Klątwa Wyspy Spichrzów trwa
2009-08-26
aktualizacja: 2009-08-27 11:07
Fot. Kamil Gozdan / AG
Co z hiszpańską inwestycją na Wyspie Spichrzów? Prezes firmy Labaro odpowiada "Gazecie": "W Hiszpanii mawiamy, że mężczyzna nosi spodnie i dotrzymuje słowa". Nic nie wskazuje jednak, że budowa w końcu ruszy
ZOBACZ TAKŻE
- Wyspa Spichrzów (18-02-07, 19:19)
- Drugorzędna architektura na Wyspie Spichrzów (12-05-10, 08:00)
- Jaka Wyspa Spichrzów? Pokłosie konkursu (09-05-10, 10:00)
- Jaka Wyspa? Prof. Omilanowska: Nie dajmy się zwariować (07-05-10, 07:00)
- Kopie spichlerzy - od Motławy. Reszta dla modernistów (09-03-10, 06:00)
- Północny cypel Wyspy Spichrzów (26-08-09, 21:06)
- Krauze zbuduje Wyspę Spichrzów (05-08-09, 21:13)
- Bestie z Wyspy Spichrzów (07-04-08, 16:17)
- Ożywić Wyspę Spichrzów i Motławę (12-08-04, 00:00)
RAPORTY
SERWISY
SONDAŻ
Wyspa, która mogłaby być wizytówką Gdańska pozostaje niezagospodarowana od II wojny. W reprezentacyjnym centrum miasta wciąż straszą ruiny. Na początku sierpnia spółka Polnord uzyskała od miasta wyłączność na negocjacje szczegółów zagospodarowania północnego cypla wyspy. Gdańsk i Polnord zamierzają powołać spółkę, do której gmina przekaże działkę, a budowę i finansowanie zapewni deweloper (szczegóły - patrz ramka).
Ale nawet jeśli powiodą się te plany, problem wyspy nie zostanie całkowicie rozwiązany. 7 tys. mkw. przy wjeździe na jej północny cypel należy do spółek, których hiszpańscy właściciele popadli w miliardowe długi. Cztery lata temu za 17 mln zł teren wykupił hiszpański gigant budowlany Martinsa-Fadesa, za pośrednictwem spółki powiązanej z innym potentatem w tej branży, Grupą Labaro . Formalnie nabywcą został Iberinvest, firma zarejestrowana w mieszkaniu w Sopocie. Na wyspie miały powstać apartamenty i hotele. Krach na hiszpańskim rynku nieruchomości spowodował, że wierzyciele zapukali do drzwi Martinsy-Fadesy i Labaro.
Przed kilkunastoma dniami spytaliśmy hiszpańskich właścicieli Iberinvestu o plany związane z ich działką, a w komentarzu redakcyjnym postulowaliśmy, aby sprzedali ziemię, jeśli nie mają planów budowy. Wysłaliśmy też pytania do hiszpańskiej centrali Labaro.
Wczoraj prezes Julio Mateo przysłał odpowiedź. Przyznaje, że przez kłopoty firmy, pod koniec lipca jej udziały przejęła wolna od zobowiązań spółka-córka Fortalia Investment Group. "Nadal stawiamy na Gdańsk! Mamy tu bowiem wiele bardzo interesujących nieruchomości" - zapewnia Mateo. Ale na konkretne pytania nie odpowiada już tak optymistycznie. O wstrzymanie inwestycji oskarża banki: "prowadziliśmy negocjacje z większością banków w Polsce, ale ograniczyły one finansowanie".
Zdaniem prezesa, wyspa nadal straszy z winy władz Gdańska, bo kilka lat temu nie stworzyły warunków na jej zagospodarowanie. "Wtedy nikomu nie śnił się obecny kryzys, zaś banki ścigały się o możliwość finansowania takich projektów. Zagospodarowanie tej części miasta byłoby dziś już zakończone, a powstałe obiekty oddane do użytku" - uważa Julio Mateo.
Szef Labaro krytykuje też konkurs na zagospodarowanie wyspy rozpisany przed laty przez gminę, który "uniemożliwiał jakikolwiek sensowny projekt biznesowy". "Wszyscy poważni deweloperzy - w tym polscy - wycofali się z tego konkursu, pomimo ówczesnego boom'u nieruchomościowego" - pisze Mateo. - "A więc to nie inwestorzy zawinili, tylko organizatorzy konkursu. Później mieliśmy początek kryzysu na rynku nieruchomości i absolutnie antybiznesowe stanowisko konserwatora zabytków w kilku kluczowych sprawach".
Marcin Tymiński, rzecznik wojewódzkiego konserwatora: - Konserwator nie jest od robienia biznesu, a tego, krótko mówiąc, żeby budka z kebabami nie stanęła w środku historycznego miejsca.
Czy Labaro wciąż chce budować coś na wyspie? "Tak, ale najpierw musimy się dowiedzieć, jaką umowę zawarła gmina z Polnordem" - pisze prezes hiszpańskiej firmy.
