Zdaniem Wąsa: Donald, polityk czy leń?
24.01.2010
aktualizacja: 2010-01-24 17:30
Fot. Renata Dąbrowska / AG
Jeżeli Donald Tusk postanowi kandydować na prezydenta, ja na niego nie zagłosuję - pisze Marek Wąs, dziennikarz Gazety Wyborczej
ZOBACZ TAKŻE
- Zdaniem Wąsa: uwolnić dzieci od różowej tandety (14-02-10, 13:53)
- Daszczyński: Próbuję zrozumieć prezydenta Juszczenkę (10-02-10, 19:17)
- Sterlingow: Ani my tacy źli, ani oni tacy święci (10-02-10, 07:00)
- Zdaniem Górlikowskiego: Marian Kwapiński musi zostać (09-02-10, 06:00)
- Zdaniem Wąsa: Błazen robi w konia (07-02-10, 18:28)
- Zdaniem Daszczyńskiego: Miłość jest tą barierą (03-02-10, 22:03)
- Zdaniem Górlikowskiego: 26 stycznia - Tusk myśli (26-01-10, 10:50)
- Zdaniem Sowuli. Strefa w stoczni jak A1 (21-01-10, 08:00)
- Zdaniem Sterlingowa: Doda, straż i globalne ocieplenie (19-01-10, 19:43)
- Zdaniem Wąsa: Ujawniam agenta "krisa" (17-01-10, 21:51)
- Zdaniem Sterlingowa: 2010 - rok aniołów (13-01-10, 13:26)
- Zdaniem Górlikowskiego: Komitet, który zostanie zapomniany (11-01-10, 21:08)
- Zdaniem Wąsa: Cuda, cuda ogłaszają (10-01-10, 20:13)
- Prawo gangstera do naturalnej śmierci (08-01-10, 12:46)
- Zdaniem Krzysztofa Katki: Hel w kryzysie (07-01-10, 11:24)
SERWISY
Dlaczego utrwaliło się przekonanie, że prezydentura to najważniejsze stanowisko w Polsce? Do niedawna sam przyjmowałem to za oczywistość. To chyba przez Lecha Wałęsę, który po okrągłym stole wyrósł na olbrzyma. Stanowisko prezydenta dostał w nagrodę, trochę podobnie jak Nobla. Oczywiście obowiązywała inna konstytucja, ale to Wałęsa nadał prezydenturze rangę a nie odwrotnie. Jak tę nagrodę wykorzystał, to inna historia.
Tymczasem z obecnej konstytucji wynika jasno: rządzi premier. Prezydent nie jest tak słaby jak w Niemczech, ale jego wpływ na losy Polaków, w porównaniu do możliwości premiera, jest żaden.
Pamiętam Tuska przed ostatnimi wyborami prezydenckimi. Partie, na własny użytek zamawiały sondaże o wiele dokładniejsze od tych, które publikowała prasa. Kilka dni przed wyborami Tusk wiedział, że w pierwszej turze wygra, ale w drugiej najprawdopodobniej wyprzedzi go Lech Kaczyński. Poza kamerami był przybity. Pamiętam co mi wówczas powiedział: "Jeśli nie będziemy mieli i prezydenta i rządu to wszystko na nic, nic nie da się zrobić". Wyobrażam sobie jak teraz, kiedy jest niemal pewnym zwycięzcą, boi się powtórki tamtej sytuacji.
Wielkimi krokami zbliża się dzień, w którym będzie musiał podjąć decyzję - startuje, czy też nie. Jeżeli naprawdę zależy mu na państwie wybierze drugą opcję. I nikt poważny nie oskarży go o rejteradę.
Bo Tusk, rezygnując z kandydowania, może wygrać znacznie więcej. Może sprawić, że jego kandydat, prawdopodobnie Bronisław Komorowski, zostanie prezydentem. Chwilę później PO będzie miała ogromną szansę na wygranie wyborów parlamentarnych. Wtedy sama, bądź w koalicji z jakąkolwiek partią poza PiS, będzie mogła w końcu zacząć modernizować państwo. Jeżeli efekty reform rządu premiera Tuska dadzą się odczuć przed upływem kadencji, to Komorowski (?) wygra kolejne wybory prezydenckie a PO po raz trzeci parlamentarne. Takiej sztuki nie dokonał dotąd żaden polityk w III RP.
Pozostając na stanowisku premiera Tusk uniknie też niebezpieczeństwa, że Platforma rozejdzie się w szwach i skompromituje wojenkami między Schetyną, Palikotem, Gowinem i pewnie kimś tam jeszcze. Tylko czy Tusk się odważy? Ryzyko przegranej jest spore. No, ale bez ryzyka można co najwyżej zrobić barszcz z proszku.
Dla mnie najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy polityk ma jakąś wizję Polski, oraz dość siły i intelektu, żeby ją zrealizować. Jarosław i Lech Kaczyńscy, choć nie zgadzam się z nimi fundamentalnie, taką wizję mają (siły i rozumu na szczęście już nie). Tusk nie może się rozdwoić. Czy jego wizja to autentyk, czy też tylko blef?
Odpowiedź da mi jego decyzja o kandydowaniu w wyborach prezydenckich. Jeżeli się zdecyduje, uznam, że zależy mu nie na państwie, tylko na wygodnej emeryturze w Pałacu Namiestnikowskim. Wtedy nie pójdę na wybory. Mam do tego prawo, to też rodzaj wyboru. Jeśli postanowi dalej kierować rządem, poprę jego kandydata na prezydenta.
Donald Tusk ma dopiero 53 lata, może zostać prezydentem za dziesięć lat. Ten facet, jeszcze do niedawna uważany za największego lenia w parlamencie, ma szansę awansować na polityka wielkiego formatu. Jak Thatcher czy Kohl, bez przesady. Tylko czy on tego chce?
Tymczasem z obecnej konstytucji wynika jasno: rządzi premier. Prezydent nie jest tak słaby jak w Niemczech, ale jego wpływ na losy Polaków, w porównaniu do możliwości premiera, jest żaden.
Pamiętam Tuska przed ostatnimi wyborami prezydenckimi. Partie, na własny użytek zamawiały sondaże o wiele dokładniejsze od tych, które publikowała prasa. Kilka dni przed wyborami Tusk wiedział, że w pierwszej turze wygra, ale w drugiej najprawdopodobniej wyprzedzi go Lech Kaczyński. Poza kamerami był przybity. Pamiętam co mi wówczas powiedział: "Jeśli nie będziemy mieli i prezydenta i rządu to wszystko na nic, nic nie da się zrobić". Wyobrażam sobie jak teraz, kiedy jest niemal pewnym zwycięzcą, boi się powtórki tamtej sytuacji.
Wielkimi krokami zbliża się dzień, w którym będzie musiał podjąć decyzję - startuje, czy też nie. Jeżeli naprawdę zależy mu na państwie wybierze drugą opcję. I nikt poważny nie oskarży go o rejteradę.
Bo Tusk, rezygnując z kandydowania, może wygrać znacznie więcej. Może sprawić, że jego kandydat, prawdopodobnie Bronisław Komorowski, zostanie prezydentem. Chwilę później PO będzie miała ogromną szansę na wygranie wyborów parlamentarnych. Wtedy sama, bądź w koalicji z jakąkolwiek partią poza PiS, będzie mogła w końcu zacząć modernizować państwo. Jeżeli efekty reform rządu premiera Tuska dadzą się odczuć przed upływem kadencji, to Komorowski (?) wygra kolejne wybory prezydenckie a PO po raz trzeci parlamentarne. Takiej sztuki nie dokonał dotąd żaden polityk w III RP.
Pozostając na stanowisku premiera Tusk uniknie też niebezpieczeństwa, że Platforma rozejdzie się w szwach i skompromituje wojenkami między Schetyną, Palikotem, Gowinem i pewnie kimś tam jeszcze. Tylko czy Tusk się odważy? Ryzyko przegranej jest spore. No, ale bez ryzyka można co najwyżej zrobić barszcz z proszku.
Dla mnie najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy polityk ma jakąś wizję Polski, oraz dość siły i intelektu, żeby ją zrealizować. Jarosław i Lech Kaczyńscy, choć nie zgadzam się z nimi fundamentalnie, taką wizję mają (siły i rozumu na szczęście już nie). Tusk nie może się rozdwoić. Czy jego wizja to autentyk, czy też tylko blef?
Odpowiedź da mi jego decyzja o kandydowaniu w wyborach prezydenckich. Jeżeli się zdecyduje, uznam, że zależy mu nie na państwie, tylko na wygodnej emeryturze w Pałacu Namiestnikowskim. Wtedy nie pójdę na wybory. Mam do tego prawo, to też rodzaj wyboru. Jeśli postanowi dalej kierować rządem, poprę jego kandydata na prezydenta.
Donald Tusk ma dopiero 53 lata, może zostać prezydentem za dziesięć lat. Ten facet, jeszcze do niedawna uważany za największego lenia w parlamencie, ma szansę awansować na polityka wielkiego formatu. Jak Thatcher czy Kohl, bez przesady. Tylko czy on tego chce?
- 29 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
30 głosów
-
Trudny wybór Tuska
notozobaczymy
25.01.10, 00:10
Ale perspektywa rezygnacji ze startu wydaje się mimo wszystko... kusząca.»
-
Media zrobiły sieczkę z rozumu
myslacyszaryczlowiek1
25.01.10, 14:39
Polaków. Którzy na niespotykaną gdzie indziej skalę popierają skrajnieliberalne rządy.Czy naszym celem jest zysk właścicielafirmy, czy też aby średnia płaca ludzi pracujących w firmach »
-
Zdaniem Wąsa: Donald, polityk czy leń?
oghana7
25.01.10, 17:22
uwazam ,ze premier tusk na premierowaniu juz sie napracowal .czego nie bylo w tym czasie -przerwany slub syna bo katastrofy ,powodzie ,weta i zlosliwosci prezydenta bo nie i juz .prezydent »
Najczęściej czytane24 htydzień




