Wszystko w rękach prezydenta Jacka Karnowskiego

Sławomir Sowula
10.03.2010 aktualizacja: 2010-03-10 11:28
A A A Drukuj
Budowa hali widowiskowo-sportowej na granicy Gdańska i Sopotu Fot. Dominik Werner / Agencja Ga
  • Budowa hali widowiskowo-sportowej na granicy Gdańska i Sopotu
Dlaczego budowa hali widowiskowo-sportowej na granicy Gdańska i Sopotu łapie kolejne poślizgi, a inwestor ulega wykonawcy, choć właśnie teraz trzeba mu pokazać żółtą kartkę?
RAPORTY
SONDAŻ
Czy warto jeszcze wierzyć Budimexowi?

tak
nie wiem
nie

Pozornie na pierwsze pytanie można dość łatwo odpowiedzieć. Hala łapała kolejne poślizgi, ze względu na: opóźnienia w przetargach spowodowane protestami przegranych, wycofujących się wykonawców, niezaplanowanych awarii na budowie skutkujących jej wstrzymaniem. Można te przyczyny nazwać obiektywnymi. Ale warto też powiedzieć, że nie wszystko musiało trwać tak długo. A trwało, bo sposób, w jaki ta inwestycja jest zarządzana ze strony zamawiającego, czyli miasta Sopot stoi na niskim poziomie. Bo urzędnik nie jest wystarczająco dobrym menadżerem, by sprostać wyzwaniom, jakie niesie ze sobą tego typu pionierska inwestycja.

Odpowiadając na pytanie zbyt miękkich relacji inwestora z wykonawcą, można się jedynie poruszać w sferze mniej lub bardziej uzasadnionych przypuszczeń. Dość logiczne wydaje się, że może chodzić o jakość umowy z Budimexem, czyli głównym wykonawcą konstrukcji hali. Budimex może się wylegitymować o wiele większym doświadczeniem w zawieraniu wielkich kontraktów z podmiotami publicznymi, gminami, niż gmina Sopot z wykonawcami tak wielkich inwestycji. W tej kwestii Budimex dysponuje co najmniej licencjatem, a sopoccy urzędnicy, co najwyżej świadectwem z podstawówki i nie z paskiem, choć przecież tytułu inżyniera prezydentowi Sopotu nikt nie odbiera. Można też szukać odpowiedzi i usprawiedliwienia w presji czasu, która ciągle ciąży nad urzędnikami. Kolejne terminy są przekładane, a zbliżają się wybory samorządowe i warto by było w ich przeddzień halę otworzyć. To idealny festyn wyborczy zarówno dla władz Gdańska jak i Sopotu. Z taką presją czasu, ciężko wyegzekwować od wykonawcy kary umowne przewidziane w umowie za opóźnienia. Tym bardziej, że Budimex jest zaprawiony w takich bojach i jego działań nie determinuje polityka, ale zysk.

Kilka dni temu przedstawiciele inwestora zapowiedzieli, że wyegzekwują kary , jeżeli wykonawca nie odda hali w maju. Już raz próbowali ponad rok temu i skończyło się na darowaniu kar i podpisaniu aneksu, zgodnie z którym budowa miała być skończona pod koniec marca br. Chodzi o pokaźne kwoty - sięgające dziesiątek tysięcy złotych za dzień spóźnienia. Nie rozumiem, dlaczego nie warto bić się o nie nawet przed sądem. No chyba, że zapisy w umowie są warte tyle, ile papier, na którym zostały spisane. Chciałbym wierzyć, że tak nie jest i, że prezydentowi Sopotu -zaprawionemu przecież w sądowych bojach - determinacji nie zabraknie również w przypadku hali. Chciałbym też wierzyć, że w pewnym momencie nie zabraknie mu też woli, by publicznie wyjaśnić, przyczyny opóźnień, poślizgów i niedoróbek związanych z tą inwestycją. Nie chodzi tu bowiem tylko o kilkanaście, czy kilkadziesiąt milionów złotych, które można wygrać przed sądem, czy o jawność, ważną przecież w życiu publicznym. Przed nami bowiem kolejna potężna i jeszcze bardziej prestiżowa międzygminna inwestycja, którą wykonywać będzie Budimex - terminal w porcie lotniczym im . Lecha Wałęsy. Ma być skończona przed Euro 2012. Dlatego jej wykonawca już teraz powinien dostać czytelny sygnał o nieuchronności kary, która może go spotkać, jeżeli i w tym wypadku pozwoli sobie na poślizg. W tej w chwili żółte kartki są w kieszeni u prezydenta Jacka Karnowskiego.

Polecamy - Asfalt na Małomiejskiej strzela jak z procy



Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów