Gdybyśmy mieli brać władze Klagenfurtu (tam odbędzie się mecz Polska - Niemcy) za wzór w Gdańsku, stadion powinniśmy zacząć budować dopiero w... 2010 r. - dokładnie wtedy, kiedy według UEFA nasza Baltic Arena musi być już gotowa! Kiedy w połowie maja dziennikarze "Gazety" wizytowali arenę w Klagenfurcie, prace wykończeniowe jeszcze trwały - np. szatnie były w stanie surowym. W Austrii obwiązywała zasada "mamy to, co mamy, musimy w to wpasować Euro". W Klagenfurcie komunikację zapewnić ma zaledwie kilkadziesiąt wynajętych specjalnie na Euro 2008 autobusów. Większych problemów władze się nie spodziewają, bo zarówno lotnisko (terminal przypomina dawny budynek lotniska w Rębiechowie, obecnie pełniący funkcję terminalu Cargo), dworzec kolejowy i stadion są oddalone od siebie o góra kilka kilometrów, więc większość kibiców (przynajmniej według założeń lokalnych władz) będzie poruszać się po mieście pieszo. To nie wszystko - w ostatnich latach w mieście nie powstał ani jeden nowy hotel - a kilka istniejących doczekało się jedynie remontu i powiększenia.
- Czy w Gdańsku nie było nigdy imprezy na 40 tys. osób? - pyta retorycznie burmistrz Klagenfurtu Harald Scheucher. - Z pewnością były, i to znacznie większe. Euro nie różni się od nich w znaczący sposób. Naprawdę, nie ma się czym przejmować. Jedyna konieczna rzecz to stadion.
Wiele wyjaśnić może samo podejście Austriaków do Euro - reakcja każdego spotkanego przechodnia na pytanie o mistrzostwa to "jakoś to będzie" lub "oby nic nie zniszczyli".
Czy w tej sytuacji możemy być spokojni? Niestety nie. Nie dysponujemy bowiem autostradami, dzięki którym kibice w Austrii bez problemu dojadą na mecz, nawet jeśli ich kwatery znajdują się dziesiątki kilometrów od stadionu w Klagenfurcie.
- Autostrady, czy dobra sieć kolejowa to podstawa. Jeśli o czymś nie powinniście zapomnieć, to właśnie o tym. Inaczej będzie problem - dodaje Scheucher. - Tak czy inaczej, UEFA wam Euro nie odbierze.
- Trzeba mieć świadomość, jak ogromne znaczenie ma losowanie grup i przyporządkowanie konkretnych drużyn do miast. Mieliśmy szczęście - wszystkie kraje, które będą grały w Klagenfurcie - a więc Austria, Niemcy, Polska i Chorwacja są tak blisko, że większość kibiców przyjedzie własnymi samochodami, a autostrady są w Austrii od lat - mówi Walter Zwick, wiceburmistrz Klagenfurtu odpowiedzialny m.in za Euro 2008.
Wbrew uwagom Austriaków to właśnie autostrady wydają się najsłabszym ogniwem w przygotowaniach.
- Dla Austriaków Euro to kolejna duża impreza, dla nas to szansa na skok cywilizacyjny - mówi wiceprezydent Gdańska Marcin Szpak. - Dlatego u nas tak dużą wagę przykłada się nie tylko do budowy stadionów, ale stworzenia całej infrastruktury, którą, nawiasem mówiąc, Austria posiada od lat. My nie możemy pozwolić sobie na luz.
Co można obejrzeć w Klagenfurcie oprócz meczów?
Wörthersee to ogromne jezioro, na którego wschodnim krańcu znajduje się Klagenfurt. Jest wąskie i długie na ponad 16 km, ma turkusowy kolor i wodę, którą (przynajmniej według doniesień mieszkańców) można pić. Trudno o bardziej nieprawdopodobny widok - skalisty brzeg z turkusową wodą oraz setki jachtów z jednej strony przywodzą na myśl Karaiby i filmy o Jamesie Bondzie, z drugiej strony górujące nad nimi ośnieżone alpejskie szczyty. Jezioro i związane w nim możliwości to w praktyce największa atrakcja Klagenfurtu - można tu uprawiać wszystkie sporty wodne, nawet te najbardziej wymyślne - tak np. robi co roku kilku tysięcy uczestników triathlonu Iron Man, którzy pływają, biegają i ścigają się na rowerach w okolicach jeziora.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto