Zdaniem Daszczyńskiego: Głęboka metafora widowiska

Roman Daszczyński
01.09.2010 aktualizacja: 2010-09-02 10:59
A A A Drukuj
Roman Daszczyński Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
Na widowisko z okazji 30-lecia "S" poszły miliony, miało być genialnie i światowo - wyszło tragikomicznie - pisze Roman Daszczyński z "Gazety Wyborczej Trójmiasto".
SERWISY
Mam nadzieję, że o. Maciej Zięba z Europejskiego Centrum Solidarności nie jest zadowolony z widowiska, które zafundował na 30-lecie "S". Poszły miliony, miało być genialnie i światowo - wyszło tragikomicznie. Najlepszy był tłumek czarnoskórych piosenkarek, które nie do końca chyba wiedziały gdzie są i czym w ogóle była ta "Solidarność". Zrobiły swoje, odebrały kasę i może nawet polubiły polską gościnność. Tylko, co ma ich śpiewanie do Sierpnia? Czyżby genialnemu podobno reżyserowi przedstawienia - Robertowi Wilsonowi - chodziło o głęboką metaforę, że polscy robotnicy byli niewolnikami PRL-u? Dla mnie wyglądało to jak zebranie wykonawców na ostatnią chwilę.

Tłum zebrany przed sceną musiał wysłuchać bez tłumacza przesłania od Lou Reeda i recytacji poematu amerykańskiego poety Allena Ginsberga. Tłumaczenie w telewizji było wykonane fatalnie. Czy coś w ogóle miało sens, prócz występu Jandy i Radziwiłłowicza, a także świetnego młodego pianisty z gdańskimi korzeniami? Podobno fajerwerki były fajne. Ale fajerwerki zawsze są fajne - nawet te importowane z chińskich fabryk, w których światło nigdy nie gaśnie.

Polecamy - Rocznica Sierpnia'80. Gdańska tramwajarka idolem



Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy