Kopie spichlerzy - od Motławy. Reszta dla modernistów

Aleksander Masłowski, obywatel
09.03.2010 aktualizacja: 2010-03-08 21:50
A A A Drukuj
Autor listu, Aleksander Masłowski, wśród ruin na Wyspie Spichrzów Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
  • Efektownie oświetlony spichlerz na wyspie podczas festiwalu Narracje w 2009 r.
  • Zima na Wyspie Spichrzów
  • Zima na Wyspie Spichrzów
  • Turyści na Długim Pobrzeżu, w tle północny cypel Wyspy Spichrzów
Od strony Motławy zbudujmy kopie spichlerze, ale na reszcie wyspy niech dominuje dobra, nowoczesna architektura. Kompromis w sprawie zabudowy Wyspy Spichrzów proponuje w liście otwartym Aleksander Masłowski, obywatel i pasjonat historii Gdańska
List otwarty w sprawie Wyspy Spichrzów Urzędników, Architektów, Zwolenników i Przeciwników historycznej lub nowoczesnej architektury, Obywateli Miasta Gdańska.

Szanowni Państwo,

Od lat trwa w Gdańsku prawdziwa wojna, w której ścierają się dwa podstawowe poglądy na temat sposobu zagospodarowania miejsc, które jak dotąd nie doczekały się odbudowy po tragedii 1945 r. Jedni żądają kontynuacji rekonstrukcji w formach historycznych, inni chcieliby architektury nowoczesnej, a nawet wręcz awangardowej.

W sytuacji, kiedy wkrótce ma zostać wyłoniony projekt zabudowy północnej części Wyspy Spichrzów emocje obu stronnictw zapalają się ze szczególną gwałtownością. Jedni piszą protesty i zbierają pod nimi podpisy mieszkańców Gdańska inni stanowczo kręcą głowami, odmawiając zgody na rozwiązania niezgodne z ich własną koncepcją. Dyskusja, która towarzyszy kontrowersjom zaczyna przypominać spór ideologiczny, w którym osiągnięcie porozumienia staje się niemożliwe, bowiem żadna ze stron nie chce (i w istocie nie może) ustąpić. Towarzyszą temu liczne ambicje osób i instytucji przekonanych o własnym monopolu na wiedzę, zbawienność koncepcji oraz (co już nieco śmieszne) na poczucie smaku i estetyki. Pojawiają się ataki na osoby, w zależności od poziomu konkretnej wypowiedzi, od zawoalowanych, po pozbawione elementarnych cech wypowiedzi człowieka cywilizowanego. Coraz częściej czytamy i słyszymy wyrazy "kategorycznie", "absolutnie" i "w żadnym wypadku". Czy tak powinna wyglądać debata w demokratycznym społeczeństwie? Czy zapalając się, okopując w swoich jedynie słusznych poglądach nie tracimy z oczu celu, który jednym i drugim podobno cały czas przyświeca? Celem tym powinno być zagospodarowanie tego dużego terenu w środku Gdańska, jakim jest północna część Wyspy Spichrzów w taki sposób, by następne pokolenia były z niego (a więc pośrednio z nas) dumne.

Mając nadzieję, że istnieje jednak możliwość pogodzenia się w sprawie tak ważnego dla Miasta projektu jak zagospodarowanie straszącej od dziesięcioleci ruinami Wyspy, ja, szary i nic nie znaczący w sporze wielkich obywatel, pozwalam sobie pisać ten właśnie list otwarty, który kieruję zarówno do "historystów" jak i do "modernistów"; do przeciwników i zwolenników, architektów, konserwatorów, a zwłaszcza do władz, które wybiorą zwycięski projekt. Mam przy tym pełną świadomość tego, że jednych utwierdzę nim w opinii o szkodliwości uporu zwolenników architektury historycznej (tzw. "archeoterrorystów"), inni natomiast, to jest ci, którzy żądają kategorycznie odbudowy tego co spłonęło przed ponad półwieczem, mogą mnie uznać za "zdrajcę" sprawy. Ale dość już ideologii i kwestii osobowych. Chodzi o sprawę, nie o ambicje.

To, co stało się w Gdańsku po II wojnie światowej, to prawdziwy cud. Miasto, które wojna obróciła w stertę gruzu, podniesiono z ruin, dużej jego części nadając historyczny kształt, zachowując w większości prastare (choć przetłumaczone) nazwy ulic, pilnując by nie naruszyć układu urbanistycznego, uznanego przecież w całości za zabytek podlegający ochronie. W ten sposób powstało nowe Główne Miasto, które chociaż w większości pochodzi z lat 50. XX w., to poprzez formę (a nie treść!) oddaje doskonale, na ile to w ogóle jest możliwe, charakter i atmosferę wspaniałego Gdańska. Nie tego z czasów tuż przed 1945 r., a tego z okresu jego największej świetności - tzw. "złotego wieku". Zapytam wprost: czy odbudowa tej części Miasta w formach historycznych i historycyzujących była błędem? Czy należało okolice Kościoła Mariackiego i Ratusza Głównomiejskiego zabudować blokami w stylu lat pięćdziesiątych? Czy byłoby to dla Gdańska lepsze rozwiązanie? Odpowiedź jest chyba oczywista. Nic lepszego niż to, co wówczas zadecydowano, nie mogło się zrujnowanemu historycznemu centrum Miasta przydarzyć.

A w czym tkwiła tajemnica tego niewiarygodnego, biorąc pod uwagę powojenne realia, sukcesu? W kompromisie. Jeśli zajrzymy do archiwalnych materiałów, zawierających toczącą się przed 60 laty dyskusję na temat odbudowy Gdańska, odnajdziemy spór identyczny jak ten nasz, dzisiejszy. Ówcześni adwersarze posługują się w nim tymi samymi argumentami i pseudoargumentami, które dzisiaj przeczytać możemy w gdańskiej prasie i (w znacznie większej ilości) w publikacjach i wypowiedziach w internecie. A jednak zawarto wówczas kompromis.

To nie prawda, że Gdańsk odbudowano. Gdańsk zbudowano od nowa. To samo dotyczy jego historycznej enklawy jaką jest Główne Miasto. Budynki nie wróciły do funkcji mieszczańskich siedzib, nie odbudowano też (w paroma wyjątkami) oficyn i trójtraktowych kamienic. Zawarto kompromis między dawnym a nowym. Między historycznym charakterem i bieżącymi potrzebami. Czy był to pomysł zły?

Kompromisu w sprawie Wyspy trzeba i jej i nam. Jej, by była znowu miejscem wspaniałym, by wróciła do życia, a nam, byśmy poczuli odpowiedzialność za nasze Miasto i nauczyli się pokory zarówno względem jego tysiącletniej historii, jak i co najmniej równie długiej przyszłości, która zaczyna się już jutro - każdego dnia. Dlatego też namawiam do kompromisu.

Czemu by nie zabudować Wyspy kopiami spichlerzy od strony Motławy, a w istocie budynkami które zewnętrzną formą owe spichlerze by przypominały, a reszty terenu dobrą, nowoczesną architekturą? W ten sposób wilk mógłby się nasycić, a owca pozostałaby cała. Główne Miasto otrzymałoby dopełnienie w postaci 'waterfrontu' przeciwnego brzegu Motławy, a Wyspa, pozostając Wyspą Spichrzów, zapełnić mogłaby się nowoczesnymi, a nawet awangardowymi budynkami, które świadczyłyby o postępie, dawały "świadectwo naszej epoki" i służyły wszystkim możliwym celom, jakim architektura powinna służyć. W ten sposób można by pogodzić stare z nowym, historyczne piękno, z pięknem nowoczesnym, a ponadto urodę z użytecznością.

Architekt, który zaproponuje takie właśnie, lub zbliżone rozwiązanie godzące przeszłość z przyszłością, wejdzie na zawsze do grona swoich starszych kolegów, dzięki którym Gdańsk jest miastem historycznym, dzięki którym jego centrum przypomina o wielkiej przeszłości. Architekt taki ma szansę być chwalonym zarówno przez zwolenników rekonstrukcji (którzy dostaliby swoje "spichlerze") jak i awangardy (która powstałaby zaraz za fasadami "waterfrontu" od strony Starej Motławy). Czy taką szansę można zmarnować? Czy zamiast protestów i petycji przeciw temu, czy innemu rozwiązaniu nie chcielibyśmy wszyscy móc podpisać się pod petycją popierającą taki właśnie projekt? Wyobraźmy sobie listę, na której jeden obok drugiego, podpisują się "modernista" i "archeoterrorysta".

Odbudujmy Wyspę Spichrzów tak, byśmy w jej centralnym punkcie mogli umieścić na fasadzie któregoś z budynków napis z Bramy Złotej: "Zgoda buduje nawet małe państwa, niezgoda niszczy nawet wielkie".

Czy stać nas na niezgodę?

Z wyrazami szacunku

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

  • są dobre wzory, np Stary Browar w Poznaniu guzzler 09.03.10, 07:18

    Można przecież połączyć bliską oryginałowi formę budynków z ultranowoczesnym wnętrzem, zachowując pożądany styl i estetykę a przy tym funkcjonalność wymaganą w 21 wieku.W Poznaniu udało się »

  • Kopie spichlerzy - od Motławy. Reszta dla moder... torwin7 09.03.10, 12:40

    Wszystko ok, tylko wspolczesna architektura "starzeje sie" niesamowicie szybko- przyklady warszawskie - hotel Marriot - nie tak znowu stary, a juz poprostu "zbrzydł" mieszkańcom, stał sie »