Zdaniem Wąsa: Błazen robi w konia
07.02.2010
aktualizacja: 2010-02-08 11:32
Fot. Renata Dąbrowska / AG
Yes, Janek, tu Kazik. Przylatuję w czwartek. Zrobimy biznes na lotnisku.Nie wiem, czy Kazimierz Marcinkiewicz, były premier i celebryta, przesłał Janowi Kozłowskiemu, marszałkowi województwa pomorskiego, SMS dokładnie takiej treści. Wiem, że SMS przesłał, a jego sens był właśnie taki.
ZOBACZ TAKŻE
- Zdaniem Górlikowskiego: Nie bądź zasłańcem* (01-03-10, 16:42)
- Zdaniem Daszczyńskiego. Słowiański maczo rządzi (24-02-10, 19:53)
- Zdaniem Daszczyńskiego: Przerwy w budowie (17-02-10, 20:00)
- Zdaniem Sterlingowa: Ranking śmiesznych wydarzeń zimowych (17-02-10, 06:00)
- Zdaniem Wąsa: uwolnić dzieci od różowej tandety (14-02-10, 13:53)
- Daszczyński: Próbuję zrozumieć prezydenta Juszczenkę (10-02-10, 19:17)
- Sterlingow: Ani my tacy źli, ani oni tacy święci (10-02-10, 07:00)
- Zdaniem Górlikowskiego: Marian Kwapiński musi zostać (09-02-10, 06:00)
- Zdaniem Daszczyńskiego: Miłość jest tą barierą (03-02-10, 22:03)
- Zdaniem Wąsa: Plimp, plimp, na naszą miarę (02-02-10, 11:40)
- Tragedia Gustloffa nie tylko niemiecka (01-02-10, 20:57)
- Zdaniem Górlikowskiego: 26 stycznia - Tusk myśli (26-01-10, 10:50)
- Zdaniem Wąsa: Donald, polityk czy leń? (24-01-10, 17:30)
- Zdaniem Sowuli. Strefa w stoczni jak A1 (21-01-10, 08:00)
- Zdaniem Sterlingowa: Doda, straż i globalne ocieplenie (19-01-10, 19:43)
- Zdaniem Wąsa: Ujawniam agenta "krisa" (17-01-10, 21:51)
SERWISY
Wiem też, jak zachował się marszałek. Najpierw stanął na baczność, krew uderzyła mu do głowy. Potem złapał za telefon i połączył się ze swoim człowiekiem od PR: Kazik leci, zrób coś.
Chwilę później wszystkie redakcje dostały informację, że do Gdańska przybywa Marcinkiewicz z workiem pieniędzy. Super. Ale niektórzy dziennikarze postanowili drążyć. O co chodzi z tym Kazikiem?
- Nie wiem kogo on teraz formalnie reprezentuje, ani jakich inwestorów zamierza przywieźć, ale wiem, że są zainteresowani lotniskiem w Gdańsku - odpowiedział "Gazecie" Jan Kozłowski. Zapewnił, że on w takich sytuacjach zachowuje się zawsze tak samo. Jest inwestor, to dla dobra publicznego trzeba rozmawiać.
Punktem kulminacyjnym wydarzenia miała być czwartkowa konferencja z udziałem byłego premiera. Lepsza kawa już się parzyła, a w sali stawili się tłumnie: lokalni politycy, samorządowcy, dziennikarze. Każdy miał swojego prosiaka do ubicia. A nuż przywiezie z Londynu obiecany worek z pieniędzmi? A może mnie sfilmują i akurat telewizja nie wytnie? Albo ten błazen znowu się ośmieszy: przyleci z Isabell, pokażą kozaczki i będą czytać wiersze? Tylko że Marcinkiewicz się nie pojawił. Jęk zawodu słychać było od Elbląga po Słupsk.
Konferencja się odbyła, słabo już relacjonowana. Bo przylecieli tylko ludzie z banku inwestycyjnego Goldman Sachs, dla którego pracuje były premier. Ponoć, być może, chcą zacząć wstępne negocjacje na temat ewentualnych inwestycji, bądź kupna udziałów w lotnisku, które chyba będzie musiało się wkrótce po raz kolejny rozbudowywać. Albo i nie.
Ale ściema, przecież nasze lotnisko jest najważniejsze w Europie, przeżywa hossę! Zaraz będzie miało pięć milionów pasażerów rocznie. To gdzie jest Kazik? Dlaczego nas zdradził? Gdzie jest ta kasa na inwestycje?
- Ale czy to odpowiedni moment na taki ruch? - dyplomatycznie, tonując nastroje, odpowiadał Jan Kozłowski.
No właśnie, gdzie ta kasa i czy to dobry moment? Naprawdę chcemy nasz airport oddać jakimś Goldmanom? Przecież sami zrobimy lepiej.
Mam wrażenie, że jedynym facetem, który w sprawie lotniska (i nie tylko) zachował się profesjonalnie, był Kazimierz Marcinkiewicz. Bank mu płaci, on skutecznie lobbuje. Wiele się nauczył od czasu, gdy był premierem. Mieszka teraz w Londynie i śmieje się z tego, jak podniecamy się jego niedoszłą podróżą do Gdańska.
A może się mylę? Może Marcinkiewicz ma serce jak Amicis. Wtedy na pewno uprzedził marszałka: Sorry, Janek, nie przylecę, zapomniałem, że mam zabieg wybielania zębów. No, ale przecież wkrótce zobaczymy się w Brukseli.
A teraz bez jaj: byłemu premierowi i jego małżonce życzę szczęścia i miłości do końca życia.
Chwilę później wszystkie redakcje dostały informację, że do Gdańska przybywa Marcinkiewicz z workiem pieniędzy. Super. Ale niektórzy dziennikarze postanowili drążyć. O co chodzi z tym Kazikiem?
- Nie wiem kogo on teraz formalnie reprezentuje, ani jakich inwestorów zamierza przywieźć, ale wiem, że są zainteresowani lotniskiem w Gdańsku - odpowiedział "Gazecie" Jan Kozłowski. Zapewnił, że on w takich sytuacjach zachowuje się zawsze tak samo. Jest inwestor, to dla dobra publicznego trzeba rozmawiać.
Punktem kulminacyjnym wydarzenia miała być czwartkowa konferencja z udziałem byłego premiera. Lepsza kawa już się parzyła, a w sali stawili się tłumnie: lokalni politycy, samorządowcy, dziennikarze. Każdy miał swojego prosiaka do ubicia. A nuż przywiezie z Londynu obiecany worek z pieniędzmi? A może mnie sfilmują i akurat telewizja nie wytnie? Albo ten błazen znowu się ośmieszy: przyleci z Isabell, pokażą kozaczki i będą czytać wiersze? Tylko że Marcinkiewicz się nie pojawił. Jęk zawodu słychać było od Elbląga po Słupsk.
Konferencja się odbyła, słabo już relacjonowana. Bo przylecieli tylko ludzie z banku inwestycyjnego Goldman Sachs, dla którego pracuje były premier. Ponoć, być może, chcą zacząć wstępne negocjacje na temat ewentualnych inwestycji, bądź kupna udziałów w lotnisku, które chyba będzie musiało się wkrótce po raz kolejny rozbudowywać. Albo i nie.
Ale ściema, przecież nasze lotnisko jest najważniejsze w Europie, przeżywa hossę! Zaraz będzie miało pięć milionów pasażerów rocznie. To gdzie jest Kazik? Dlaczego nas zdradził? Gdzie jest ta kasa na inwestycje?
- Ale czy to odpowiedni moment na taki ruch? - dyplomatycznie, tonując nastroje, odpowiadał Jan Kozłowski.
No właśnie, gdzie ta kasa i czy to dobry moment? Naprawdę chcemy nasz airport oddać jakimś Goldmanom? Przecież sami zrobimy lepiej.
Mam wrażenie, że jedynym facetem, który w sprawie lotniska (i nie tylko) zachował się profesjonalnie, był Kazimierz Marcinkiewicz. Bank mu płaci, on skutecznie lobbuje. Wiele się nauczył od czasu, gdy był premierem. Mieszka teraz w Londynie i śmieje się z tego, jak podniecamy się jego niedoszłą podróżą do Gdańska.
A może się mylę? Może Marcinkiewicz ma serce jak Amicis. Wtedy na pewno uprzedził marszałka: Sorry, Janek, nie przylecę, zapomniałem, że mam zabieg wybielania zębów. No, ale przecież wkrótce zobaczymy się w Brukseli.
A teraz bez jaj: byłemu premierowi i jego małżonce życzę szczęścia i miłości do końca życia.
Polecamy - Marcinkiewicz chce kawałek lotniska dla Goldman Sachs
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wyjątkowy spacer! Gdańskie zakamarki dla ...
- Czas Gdyni: te inwestycje wpłynęły na ...
- Zmiany w centrum Gdyni. Dalmor jeszcze poczeka
- Arcymaszkary polskiej architektury. Sopot ...
- Pobił dziewczynę na randce i zadzwonił do ...
- Jest metadon, ale są i problemy. Tylko ...
- Zatłukł swojego husky'ego kijem, bo ...
- Arcymaszkary polskiej architektury. Sopot ...
- Poznaj najniebezpieczniejsze ulice ...
- Życie Lecha Wałęsy: Sharon Stone i świat ...
- "Proszę pokazać torbę". Co może sklepowy ...
- Motorniczowie pamiętajcie, że ciepły ...
- Pół tony holenderskiej trawy w oponach [wideo]
- Eurolot rozwija się w Gdańsku. Więcej połączeń



