Aptekarze: NFZ odrzuci receptę - będzie gorąco!

Alicja Katarzyńska
04.01.2012 aktualizacja: 2012-01-04 10:10
A A A Drukuj
Apteka Gemini w Gdańsku Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta
Jeśli chociaż jedna recepta z tych, które teraz realizujemy, zostanie zakwestionowana przez pomorski NFZ, może być gorąco - ostrzega Paweł Chrzan, wiceprezes Okręgowej Izby Aptekarskiej w Gdańsku
SERWISY
Alicja Katarzyńska: Ile recept w pomorskich aptekach ma pieczątkę "Refundacja do decyzji NFZ"?

Paweł Chrzan: Zauważalna ilość, około 70 proc. wszystkich recept.

Czy farmaceuci dostali z izb aptekarskich wytyczne, jak realizować te recepty?

- Jeśli recepta ma pieczątkę, ale jest wypełniona poprawnie, realizujemy bez żadnych przeszkód. Jeśli jest pieczątka i nie ma numeru oddziału NFZ albo lekarz nie określił stopnia refundacji, farmaceuta może w niektórych przypadkach sam dopisać potrzebne informacje. Np. jeśli lek na liście jest refundowany tylko w jednej kwocie, np. 30 proc., farmaceuta może to dopisać i receptę wydać. Jeśli jednak wysokość odpłatności za ten sam lek będzie się różniła w zależności od choroby, to aptekarz wpisze wyższą kwotę, nawet jeśli pacjentowi powinna przysługiwać niższa. Farmaceuci są wściekli i zdesperowani nową ustawą, bo to bubel prawny z mnóstwem legislacyjnych niedoróbek. To, co robią lekarze z receptami, jest kłopotliwe, ale nie to jest powodem wrzenia wśród aptekarzy, tylko kształt ustawy. Dlatego Naczelna Izba Aptekarska zamierza listę leków refundowanych skierować do Trybunału Konstytucyjnego.

Czy w takim razie farmaceuci też myślą o proteście?

- Niewiele brakuje, izba stara się tonować nastroje i jakoś da się utrzymać spokój do rozliczenia przez NFZ pierwszej refundacji, 15 stycznia. Jeśli chociaż jedna recepta zostanie zakwestionowana przez NFZ, może być gorąco. Tym bardziej że NFZ nakłada na farmaceutów szeroki wachlarz kar. Jeśli od nowego roku aptekarz nie zaproponuje każdemu pacjentowi, który przyjdzie do apteki z receptą, tańszego odpowiednika, może mu grozić nawet rozwiązanie umowy z NFZ, czyli będzie mógł sprzedawać leki tylko pełnopłatnie. Kolejne kary: jeśli Fundusz stwierdzi, że np. pieczątka lekarza na recepcie jest niewyraźna, aptekarz płaci karę 200 zł, są apteki, którym już naliczono 10 tys. zł kary. Za inne błędy grozi cofnięcie refundacji. Zupełnym kuriozum, niezgodnym z konstytucją, jest fakt, że od tych wszystkich kar aptekarz może odwołać się tylko do... dyrektora NFZ, który mu właśnie te kary nakłada.

Rozmowa z Andrzejem Zapaśnikiem, wiceprzewodniczącym Pomorskiego Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia

Alicja Katarzyńska: Jak długo lekarze będą stawiać pieczątki "Refundacja do decyzji NFZ" na receptach?

Andrzej Zapaśnik: Aż rząd przyjmie do wiadomości przyczyny naszego protestu i wycofa się z przerzucania na lekarzy obowiązku sprawdzania, czy pacjent jest ubezpieczony i obowiązku określania stopnia refundacji leku. Wymogi nowej ustawy refundacyjnej spowodowały utratę bezpieczeństwa w realizowaniu naszej działalności.

Proszę wytłumaczyć pacjentom, dlaczego tak utrudniacie im życie.

- To nie my, ale zbyt pośpiesznie wydana i niedopracowana ustawa refundacyjna. Ale już tłumaczę: wpisuję pacjentowi lek. Mamy leki o jednej cenie, wtedy nie ma problemu. Ale są też leki o różnym stopniu refundacji, np. 50 albo 30 proc., czyli pacjent za nie zapłaci mniej lub więcej. Lekarze do tej pory nie określali wysokości refundacji, nie znają się na tym, mogą się pomylić. I lekarz wypisuje, że lek jest refundowany w 50 proc. NFZ sprawdzi i uzna, że w tym konkretnym przypadku refundacja powinna być 30-, a nie 50-procentowa. I ukarze za to lekarza, który będzie musiał zwrócić tych 20 proc. różnicy. Aby wypisując lek, określić stopień jego refundacji, każdy lekarz musiałby w trakcie wizyty chorego przeglądać 186-stronicową listę leków refundowanych, co zabiera potrzebny na badania czas. Mało tego, lista leków jest ułożona alfabetycznie, ale według nazw substancji chemicznych, a nie leków. Jeśli nawet w końcu lekarz ją opanuje, po dwóch miesiącach będzie się musiał uczyć ich na nowo. Bo tak często ma się zmieniać lista. Być może za jakiś czas opanowalibyśmy to w sensie technicznym, wprowadzili te listy do komputerów, ale rzecz w tym, że to nie jest zadanie lekarza, tylko farmaceutów.

Dlaczego nie chcecie sprawdzać, czy pacjent jest ubezpieczony?

- A dlaczego mielibyśmy to robić? Gdzie szukać tych informacji? Nowa ustawa na lekarzy nakłada obowiązek sprawdzenia, czy chory jest, czy nie jest ubezpieczony. Jeśli lekarz wypisze receptę choremu, który oświadczy mu, że jest ubezpieczony, a NFZ sprawdzi to i okaże się, że chory nie był jednak ubezpieczony, ukarany zostanie lekarz. A lekarz nie ma żadnych możliwości, żeby to sprawdzić! Nie ma dostępu do jakiejkolwiek bazy danych, którą ma NFZ. I za karę będzie musiał zapłacić Funduszowi całą kwotę refundacji, za leki, które wypisał. Jakim prawem? To zmieniające się rządy przez 12 lat nie opracowały jednolitego dokumentu ubezpieczenia. A od 1 stycznia tego roku lekarze odpowiadają za błędy w recepcie swoim majątkiem.



WAŻNE DLA PACJENTA

We wszystkich przypadkach kłopotów z realizacją recept pacjenci mogą poskarżyć się do rzecznika praw pacjenta - ogólnopolskiego pod bezpłatnym numerem 800 190 590 i pomorskiego pod numerem tel. 58 321 86 26 lub 58 321 86 35. Na lekarza można też złożyć skargę do dyrektora placówki, w której pracuje lekarz, lub do komisji odpowiedzialności zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej (Gdańsk, ul. Śniadeckich 33), tel. 58 524 32 00.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy