Opinia Mikołaja Chrzana: Nie zróbcie z Sopotu speluny

Mikołaj Chrzan
14.12.2010 aktualizacja: 2010-12-14 11:37
A A A Drukuj
Fot. Kamil Gozdan / Agencja Gazeta
Na Złotej Bramie w Gdańsku jest napis: "zgodą małe republiki rosną, niezgodą wielkie upadają". Sopotowi grozi dziś, że nie będzie ani bardziej ekskluzywny, ani bardziej obywatelski. Grozi, że będzie powoli upadał - pisze Mikołaj Chrzan
SONDAŻ
Wojciech Fułek i Jacek Karnowski przez najbliższe cztery lata

Będą ze sobą walczyć
Będą trochę walczyć, trochę współpracować
Będą ze sobą współpracować

Są restauracje, które przez dekady zachowują renomę, są też takie, które pełne przez kilka lat, zaczynają gwałtownie pustoszeć. Kucharze uciekają do konkurencji, kelnerów zastępują amatorzy, słynnych kiedyś dań nie da się już przełknąć. Przyczyn, która do tego może doprowadzić, jest wiele. Jedną z nich jest konflikt bijących się o zyski wspólników.

To, co grozi restauracjom, grozi także miastom. A ostatnio także Sopotowi. Jacek Karnowski wygrał II turę wyborów prezydenckich. Nie było to zwycięstwo miażdżące (51,44 proc. głosów, poparło go 524 więcej sopocian niż Wojciecha Fułka), ale liczy się ostateczny wynik - to on będzie prezydentem przez najbliższe cztery lata.

W wyborach do rady opcja zwolenników Karnowskiego też wygrała: PO i Samorządność Sopot uzyskały razem 8731 głosów. Opcja przeciwników: Kocham Sopot oraz PiS - 8410 głosów.

Faworyzująca duże ugrupowania metoda d'Hondta odwróciła jednak te proporcje - większość w radzie ma koalicja KS i PiS (11 na 21 radnych, a właściwie 12, bo dołączył do nich Cezary Jakubowski z PO). Dzięki temu Fułek został w piątek przewodniczącym rady miasta.

- Szkoda, bo będzie strata czasu, przepychanki, ambicjonalne spory - komentował Jacek Karnowski.

Karnowski najlepiej wie, dlaczego będą przepychanki i spory. Do tej pory rządził samodzielnie, posiedzenia rady były formalnością. Co wymyślił, radni głosowali.

To już przeszłość. Choć w Trójmieście, gdzie od lat nie było silnej opozycji w radach miast i mogliśmy o tym zapomnieć, to ustawa o samorządzie gminnym pozostawia radnym sporą władzę. Prezydent rządzi, ale to radni trzymają miejska kasę.

Teraz Karnowski ma do wyboru: zrezygnować z władzy absolutnej, podzielić się odpowiedzialnością za miasto z radnymi albo ruszyć na długotrwałą wojnę, na "przepychanki" i "ambicjonalne spory". Może próbować rozbijać wrogą mu koalicję, próbować przeciągnąć radnych na swoją stronę (oby pamiętał, czym skończyła się historią z Renatą Beger).

Ale Fułek też stoi przed podobnym dylematem. Czy stosując często używaną przez PiS, swojego współkoalicjanta, taktykę "spalonej ziemi", będzie robił wszystko, by zaszkodzić Karnowskiemu? Będzie próbował udowodnić mieszkańcom, jak złego wyboru dokonali nie stawiając na niego? Choć wie, że będzie w ten sposób szkodził swojemu miastu, swoim wyborcom, którzy powtarzają "kochamy Sopot", zrobi to, by wygrać wybory za cztery lata?

Czy może jednak Fułek postanowi, że nie warto niszczyć Karnowskiego, wystarczy się od niego odróżnić? Uzna, że lepiej kontrolować prezydenta, niż z automatu blokować wszystkie jego inicjatywy. Że da się przygotować "kontrakt dla Sopotu" - program rozwoju miasta, który obaj zaakceptują?

Znamy programy Fułka i Karnowskiego. Jakie mają priorytety? Jednemu bliżej do mieszkańców, podwórek, chodników, drugi marzy o kolejnych wielkich projektach, typu dworzec i tunel pod miastem.

Ale tak naprawdę oba programy się nie wykluczają - Karnowski też obiecuje kontrakty dla wszystkich dzielnic, Fułek nie podważa potrzeby kolejnych inwestycji. Porozumienie jest możliwe. Może Fułek będzie naciskał, by spotkań z mieszkańcami było więcej, może Karnowski będzie chciał, by decyzje zapadły szybciej, by radni dawali mu w uchwałach większą swobodę. Ale mogą się dogadać.

Powinni, bo wyzwań przed miastem jest sporo. Choćby demografia. Sopot od lat się wyludnia. Odsetek starszych osób jest tutaj największy w województwie. To wpływa na komunalne wydatki na edukację, na pomoc społeczną, na ochronę zdrowia. Trzeba też szybko ogarnąć inwestycje w centrum, zadbać o detale, o place, sprawić, że goście, którzy przyjadą do Sopotu zobaczą skończone dzieło, a nie plac wiecznej budowy.

Nie jestem idealistą. Nie domagam się, by Fułek i Karnowski na kolejnej sesji padli sobie w ramiona i wzruszeni zaczęli się przepraszać. Gotów jestem nawet założyć się, że sporów ambicjonalnych uda się uniknąć. Ale muszą współpracować!

Jeśli to się nie uda, ekskluzywna restauracja Sopot będzie powoli traciła renomę. Będzie stawał się speluną, w której wiecznie awanturuje się dwóch eks-kompanów. Nikt inny tu nie przychodzi, bo zbyt często płoszą ich latające po sali krzesła.

Podziel się

  • 40 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

  • chrzanisz Chrzanie 3miastowy 14.12.10, 12:23

    bilans dotychczasowych rzadow Karnowskiego jest zalosny - sopot nie jest ani ekskluzywny ani dobrze zarzadzany. Symbolem jego rzadow jest tunel przed molem - regularnie zalewany przy co »

  • Sopot juz jest spelunka,tylko klasy Lux samozwaniec1 14.12.10, 15:58

    A zarowno Karnowski jak i Fulek nie nadaja sie na prezydentow Sopotu.Za bardzo bowiem odlecieli w swych projektach.Miasto nie jest uzdrowiskiem sensu stricto i nie jest tez przyjazne »