Nowy pomysł dla stoczni: specjalna strefa ekonomiczna
21.01.2010
aktualizacja: 2010-01-20 21:29
Specjalna strefa ekonomiczna - to pomysł na ożywienie terenów po Stoczni Gdynia. Chcą jej przedsiębiorcy, związkowcy i lokalni politycy. Decyzja w rękach rządu
SONDAŻ
O włączeniem obszarów po Stoczni Gdynia do Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej stara się prezes strefy Teresa Kamińska. - Rozmawiałam dwa dni temu z przedsiębiorcami, którzy kupili na licytacjach majątek stoczni. Są zainteresowani. Działanie w ramach strefy byłoby dla nich korzystne przede wszystkim z powodu odpisów od podatku dochodowego - tłumaczy Kamińska.
Pomysł podoba się Konradowi Jaskule, prezesowi giełdowego koncernu Polimeks. Poprzez swoją spółkę córkę, czyli Energomontaż Północ, jego grupa wchodzi na tereny postoczniowe.
- Zaczynamy zdobywać rynek zamówień ze strony elektrowni jądrowych na duże elementy konstrukcyjne. Dzięki korzyściom podatkowym płynącym ze strefy można by w Gdyni stworzyć w ciągu kilku lat silny ośrodek produkcyjny w tej dziedzinie, z wystarczającą renomą, by mógł wziąć udział w budowie polskich elektrowni jądrowych. Powstałoby przy tej okazji co najmniej 150 nowych miejsc pracy. To chyba dobre uzasadnienie, by przekonać do tego pomysłu rząd - uważa Jaskuła.
Pomysł popiera też marszałek województwa Jan Kozłowski (PO): - Będziemy lobbować za tym rozwiązaniem.
Podstawowy atut strefy to ulgi od podatku dochodowego dla firm. Dlatego szybka zgoda rządu nie jest oczywista. - Potrzebujemy zrozumienia ze strony ministra finansów. Wiadomo: w związku z kryzysem pilnuje on dochodów budżetu - wyjaśnia Kamińska. - Jednak z drugiej strony przez jakieś dwa lata przedsiębiorcy w stoczniowej strefie i tak by inwestowali, a zyski, od których normalnie płaciliby podatki, pojawiłyby się dopiero później. Tak więc przez najbliższe dwa lata na rozszerzeniu naszej strefy o tereny stoczniowe budżet i tak nic nie straci.
O tym, jak przekonać rząd do utworzenia strefy, wczoraj w Warszawie rozmawiali szef stoczniowej Solidarności Dariusz Adamski i szef doradców premiera Donalda Tuska Michał Boni. - Argumentów za utworzeniem strefy jest wystarczająco dużo. Minister jest na ten pomysł otwarty, oczekuje tylko, byśmy przedstawili mu gotowe rozwiązania. I właśnie takie rozwiązania musimy tu na miejscu wypracować - relacjonował Dariusz Adamski.
Na razie jedynym kompleksowym rządowym rozwiązaniem był program zamknięcia stoczni. Rząd wydał kilkaset milionów złotych na odprawy dla blisko 4 tys. stoczniowców i na poszukiwania dla nich pracy. Jednak na razie program ten oceniany jest przez samych stoczniowców jako mało skuteczny.
Nie wypalił również rządowy pomysł przejęcia stoczni przez inwestora z Kataru.
Na późniejszych licytacjach podzielony na drobne kawałki zakład wykupiły głównie trójmiejskie spółki z branży stoczniowej (m.in. gdyńska Stocznia Nauta i gdańska Stocznia Crist). Planują przenieść do Gdyni działalność, którą do tej pory prowadziły w innych miejscach. Niestety na rynku produkcji statków trwa dekoniunktura, więc nie ma mowy o zatrudnieniu nowych pracowników. Na razie nie ma też żadnych planów kooperacji - każda z firm planuje prowadzić na terenie stoczni swoją działalność.
Na gospodarza wciąż czeka serce stoczni - ogromny suchy dok, bez którego produkcja w Gdyni większych statków jest niemożliwa. Jego cena wywoławcza w ubiegłorocznych licytacjach przekroczyła 100 mln zł. Okazało się, że jest zbyt wysoka, jak na aktualne możliwości firm z branży.
Ale brak sprzedaży doku nie wyklucza jego wykorzystywania - Roman Faruga, pełnomocnik zarządcy kompensacji Stoczni Gdynia prowadzonej pod kontrolą Agencji Rozwoju Przemysłu, chce ogłosić konkurs na dzierżawcę doku. Być może korzystać będzie mogło z niego kilka firm jednocześnie.
Pomysł podoba się Konradowi Jaskule, prezesowi giełdowego koncernu Polimeks. Poprzez swoją spółkę córkę, czyli Energomontaż Północ, jego grupa wchodzi na tereny postoczniowe.
- Zaczynamy zdobywać rynek zamówień ze strony elektrowni jądrowych na duże elementy konstrukcyjne. Dzięki korzyściom podatkowym płynącym ze strefy można by w Gdyni stworzyć w ciągu kilku lat silny ośrodek produkcyjny w tej dziedzinie, z wystarczającą renomą, by mógł wziąć udział w budowie polskich elektrowni jądrowych. Powstałoby przy tej okazji co najmniej 150 nowych miejsc pracy. To chyba dobre uzasadnienie, by przekonać do tego pomysłu rząd - uważa Jaskuła.
Pomysł popiera też marszałek województwa Jan Kozłowski (PO): - Będziemy lobbować za tym rozwiązaniem.
Podstawowy atut strefy to ulgi od podatku dochodowego dla firm. Dlatego szybka zgoda rządu nie jest oczywista. - Potrzebujemy zrozumienia ze strony ministra finansów. Wiadomo: w związku z kryzysem pilnuje on dochodów budżetu - wyjaśnia Kamińska. - Jednak z drugiej strony przez jakieś dwa lata przedsiębiorcy w stoczniowej strefie i tak by inwestowali, a zyski, od których normalnie płaciliby podatki, pojawiłyby się dopiero później. Tak więc przez najbliższe dwa lata na rozszerzeniu naszej strefy o tereny stoczniowe budżet i tak nic nie straci.
O tym, jak przekonać rząd do utworzenia strefy, wczoraj w Warszawie rozmawiali szef stoczniowej Solidarności Dariusz Adamski i szef doradców premiera Donalda Tuska Michał Boni. - Argumentów za utworzeniem strefy jest wystarczająco dużo. Minister jest na ten pomysł otwarty, oczekuje tylko, byśmy przedstawili mu gotowe rozwiązania. I właśnie takie rozwiązania musimy tu na miejscu wypracować - relacjonował Dariusz Adamski.
Na razie jedynym kompleksowym rządowym rozwiązaniem był program zamknięcia stoczni. Rząd wydał kilkaset milionów złotych na odprawy dla blisko 4 tys. stoczniowców i na poszukiwania dla nich pracy. Jednak na razie program ten oceniany jest przez samych stoczniowców jako mało skuteczny.
Nie wypalił również rządowy pomysł przejęcia stoczni przez inwestora z Kataru.
Na późniejszych licytacjach podzielony na drobne kawałki zakład wykupiły głównie trójmiejskie spółki z branży stoczniowej (m.in. gdyńska Stocznia Nauta i gdańska Stocznia Crist). Planują przenieść do Gdyni działalność, którą do tej pory prowadziły w innych miejscach. Niestety na rynku produkcji statków trwa dekoniunktura, więc nie ma mowy o zatrudnieniu nowych pracowników. Na razie nie ma też żadnych planów kooperacji - każda z firm planuje prowadzić na terenie stoczni swoją działalność.
Na gospodarza wciąż czeka serce stoczni - ogromny suchy dok, bez którego produkcja w Gdyni większych statków jest niemożliwa. Jego cena wywoławcza w ubiegłorocznych licytacjach przekroczyła 100 mln zł. Okazało się, że jest zbyt wysoka, jak na aktualne możliwości firm z branży.
Ale brak sprzedaży doku nie wyklucza jego wykorzystywania - Roman Faruga, pełnomocnik zarządcy kompensacji Stoczni Gdynia prowadzonej pod kontrolą Agencji Rozwoju Przemysłu, chce ogłosić konkurs na dzierżawcę doku. Być może korzystać będzie mogło z niego kilka firm jednocześnie.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień









