To lekcja, która pokazuje, że o losach inwestycji decyduje nie los i pogoda, ale w równym stopniu kompetencje inwestora jak i wykonawcy. Pokazuje też, że jej los zaczyna się rozstrzygać zanim jeszcze się rozpocznie. Na przykład na etapie przetargu, który pozwala dopuścić do niego wykonawcę znanego z niedotrzymywania terminów. Warto się zastanowić, czy prawo naprawdę nie daje możliwości wyeliminowania takich firm z przetargów. Warto się też zastanawiać, czy nie można tak rozstrzygać przetargów, by kryterium ceny nie było decydujące. Choć rozumiem, że trudno apelować o to w czasach, kiedy pomorskie gminy liczą każdą złotówkę. A jednak to dobry moment, bo znowu rynek dużych inwestycji ze względu właśnie na spadające jest rynkiem inwestora, a nie wykonawcy. Udowadnia to najświeższy przykład przetargu na dokończenie trasy W-Z w Gdańsku, gdzie jego zwycięzca zaproponował cenę dużo niższą od tej założonej przez gminę Gdańsk.

Jednak przetargi na najważniejsze nie tylko dla gmin, ale i całego regionu budowy już zostały rozstrzygnięte - w tym na najważniejszą - budowę terminalu pasażerskiego na gdańskim lotnisku. Ma go przed Euro 2012 zbudować właśnie Budimex. I może za późno jest na pytania o warunki umowy, przetargu. Nie jest jednak za późno na profesjonalizm w nadzorowaniu tej inwestycji i twardą politykę wobec wykonawcy w egzekwowaniu zapisów umowy w tym w wymierzaniu kar w szczególności. Wybudowanie terminalu w terminie jest bowiem ważne nie tylko ze względu na skandal, jakim byłoby przyjmowanie gości Euro 2012 pomiędzy budowlanymi rusztowaniami. Jest ważne, bo zbuduje lokalnym władzom opinię sprawnych inwestorów na wiele lat. Takich, którym warto przyznać unijną dotację, czy zrealizować z nimi jakiś komercyjny projekt nawet najbardziej ryzykowny. A to przekłada się już na konkretne pieniądze, podatki miejsca pracy.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów