Tragedia Gustloffa nie tylko niemiecka
01.02.2010
aktualizacja: 2010-02-01 20:57
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
Zatopienie przez radziecką łódź podwodną Wilhelma Gustloffa, z którym na dno poszło blisko 9 tysięcy ludzi, czasem określa się mianem największej katastrofy morskiej na świecie, a czasem - na Bałtyku. Mniejsza o to. Ważniejsze, że w niedzielę w 65 rocznicę tej tragedii, jedyne co zrobiono to wmurowano pamiątkową tablicę w kościele Stella Maris - pisze Marek Górlikowski, dziennikarz Gazety Wyborczej
ZOBACZ TAKŻE
- 67 lat temu na Bałtyku zatonął Wilhelm Gustloff (30-01-12, 10:17)
- Zdaniem Daszczyńskiego: Przerwy w budowie (17-02-10, 20:00)
- Zdaniem Sterlingowa: Ranking śmiesznych wydarzeń zimowych (17-02-10, 06:00)
- Zdaniem Wąsa: uwolnić dzieci od różowej tandety (14-02-10, 13:53)
- Daszczyński: Próbuję zrozumieć prezydenta Juszczenkę (10-02-10, 19:17)
- Sterlingow: Ani my tacy źli, ani oni tacy święci (10-02-10, 07:00)
- Zdaniem Górlikowskiego: Marian Kwapiński musi zostać (09-02-10, 06:00)
- Zdaniem Wąsa: Błazen robi w konia (07-02-10, 18:28)
- Zdaniem Daszczyńskiego: Miłość jest tą barierą (03-02-10, 22:03)
Czy z inicjatywy władz Gdyni? Czy może brało w tym udział w jakikolwiek sposób powstające z wielkim hukiem Muzeum II Wojny Światowej ? Nie. Tablicę wmurował Związek Ludności Niemieckiej. Poza jedną radną nie przybył na obchody żaden przedstawiciel polskiej władzy. Powstało wrażenie, że to niemiecka rocznica i niech Niemcy obchodzą ją sobie sami.
To ogromny błąd. Szkoda, że 65 lat po wojnie w sytuacji kiedy zarówno muzeum jak i władze miały okazję żeby nie milczeć i zrobić coś dla pojednania, taka okazja została zmarnowana. Dlaczego to takie ważne? Wystarczy posłuchać słów Benedykta Wietrzykowskiego, szefa Stowarzyszenia Gdynian Wysiedlonych, który rocznicowe obchody nazwał gloryfikacją oprawców. W głowie się nie mieści, że tyle lat po wojnie można w cywilizowanym kraju pleść takie androny. A przypominam, że Stowarzyszenie to aktywnie popiera Senator RP Dorota Arciszewska - Mielewczyk.
To prawda, że "Gustloff" był uzbrojony i według wielu historyków radziecka łódź podwodna zachowała się wedle prawideł wojennych. To prawda, że uciekała na nim z Gdyni kadra oficerska, urzędnicy NSDAP i esesmani. Ale prawda jest też taka, że płynęli tam cywile, setki dzieci, Kaszubi, pewnie i Polacy. Dlatego te wszystkie rozważania - kto i dlaczego utonął - nie powinny dziś mieć żadnego znaczenia. Znaczenie ma tylko fakt, że wojna totalna zabija wszystkich. Wrak "Gustloffa" jest ich mogiłą, a każdej śmierci należy się szacunek. Z tego powodu w niedzielę pod tablicą powinni się spotkać członkowie mniejszości niemieckiej i wypędzonych gdynian. Poza przedstawicielką gdyńskich radnych powinien oddać cześć ofiarom ktoś z władz samorządowych czy rządowych.
Muzeum II Wojny Światowej powinno w nich aktywnie uczestniczyć. To ważne nie tylko dla pamięci i pojednania. Bo wytrąca argumenty tym, którzy nakręcają wzajemne animozje - Stowarzyszeniu Gdynian Wysiedlonych u nas, i Związkowi Wypędzonych w Niemczech.
Mniejszość niemiecka w Trójmieście oficjalnie tego nie powie - ale z przeprowadzonych rozmów wiem, że brak udziału polskich władz tłumaczą sobie strachem przed reakcją Stowarzyszenia Gdynian Wysiedlonych, popieranych przez polską senator. Mam nadzieję, że się mylą.
Na szczęście to, co napawa wstydem w zachowaniu władz, nie było problemem dla ludzi religii. W niedzielę pod tablicą ofiar zatopionego "Gustloffa" wspólnie modlili się ksiądz, pastor i rabin.
To ogromny błąd. Szkoda, że 65 lat po wojnie w sytuacji kiedy zarówno muzeum jak i władze miały okazję żeby nie milczeć i zrobić coś dla pojednania, taka okazja została zmarnowana. Dlaczego to takie ważne? Wystarczy posłuchać słów Benedykta Wietrzykowskiego, szefa Stowarzyszenia Gdynian Wysiedlonych, który rocznicowe obchody nazwał gloryfikacją oprawców. W głowie się nie mieści, że tyle lat po wojnie można w cywilizowanym kraju pleść takie androny. A przypominam, że Stowarzyszenie to aktywnie popiera Senator RP Dorota Arciszewska - Mielewczyk.
To prawda, że "Gustloff" był uzbrojony i według wielu historyków radziecka łódź podwodna zachowała się wedle prawideł wojennych. To prawda, że uciekała na nim z Gdyni kadra oficerska, urzędnicy NSDAP i esesmani. Ale prawda jest też taka, że płynęli tam cywile, setki dzieci, Kaszubi, pewnie i Polacy. Dlatego te wszystkie rozważania - kto i dlaczego utonął - nie powinny dziś mieć żadnego znaczenia. Znaczenie ma tylko fakt, że wojna totalna zabija wszystkich. Wrak "Gustloffa" jest ich mogiłą, a każdej śmierci należy się szacunek. Z tego powodu w niedzielę pod tablicą powinni się spotkać członkowie mniejszości niemieckiej i wypędzonych gdynian. Poza przedstawicielką gdyńskich radnych powinien oddać cześć ofiarom ktoś z władz samorządowych czy rządowych.
Muzeum II Wojny Światowej powinno w nich aktywnie uczestniczyć. To ważne nie tylko dla pamięci i pojednania. Bo wytrąca argumenty tym, którzy nakręcają wzajemne animozje - Stowarzyszeniu Gdynian Wysiedlonych u nas, i Związkowi Wypędzonych w Niemczech.
Mniejszość niemiecka w Trójmieście oficjalnie tego nie powie - ale z przeprowadzonych rozmów wiem, że brak udziału polskich władz tłumaczą sobie strachem przed reakcją Stowarzyszenia Gdynian Wysiedlonych, popieranych przez polską senator. Mam nadzieję, że się mylą.
Na szczęście to, co napawa wstydem w zachowaniu władz, nie było problemem dla ludzi religii. W niedzielę pod tablicą ofiar zatopionego "Gustloffa" wspólnie modlili się ksiądz, pastor i rabin.
- 33 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Manipulacja historia
markspruce
01.02.10, 22:20
Naglasnianie ofiar niemieckich jest pisaniem historii wojny na nowo.»
Najczęściej czytane24 htydzień