A co i kiedy tam powstanie? "To, na co pozwoli nam nowy miejscowy plan zagospodarowania" - deklaruje Mateo. - "Nie da się niczego sensownie zaprojektować bez znajomości planu, a plan - w sensownych granicach - musi uwzględniać m.in. oczekiwania konkretnego inwestora. Tak jest na całym świecie w odniesieniu do podobnych projektów".
Na koniec prezes Labaro jednak przyznaje, że jego firma jest gotowa wycofać się z Wyspy Spichrzów. - Uchwalenie planu oraz warunki zagospodarowania będą podstawą naszej decyzji czy pozostaniemy na wyspie, czy nie" - ocenia. Pytany, czy jego firma jest gotowa odsprzedać działkę na wyspie deklaruje: "W żadnym wypadku nie będziemy bojkotować ani utrudniać w tej sprawie działań miastu".
Ale nawet jeśli powiodą się te plany, problem wyspy nie zostanie całkowicie rozwiązany. 7 tys. mkw. przy wjeździe na jej północny cypel należy do spółek, których hiszpańscy właściciele popadli w miliardowe długi. Cztery lata temu za 17 mln zł teren wykupił hiszpański gigant budowlany Martinsa-Fadesa, za pośrednictwem spółki powiązanej z innym potentatem w tej branży, Grupą Labaro . Formalnie nabywcą został Iberinvest, firma zarejestrowana w mieszkaniu w Sopocie. Na wyspie miały powstać apartamenty i hotele. Krach na hiszpańskim rynku nieruchomości spowodował, że wierzyciele zapukali do drzwi Martinsy-Fadesy i Labaro.
Przed kilkunastoma dniami spytaliśmy hiszpańskich właścicieli Iberinvestu o plany związane z ich działką, a w komentarzu redakcyjnym postulowaliśmy, aby sprzedali ziemię, jeśli nie mają planów budowy. Wysłaliśmy też pytania do hiszpańskiej centrali Labaro.
Wczoraj prezes Julio Mateo przysłał odpowiedź. Przyznaje, że przez kłopoty firmy, pod koniec lipca jej udziały przejęła wolna od zobowiązań spółka-córka Fortalia Investment Group. "Nadal stawiamy na Gdańsk! Mamy tu bowiem wiele bardzo interesujących nieruchomości" - zapewnia Mateo. Ale na konkretne pytania nie odpowiada już tak optymistycznie. O wstrzymanie inwestycji oskarża banki: "prowadziliśmy negocjacje z większością banków w Polsce, ale ograniczyły one finansowanie".
Zdaniem prezesa, wyspa nadal straszy z winy władz Gdańska, bo kilka lat temu nie stworzyły warunków na jej zagospodarowanie. "Wtedy nikomu nie śnił się obecny kryzys, zaś banki ścigały się o możliwość finansowania takich projektów. Zagospodarowanie tej części miasta byłoby dziś już zakończone, a powstałe obiekty oddane do użytku" - uważa Julio Mateo.
Szef Labaro krytykuje też konkurs na zagospodarowanie wyspy rozpisany przed laty przez gminę, który "uniemożliwiał jakikolwiek sensowny projekt biznesowy". "Wszyscy poważni deweloperzy - w tym polscy - wycofali się z tego konkursu, pomimo ówczesnego boom'u nieruchomościowego" - pisze Mateo. - "A więc to nie inwestorzy zawinili, tylko organizatorzy konkursu. Później mieliśmy początek kryzysu na rynku nieruchomości i absolutnie antybiznesowe stanowisko konserwatora zabytków w kilku kluczowych sprawach".
Marcin Tymiński, rzecznik wojewódzkiego konserwatora: - Konserwator nie jest od robienia biznesu, a tego, krótko mówiąc, żeby budka z kebabami nie stanęła w środku historycznego miejsca.
Czy Labaro wciąż chce budować coś na wyspie? "Tak, ale najpierw musimy się dowiedzieć, jaką umowę zawarła gmina z Polnordem" - pisze prezes hiszpańskiej firmy.
A co i kiedy tam powstanie? "To, na co pozwoli nam nowy miejscowy plan zagospodarowania" - deklaruje Mateo. - "Nie da się niczego sensownie zaprojektować bez znajomości planu, a plan - w sensownych granicach - musi uwzględniać m.in. oczekiwania konkretnego inwestora. Tak jest na całym świecie w odniesieniu do podobnych projektów".
Na koniec prezes Labaro jednak przyznaje, że jego firma jest gotowa wycofać się z Wyspy Spichrzów. - Uchwalenie planu oraz warunki zagospodarowania będą podstawą naszej decyzji czy pozostaniemy na wyspie, czy nie" - ocenia. Pytany, czy jego firma jest gotowa odsprzedać działkę na wyspie deklaruje: "W żadnym wypadku nie będziemy bojkotować ani utrudniać w tej sprawie działań miastu".
Polecamy - największe centrum biurowe w metropolii powstanie koło Hali Olivii
- 27 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
Klątwa Wyspy Spichrzów trwa
andykon
28.08.09, 08:13
popieram koserwatora zabytkow.pozd.»
Najczęściej czytane24 htydzień




