Chirurdzy z Gdańska walczą o robota Da Vinci
22.04.2010
aktualizacja: 2010-04-22 09:33
Fot. Jacek Lagowski / AG
Nazywa się Da Vinci, a wyprodukowano go na zamówienie Pentagonu. O takie właśnie urządzenie usilnie zabiegają kierownicy ośmiu klinik zabiegowych Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku
ZOBACZ TAKŻE
- Pomorski NFZ. Dyrektor Kawińska: Niczego nie żałuję (25-06-10, 07:00)
- Szpital Morski w Gdyni gotowy na przeszczepy serca (13-05-10, 07:00)
- Dentyści muszę zwrócić Unii europejskiej dotację (11-05-10, 09:30)
- Mamy PET. Żeby walkę z rakiem zaczynać szybciej (04-05-10, 19:00)
- NFZ odkryło, że nielegalnie płaci za EKG przez telefon (04-05-10, 09:57)
- Pył z wulkanu nad Trójmiastem. Co będzie jak opadnie? (16-04-10, 14:07)
- Czy Gdańsk potrzebuje dwóch poradni dla palaczy (09-04-10, 07:00)
- Urodzić dziecko w Sopocie? Są chętni na budowę szpitala (05-04-10, 17:03)
- Ciężarna z odpinanym brzuchem uczy odbierać poród (23-03-10, 23:00)
- Supernowoczesny gdański PET czeka na Amerykanów (22-03-10, 22:42)
- Pomorze: pogotowie lotnicze ma super nowoczesny śmigłowiec (15-03-10, 18:50)
- Pomorskie zdrowie dostało milionowy zastrzyk z Unii (05-03-10, 22:38)
- W 2010 trudniej się dostać do lekarzy specjalistów (08-02-10, 06:00)
SERWISY
Barierą jest jego cena - ponad 5 mln zł. Szansą - środki z UE trafiające do Polski w ramach programów operacyjnych. O zakup robota Da Vinci od kilku lat stara się również Szpital Specjalistyczny w Wejherowie. Pracujący w tych ośrodkach chirurdzy są nim jednakowo zafascynowani - donosi Polska Dziennik Bałtycki.
- Wbrew temu co myślą pacjenci, robot nie wyręcza chirurga, a tylko mu pomaga - tłumaczy prof. Witold Rzyman, szef Kliniki Torakochirurgii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. - Operacje przeprowadzane z jego użyciem cechują się niezwykłą precyzją i małą inwazyjnością. Do chorych narządów dostaje się przez 1-2-centymetrowe nacięcia, bez rozcinania klatki piersiowej i żeber.
To bardzo ważne, bo pacjenci kierowani na operacje nie godzą się już na rozległe cięcia, długotrwałe gojenie, szpecące blizny i wielotygodniowe zwolnienia lekarskie. - Da Vinci to prawdziwa rewolucja w chirurgii nowotworów - twierdzi prof. Janusz Jaśkiewicz, kierownik Kliniki Chirurgii Onkologicznej w UCK.
Da Vinci posiada trzy lub cztery zrobotyzowane elektromechaniczne ramiona, z których dwa lub trzy są wyposażone w narzędzia chirurgiczne. Dzięki nim sięgnie tam, gdzie ręka chirurga nie ma dostępu, np. do narządów położonych w śródpiersiu. Na dodatek wnętrze człowieka pokazuje w trójwymiarze, a więc takie, jakie jest ono w rzeczywistości.
- Przy usuwania guza prostaty nie pozwoli przeciąć naczyń krwionośnych czy nerwów - dodaje dr Marcin Matuszewski z Kliniki Urologii. - Operacja jest więc dla chorego jeszcze bardziej bezpieczna. Pacjenci z rakiem prostaty w USA początkowo nieufnie podchodzili do tej metody, dziś chcą być operowani tylko z użyciem robota. W Europie pomaga chirurgom już 250 robotów, w tym w Czechach - 9, w Rosji - 6, w Rumuni - 4. Pomorze byłoby pierwszym regionem w Polsce, które miałoby takie urządzenie.
- Robot figurował w planach zakupów wyposażenia ze środków budżetowych dla nowego szpitala uniwersyteckiego, Centrum Medycyny Inwazyjnej - tłumaczy profesor Witold Rzyman. - Wybudowano nawet dla niego specjalną salę. Niestety, ze względu na finansowy kryzys został z tych planów wykreślony.
Szefowie klinik zabiegowych w UCK postanowili więc sami znaleźć pieniądze na ten zakup.
- Wbrew temu co myślą pacjenci, robot nie wyręcza chirurga, a tylko mu pomaga - tłumaczy prof. Witold Rzyman, szef Kliniki Torakochirurgii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. - Operacje przeprowadzane z jego użyciem cechują się niezwykłą precyzją i małą inwazyjnością. Do chorych narządów dostaje się przez 1-2-centymetrowe nacięcia, bez rozcinania klatki piersiowej i żeber.
To bardzo ważne, bo pacjenci kierowani na operacje nie godzą się już na rozległe cięcia, długotrwałe gojenie, szpecące blizny i wielotygodniowe zwolnienia lekarskie. - Da Vinci to prawdziwa rewolucja w chirurgii nowotworów - twierdzi prof. Janusz Jaśkiewicz, kierownik Kliniki Chirurgii Onkologicznej w UCK.
Da Vinci posiada trzy lub cztery zrobotyzowane elektromechaniczne ramiona, z których dwa lub trzy są wyposażone w narzędzia chirurgiczne. Dzięki nim sięgnie tam, gdzie ręka chirurga nie ma dostępu, np. do narządów położonych w śródpiersiu. Na dodatek wnętrze człowieka pokazuje w trójwymiarze, a więc takie, jakie jest ono w rzeczywistości.
- Przy usuwania guza prostaty nie pozwoli przeciąć naczyń krwionośnych czy nerwów - dodaje dr Marcin Matuszewski z Kliniki Urologii. - Operacja jest więc dla chorego jeszcze bardziej bezpieczna. Pacjenci z rakiem prostaty w USA początkowo nieufnie podchodzili do tej metody, dziś chcą być operowani tylko z użyciem robota. W Europie pomaga chirurgom już 250 robotów, w tym w Czechach - 9, w Rosji - 6, w Rumuni - 4. Pomorze byłoby pierwszym regionem w Polsce, które miałoby takie urządzenie.
- Robot figurował w planach zakupów wyposażenia ze środków budżetowych dla nowego szpitala uniwersyteckiego, Centrum Medycyny Inwazyjnej - tłumaczy profesor Witold Rzyman. - Wybudowano nawet dla niego specjalną salę. Niestety, ze względu na finansowy kryzys został z tych planów wykreślony.
Szefowie klinik zabiegowych w UCK postanowili więc sami znaleźć pieniądze na ten zakup.
- 5 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Chirurdzy z Gdańska walczą o robota Da Vinci
michal24gda
22.04.10, 10:39
Co za bezsens!!! Kupują zabawkę za 5 mln!! Do roboty bo kolejki sie wydłużają a nie 5 mln na gadgety wydawać. Ludzie ciężko pracują na te 5 mln.»
Najczęściej czytane24 htydzień




