Zdaniem Daszczyńskiego: trafił tylko w policzek

Roman Daszczyński
12.01.2012 aktualizacja: 2012-01-12 09:54
A A A Drukuj
Roman Daszczyński Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
Jedna kula z jednego pistoletu gdzieś w Poznaniu, a huk taki, że słychać było w Trójmieście, całej Polsce i nawet dalej. Prokurator Mikołaj Przybył w poniedziałek się zastrzelił, a już we wtorek swobodnie udzielił dziennikarzom kilku wywiadów. Słowem - zmartwychwstanie. To już bywało w historii, ale dotychczasowy rekordzista potrzebował aż 3 dni na powrót do świata żywych.
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Z Przybyła łatwo dziś kpić. Lepiej więc potraktować go serio, bowiem jego przypadek mówi wiele o klimacie polskiego życia publicznego. Najpierw histeryczne komentarze, że wspaniałego prokuratora doprowadzono do samobójstwa - w związku z czym ministrowie powinni podać się do dymisji, a premier wrócić z urlopu. Następnie - rosnące rozczarowanie, że facet nie tylko żyje, ale nawet nie będzie "rośliną" w szpitalu. Jak to, nie zastrzelił się? Włożył sobie lufę w usta i... trafił tylko w policzek?

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro peroruje: "Jest coraz więcej wątpliwości: jak to jest, że pułkownik Mikołaj Przybył, który posługuje się bronią od wielu lat, chcąc rzekomo popełnić samobójstwo, celuje w policzek, a nie w głowę".

Poseł Jan Libicki z PO zna odpowiedź: "Wygląda to na nieudolnie wyreżyserowany spektakl, mający uratować kilkadziesiąt dobrze płatnych stanowisk - w tym stanowisko Naczelnego Prokuratora Wojskowego - przed likwidacją".

O tak, nietrudno sobie wyobrazić, że grupa prokuratorów w mundurach zbiera się, by uzgodnić szczegóły wspólnej obrony. Któryś mówi: "Najlepiej przestrzelić sobie z pistoletu policzek". Chętnych jednak brak. "To może Miki" - proponują koledzy. - Ale dlaczego właśnie ja? - protestuje nominowany. "Bo tylko ty nosisz brodę" - odpowiadają zebrani i życzliwie poklepują go po plecach.

Mimo wszystko proponuję traktować Mikołaja Przybyła serio. Jako prokurator miał sukcesy - doprowadził m.in. do skazania kilku oficerów z Gdyni, którzy na wielką skalę okradali Marynarkę Wojenną. Jako człowiek inteligentny zapewne rozumie, że widowisko, jakie z siebie zrobił, kończy jego karierę. Dlatego myślę, że naprawdę chciał popełnić samobójstwo, ale w ostatniej chwili stchórzył. Na szczęście stchórzył. Mógł nie żyć, a żyje. Wypada się z tego cieszyć, nawet jeśli bariera śmieszności została pokonana na poziomie państwowym i happy endu być już nie może.

Polecamy - Poseł PiS o samobójczej próbie płk. Przybyły



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów