Spór konserwatora zabytków z władzami Gdańska
05.02.2010
aktualizacja: 2010-02-04 20:30
Fot. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta
- Jestem gotowy zasiąść w jury na projekt Muzeum II Wojny Światowej. Mój spór z władzami Gdańska nie dotyczy muzeum, ale przestrzegania prawa - mówi Marian Kwapiński, wojewódzki konserwator zabytków
ZOBACZ TAKŻE
- Konkurs na projekt Muzeum II Wojny Światowej był czysty (06-01-11, 14:31)
- Muzeum II Wojny Światowej. Kwapiński: Byłem prorokiem (05-09-10, 13:23)
- Muzeum II Wojny Światowej: Jak inwigilowano polski rząd (29-10-09, 20:07)
- Umieścili Wałęsę w... Muzeum II Wojny Światowej (FILM) (27-10-09, 11:43)
- Muzeum II Wojny Światowej. Zobacz projekt Belgów (25-10-09, 11:59)
- Pierwsza wystawa Muzeum II Wojny Światowej (12-08-09, 19:36)
- Rusza Muzeum II Wojny Światowej (02-12-08, 10:44)
- Gdańsk: Co z muzeum II wojny światowej (11-06-08, 20:17)
- Tusk z Merkel o muzeum II wojny światowej (06-06-08, 17:50)
- W końcu ruszy budowa mostu w Kwidzynie, bliżej do A1 (14-02-10, 19:54)
- Wojna o parametry Muzeum II Wojny Światowej (26-01-10, 20:00)
- Muzeum II Wojny Światowej: oceń to sam (06-01-10, 20:37)
SERWISY
Sławomir Sowula: Jest Pan hamulcowym inwestycji w Gdańsku?
Marian Kwapiński - (śmiech) Taka moja rola.
Wiceprezydent Gdańska Wiesław Bielawski mówi, że problem z Panem to nie tylko spór wokół działki, na której ma stanąć Muzeum II Wojny Światowej. Tam nie zgadza się Pan na ustalenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Bielawski zarzuca Panu, też że to co z panem uzgadnia nie znajduje odbicia w dokumentach, które Pan potem wydaje.
- Jakieś przykłady?
Budynek przychodni przy dworcu PKP, czy też zagospodarowanie środkowej Wyspy Spichrzów.
- W przypadku przychodni Pan prezydent Bielawski nie reaguje na to, co zostało mu powiedziane w obecności Generalnego Konserwatora Zabytków. Że zgody na takie zabudowanie tej działki, jak by sobie życzył właściciel, nigdy nie było. Ale jak przyszło do decyzji miasta, to wyszło w niej kompletnie coś innego, niż to co było powiedziane w obecności GKZ. Środkowa część Wyspy Spichrzów? Tu inwestor chciałby, żeby powstała megastruktura na miejscu czterech historycznych kwartałów ulic, które byłyby zaznaczone tylko w jej elewacji. Nie mogę się na to zgodzić. Przerabialiśmy to na przykładzie Medisona. Miały być zaznaczone uliczki, a jest wielka buda. I ta sprawa też była omawiana w obecności Generalnego Konserwatora i prezydenta Pawła Adamowicza. Powracanie do niej świadczy, że nie ma woli konsensusu. Jest co najmniej hipokryzja. Inwestorzy nie mogą ignorować starych układów urbanistycznych. To nie chimera, zła wola konserwatora.
Nie uzgodnił pan planu zagospodarowania przestrzennego dotyczącego działki, gdzie ma stanąć Muzeum II Wojny Światowej, a teraz Pan idzie z nim do sądu.
- Administracyjna wpadka. Przyznaję. To jednak pół argumentu. Drugie pół jest takie, że plan nie wpłynął do mnie w postaci, jakiej prawo wymaga. Nie było na przykład analizy oddziaływania na środowisko.
Bielawski uspokaja, że nie powstanie nic paskudnego. Apeluje by zaufać jury w zacnym międzynarodowym składzie. Pan zaufa?
- Tak. Moją intencją przy oprotestowywaniu obecnego planu było przede wszystkim pokazanie, że jest niezgodny z prawem. Jestem przeciwko niemu, a nie muzeum. To dwie różne rzeczy. Konflikt nie dotyczy Muzeum.
Prezydent Bielawski nieśmiało proponuje, żeby wszedł Pan do jury, które będzie oceniać projekty budynku Muzeum...
- Nie ma problemu, jeśli mnie zaproszą. Jestem w jury konkursu na zagospodarowanie Wyspy Spichrzów. Tam właśnie ma być najpierw konkurs, a potem plan. To dobra droga. Bo tam większość z urzędem konserwatora jest uzgodnione. Mam w tym jury weryfikować napływające na konkurs projekty pod kątem tych uzgodnień.
Skoro Muzeum jest bezpieczne, to co się Pan czepia?
- Podgrzewanie mojego sporu z miastem wokół Muzeum ma odwrócić uwagę od istotnego problemu. Chodzi o zabudowę przez dewelopera dwóch trzecich terenu objętych tym spornym planem. W 2007 roku deweloper [Invest Komfort - red.] ogłosił konkurs architektoniczny na zagospodarowanie, w którym projektantom zakazał kierowania się wymogami konserwatorskimi. W tym czasie był tam plan miejscowy. Inny niż ustalony teraz. Założył więc, że ten plan będzie zmieniany. Konkurs został rozstrzygnięty - zakładał budowę kanału wewnątrz tego obszaru. Projektanci zorientowali się jednak, że jak konserwator nie zaakceptuje wyników, to nie zrealizują tego projektu. I po kilku spotkaniach z nami uznali, że nie będzie tam kanału, ale fontanna. Inwestor o tych ustaleniach wiedział.
To skąd w uchwalonym planie kanał i możliwość budowy 60-metrowego wieżowca?
- Inwestor postanowił to przeforsować. Byłem zaskoczony, kiedy wiosną 2009 roku wpłynął do mnie plan z "kanałem i wieżowcem". Z pełną premedytacją był zmieniony. Dziwiłem się dlaczego, skoro wzbudzał również wątpliwości w komisjach Rady Miasta. A na samej Radzie Miasta, kiedy był uchwalany, niektórzy radni PO podnieśli sprzeciw. Skończyło się na tym, że Bielawski podał do sądu, któregoś z nich. Forsowanie takiego planu jest ewidentne.
W imię czego?
- W imię interesu dewelopera. To jasne, a interes dewelopera leży w tym, ile powierzchni uda się wygospodarować na danej działce. To jest zupełnie inny interes niż interes niż mieszkańców Gdańska.
Zastanawiam się dlaczego Pan się tak opiera? Wojewoda przecież zaakceptował plan...Odpuść Pan...wywalą Pana
- Muszę iść do sądu. Sąd nie będzie dywagował nad racjami urbanistycznymi, ale czy uchwalenie planu jest zgodne z prawem. A jeżeli uzna, że nie i sprawa trafi do prokuratury, to prokurator mnie zapyta, dlaczego uzgodnił coś Pan, co jest niezgodne z prawem. Lepiej niech mnie wywalą. Wrócę sobie do mojej naukowej partaninki. Obejmując stanowisko, myślałem, że będę mógł dalej ją wykonywać po godzinach, bo to przecież urząd, regularne godziny pracy. Ale gdzie tam. Nie dość, że nie wykonuję partaninki, to jeszcze iluś książek nie przeczytałem, które powinienem.
Marian Kwapiński - (śmiech) Taka moja rola.
Wiceprezydent Gdańska Wiesław Bielawski mówi, że problem z Panem to nie tylko spór wokół działki, na której ma stanąć Muzeum II Wojny Światowej. Tam nie zgadza się Pan na ustalenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Bielawski zarzuca Panu, też że to co z panem uzgadnia nie znajduje odbicia w dokumentach, które Pan potem wydaje.
- Jakieś przykłady?
Budynek przychodni przy dworcu PKP, czy też zagospodarowanie środkowej Wyspy Spichrzów.
- W przypadku przychodni Pan prezydent Bielawski nie reaguje na to, co zostało mu powiedziane w obecności Generalnego Konserwatora Zabytków. Że zgody na takie zabudowanie tej działki, jak by sobie życzył właściciel, nigdy nie było. Ale jak przyszło do decyzji miasta, to wyszło w niej kompletnie coś innego, niż to co było powiedziane w obecności GKZ. Środkowa część Wyspy Spichrzów? Tu inwestor chciałby, żeby powstała megastruktura na miejscu czterech historycznych kwartałów ulic, które byłyby zaznaczone tylko w jej elewacji. Nie mogę się na to zgodzić. Przerabialiśmy to na przykładzie Medisona. Miały być zaznaczone uliczki, a jest wielka buda. I ta sprawa też była omawiana w obecności Generalnego Konserwatora i prezydenta Pawła Adamowicza. Powracanie do niej świadczy, że nie ma woli konsensusu. Jest co najmniej hipokryzja. Inwestorzy nie mogą ignorować starych układów urbanistycznych. To nie chimera, zła wola konserwatora.
Nie uzgodnił pan planu zagospodarowania przestrzennego dotyczącego działki, gdzie ma stanąć Muzeum II Wojny Światowej, a teraz Pan idzie z nim do sądu.
- Administracyjna wpadka. Przyznaję. To jednak pół argumentu. Drugie pół jest takie, że plan nie wpłynął do mnie w postaci, jakiej prawo wymaga. Nie było na przykład analizy oddziaływania na środowisko.
Bielawski uspokaja, że nie powstanie nic paskudnego. Apeluje by zaufać jury w zacnym międzynarodowym składzie. Pan zaufa?
- Tak. Moją intencją przy oprotestowywaniu obecnego planu było przede wszystkim pokazanie, że jest niezgodny z prawem. Jestem przeciwko niemu, a nie muzeum. To dwie różne rzeczy. Konflikt nie dotyczy Muzeum.
Prezydent Bielawski nieśmiało proponuje, żeby wszedł Pan do jury, które będzie oceniać projekty budynku Muzeum...
- Nie ma problemu, jeśli mnie zaproszą. Jestem w jury konkursu na zagospodarowanie Wyspy Spichrzów. Tam właśnie ma być najpierw konkurs, a potem plan. To dobra droga. Bo tam większość z urzędem konserwatora jest uzgodnione. Mam w tym jury weryfikować napływające na konkurs projekty pod kątem tych uzgodnień.
Skoro Muzeum jest bezpieczne, to co się Pan czepia?
- Podgrzewanie mojego sporu z miastem wokół Muzeum ma odwrócić uwagę od istotnego problemu. Chodzi o zabudowę przez dewelopera dwóch trzecich terenu objętych tym spornym planem. W 2007 roku deweloper [Invest Komfort - red.] ogłosił konkurs architektoniczny na zagospodarowanie, w którym projektantom zakazał kierowania się wymogami konserwatorskimi. W tym czasie był tam plan miejscowy. Inny niż ustalony teraz. Założył więc, że ten plan będzie zmieniany. Konkurs został rozstrzygnięty - zakładał budowę kanału wewnątrz tego obszaru. Projektanci zorientowali się jednak, że jak konserwator nie zaakceptuje wyników, to nie zrealizują tego projektu. I po kilku spotkaniach z nami uznali, że nie będzie tam kanału, ale fontanna. Inwestor o tych ustaleniach wiedział.
To skąd w uchwalonym planie kanał i możliwość budowy 60-metrowego wieżowca?
- Inwestor postanowił to przeforsować. Byłem zaskoczony, kiedy wiosną 2009 roku wpłynął do mnie plan z "kanałem i wieżowcem". Z pełną premedytacją był zmieniony. Dziwiłem się dlaczego, skoro wzbudzał również wątpliwości w komisjach Rady Miasta. A na samej Radzie Miasta, kiedy był uchwalany, niektórzy radni PO podnieśli sprzeciw. Skończyło się na tym, że Bielawski podał do sądu, któregoś z nich. Forsowanie takiego planu jest ewidentne.
W imię czego?
- W imię interesu dewelopera. To jasne, a interes dewelopera leży w tym, ile powierzchni uda się wygospodarować na danej działce. To jest zupełnie inny interes niż interes niż mieszkańców Gdańska.
Zastanawiam się dlaczego Pan się tak opiera? Wojewoda przecież zaakceptował plan...Odpuść Pan...wywalą Pana
- Muszę iść do sądu. Sąd nie będzie dywagował nad racjami urbanistycznymi, ale czy uchwalenie planu jest zgodne z prawem. A jeżeli uzna, że nie i sprawa trafi do prokuratury, to prokurator mnie zapyta, dlaczego uzgodnił coś Pan, co jest niezgodne z prawem. Lepiej niech mnie wywalą. Wrócę sobie do mojej naukowej partaninki. Obejmując stanowisko, myślałem, że będę mógł dalej ją wykonywać po godzinach, bo to przecież urząd, regularne godziny pracy. Ale gdzie tam. Nie dość, że nie wykonuję partaninki, to jeszcze iluś książek nie przeczytałem, które powinienem.
- 25 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Spór konserwatora zabytków z władzami Gdańska
haselback
06.02.10, 17:08
Dziwne, przy Szafarni, Waterline czy Symfoni Residence konserwa się nie okopywał i powstały całkiem ciekawe, nowe inwestycje. I co najważniejsze bez styropianu i ślepego naśladownictwa »
Najczęściej czytane24 htydzień




