Gdańsk: Na lotnisku spokój mimo gróźb Platiniego

Rozmawiał Michał Tusk
17.12.2009 aktualizacja: 2009-12-17 11:40
A A A Drukuj
Włodzimierz Machczyński (z lewej) z Pawłem Olechnowiczem, prezesem Lotosu Fot. Dominik Sadowski / AG
- Gdańsk ociąga się z przygotowaniami - powiedział Michael Platini, szef UEFA. Chodzi o rozbudowę Rębiechowa - okrojony terminal, problemy z działkami, a teraz - oprotestowany przetarg. Rozmawiamy na ten temat z prezesem lotniska Włodzimierzem Machczyńskim
SERWISY
Michał Tusk: Przez opóźnienia w budowie nowego terminalu Platini zagroził Gdańskowi odebraniem ćwierćfinału. Czuje się pan winny?

Włodzimierz Machczyński: Trudno odnieść mi się do słów Platiniego, tym bardziej że nie wskazał konkretnych problemów w Gdańsku. Z mojej wiedzy wynika zupełnie coś innego - zmiany w harmonogramie naszego programu inwestycyjnego od początku konsultujemy z przedstawicielami UEFA. Zrobiliśmy właśnie to, co było potrzebne, by terminal był gotowy na Euro. Weźmy zmniejszenie terminalu. Powody były dwa. Odpowiednio wcześnie zwróciliśmy uwagę na potencjalne problemy przy procedurze wywłaszczeniowej dotyczącej działki, na której leżeć miała jedna czwarta terminalu. Zmniejszyliśmy go, dzięki czemu zajmuje tylko i wyłącznie nasz teren. Resztę dobudujemy, po tym jak wywłaszczenie w końcu się uda. Podjęliśmy ryzyko, bo terminal trzeba było przeprojektować, a to kosztowało. A teraz proszę - procedura wywłaszczeniowa się posypała, bo właściciel wspomnianej działki przeniósł własność na kogoś innego. Gdybyśmy wcześniej ruszyli z budową, teraz zostałaby wstrzymana. Wtedy Platini rzeczywiście miałby co mówić. Poza tym, zmniejszając terminal, chcieliśmy pokazać bankom, że idziemy na kompromis, budujemy coś, na co nas stać.

Trzeba to było wcześniej przewidzieć.

- Musieliśmy zaprojektować terminal, a do tego działaliśmy w warunkach ciągle zmieniającego się prawa. Lotnisko to nie droga, nie możemy korzystać ze specustawy. A ustawa o Euro 2012 daje pewne możliwości, ale jak się okazało, w swojej wersji w wielu miejscach była pułapką.

Wrocław był w identycznej sytuacji jak wy. I terminal już buduje.

- Wrocław chciał być pierwszy i mu się udało. Łatwo jest jednak zacząć budowę, trudniej doprowadzić ją do końca na czas. Myśmy wyszli z założenia, że w momencie podpisania umowy z wykonawcą musimy "zapiąć" finansowanie i kwestie działki. We Wrocławiu zrobiono inaczej. Powiem tak: zobaczymy, co się będzie działo na budowie nowego terminalu we Wrocławiu w przyszłym roku.

Podobno ciągle nie macie kredytu na wkład własny potrzebny do uzyskania środków unijnych na rozbudowę.

- Jesteśmy na ostatnim etapie negocjacji z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym. Pozostała już tylko kwestia zabezpieczenia kredytu przez właścicieli lotniska, czyli samorządy. Z różnych powodów EBI chciałaby gwarancji, a te obciążają wskaźniki zadłużenia samorządów, które nie mogą sobie na to pozwolić. W praktyce to żaden problem, bo w kwestii kredytu mamy gotowy plan B, czyli inny chętny do współpracy bank komercyjny.

Z różnych powodów?

- Nieoficjalnie wiemy, że EBI obawia się w dłuższym terminie konkurencji lotniska w Kosakowie. Naszym zdaniem jednak problemu nie ma, bo oba lotniska mają się przecież wzajemnie uzupełniać. Takie są ustalenia pomorskich samorządowców.

Polecamy - Euro 2012. Gdańszczanie wierzą w sukces mistrzostw



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów