Euro 2012 - wyzwanie dla artystów
28.05.2009
aktualizacja: 2009-05-29 11:39
Trzymetrowe kobiety w ludowych strojach jadące na ruchomych konstrukcjach? Dlaczego nie. Otwarcie Euro 2012 w Gdańsku powinno zaskoczyć rozmachem i wyobraźnią
ZOBACZ TAKŻE
- Policja szkoli j. angielski przed Euro 2012 (09-10-09, 13:48)
SERWISY
Aleksandra Kozłowska: Cieszycie się, że piłkarskie mistrzostwa Europy zagoszczą w Gdańsku?
Robert Florczak*: - Tak. To istotna promocja miasta.
Bardzo patriotyczna odpowiedź.
Ala Gruca*: - Nie jesteśmy kibicami. Ale interesują nas ze względu na uroczystości otwarcia i zamknięcia. To wspaniała tradycja w tego typu imprezach.
RF: Przygotowanie ceremonii otwarcia to niesamowite pole do popisu dla artystów. Wystarczy wspomnieć choćby ostatnią olimpiadę w Pekinie - podczas otwarcia występowało 15 tysięcy ludzi, całość kosztowała podobno 100 milionów dolarów. Pamiętam też niesamowity spektakl podczas otwarcia olimpiady zimowej w Albertville w 1992 r. i otwarcie mistrzostw świata w piłce nożnej w Paryżu (1998) z takimi wielkimi mechanicznymi postaciami idącymi ulicami miasta. Albo otwarcie olimpiady w Los Angeles (1984), gdy na pięćdziesięciu białych fortepianach grali Gershwina....
AG: Choć główne otwarcie Euro odbędzie się w Warszawie, warto też pomyśleć o tym w Gdańsku. Mamy tylu wspaniałych artystów, których można by zaangażować: tancerzy, ludzi teatru, gimnastyczki, ale i młodzież szkolną. I muzyków oczywiście...
Chińską tradycją są wielkie ruchome obrazy, układy symultaniczne rodem z komunistycznych defilad. Francuzi lubią połączenie tańca i mechaniki. Na co Gdańsk powinien postawić?
RF: Mam słabość do gigantycznych krynolin i kobiet na jadących konstrukcjach (śmiech). Gdyby to ode mnie zależało, widziałbym na boisku 20-30 trzymetrowych kobiet na ruchomych platformach w strojach inspirowanych polską ludowością.
AG: Tak, połączenie tańca, plastyki i mechaniki z elementami nawiązującymi do - np. kaszubskiego - folkloru mogłoby robić wrażenie. Zwłaszcza, że działa tu także skala - te trzymetrowe, wystylizowane postacie. Gdyby jeszcze muzykę skomponował jakiś zdolny autor...
Trudno odmówić wam doświadczenia w dziedzinie plenerowych widowisk: w 2007 r. zorganizowaliście Paradę Krakowsko-Gdańską, która przeszła, czy raczej przejechała Długą i spektakl "Varsovia Galopka", pokazany podczas drugiej edycji festiwalu Polonia Carioca w Rio de Janeiro.
RF: Rzeczywiście, co nieco na tym polu już zdziałaliśmy. Wszystko zaczęło się w 1993 r. od parady dla Teatru Szekspirowskiego.
A sztuka i sport? Czy te dziedziny też już łączyliście?
RF: 25 maja podczas imprezy "Głos Sztuki" na plaży w Sopocie rugbyści zaprezentowali taniec, który nazwałem "Ha Ko Zła Dance". To nieco żartobliwe nawiązanie to faktu, że prezesem Polskiego Związku Rugby jest marszałek Jan Kozłowski, a Haka to charakterystyczny taniec nowozelandzkich rugbystów. Przygotowałem więc jego gdańską odmianę.
* Ala Gruca i Robert Florczak, artyści, poznali się na studiach na Wydziale Malarstwa gdańskiej ASP. Założyciele i właściciele sopockiego klubu Sfinks
Robert Florczak*: - Tak. To istotna promocja miasta.
Bardzo patriotyczna odpowiedź.
Ala Gruca*: - Nie jesteśmy kibicami. Ale interesują nas ze względu na uroczystości otwarcia i zamknięcia. To wspaniała tradycja w tego typu imprezach.
RF: Przygotowanie ceremonii otwarcia to niesamowite pole do popisu dla artystów. Wystarczy wspomnieć choćby ostatnią olimpiadę w Pekinie - podczas otwarcia występowało 15 tysięcy ludzi, całość kosztowała podobno 100 milionów dolarów. Pamiętam też niesamowity spektakl podczas otwarcia olimpiady zimowej w Albertville w 1992 r. i otwarcie mistrzostw świata w piłce nożnej w Paryżu (1998) z takimi wielkimi mechanicznymi postaciami idącymi ulicami miasta. Albo otwarcie olimpiady w Los Angeles (1984), gdy na pięćdziesięciu białych fortepianach grali Gershwina....
AG: Choć główne otwarcie Euro odbędzie się w Warszawie, warto też pomyśleć o tym w Gdańsku. Mamy tylu wspaniałych artystów, których można by zaangażować: tancerzy, ludzi teatru, gimnastyczki, ale i młodzież szkolną. I muzyków oczywiście...
Chińską tradycją są wielkie ruchome obrazy, układy symultaniczne rodem z komunistycznych defilad. Francuzi lubią połączenie tańca i mechaniki. Na co Gdańsk powinien postawić?
RF: Mam słabość do gigantycznych krynolin i kobiet na jadących konstrukcjach (śmiech). Gdyby to ode mnie zależało, widziałbym na boisku 20-30 trzymetrowych kobiet na ruchomych platformach w strojach inspirowanych polską ludowością.
AG: Tak, połączenie tańca, plastyki i mechaniki z elementami nawiązującymi do - np. kaszubskiego - folkloru mogłoby robić wrażenie. Zwłaszcza, że działa tu także skala - te trzymetrowe, wystylizowane postacie. Gdyby jeszcze muzykę skomponował jakiś zdolny autor...
Trudno odmówić wam doświadczenia w dziedzinie plenerowych widowisk: w 2007 r. zorganizowaliście Paradę Krakowsko-Gdańską, która przeszła, czy raczej przejechała Długą i spektakl "Varsovia Galopka", pokazany podczas drugiej edycji festiwalu Polonia Carioca w Rio de Janeiro.
RF: Rzeczywiście, co nieco na tym polu już zdziałaliśmy. Wszystko zaczęło się w 1993 r. od parady dla Teatru Szekspirowskiego.
A sztuka i sport? Czy te dziedziny też już łączyliście?
RF: 25 maja podczas imprezy "Głos Sztuki" na plaży w Sopocie rugbyści zaprezentowali taniec, który nazwałem "Ha Ko Zła Dance". To nieco żartobliwe nawiązanie to faktu, że prezesem Polskiego Związku Rugby jest marszałek Jan Kozłowski, a Haka to charakterystyczny taniec nowozelandzkich rugbystów. Przygotowałem więc jego gdańską odmianę.
* Ala Gruca i Robert Florczak, artyści, poznali się na studiach na Wydziale Malarstwa gdańskiej ASP. Założyciele i właściciele sopockiego klubu Sfinks
Polecamy - Na gdańskich plażach nie wolno palić
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






