Lekarze Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego z lojalką

Alicja Katarzyńska
28.09.2011 aktualizacja: 2011-09-27 21:56
A A A Drukuj
Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta
Medycy z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku muszą się wycofać z działalności konkurencyjnej wobec szpitala. Właśnie podpisują specjalne zobowiązania. Jeśli się nie wywiążą, stracą pracę.
Do I Kliniki Chorób Serca UCK od stycznia tego roku trafia coraz mniej pacjentów. O tyle mniej że klinika w pierwszym półroczu 2011 roku nie wykorzystała swojego kontraktu z Funduszem. To sytuacja niespotykana w historii szpitala, bo zwykle pacjentów z chorobami serca w tej klinice było zbyt wielu. Władze lecznicy są przekonane, że powodem mniejszej ilości pacjentów jest pojawienie się konkurencji - prywatnej spółki Pomorskie Centra Kardiologiczne - która w ubiegłym roku stanęła do konkursu Funduszu i zgarnęła 15-milionowy kontrakt, chwiejąc rynkiem usług kardiologicznych w Trójmieście.

- To sytuacja kuriozalna - powiedział "Gazecie" Janusz Moryś, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, właściciela UCK. - Mniej pacjentów kardiologicznych to strata finansowa dla szpitala, kardiologia to specjalność, która przyciąga pieniądze. Tymczasem od kilku miesięcy na oddział trafia nie tylko mniej chorych, ale też pacjenci "trudniejsi": z powikłaniami, których leczenie jest kosztowniejsze. Są już pierwsze tego konsekwencje, personel kliniki nie dostanie premii, musi też opracować plan poprawy sytuacji.

Plan naprawczy przygotować musi profesor Andrzej Rynkiewicz, kierownik I Kliniki Chorób Serca UCK, który jest jednocześnie udziałowcem w spółce Pomorskie Centra Kardiologiczne działającej w Wejherowie i Starogardzie - tej, która "zabiera" pacjentów centrum.

Żeby bronić się przed takimi sytuacjami, dyrekcja UCK zastanawiała się nad karami finansowymi i umowami lojalnościowymi. Do ściągania kar finansowych - okazało się po analizie prawników - szpital nie ma podstaw, zostały lojalki.

- Zaczęliśmy od ordynatorów, kierowników klinik, osób funkcyjnych - tłumaczy Ewa Książek-Bator, dyrektor UCK w Gdańsku. - To zwykle oni mają większe możliwości, żeby angażować się w działalność konkurencyjną. Poza tym zależało nam, żeby pierwsi dali przykład kolegom. Podpisało się 95 osób, zostało kilka przebywających jeszcze na urlopie. Teraz zaczynamy rozmowy ze "zwykłymi" lekarzami, czeka nas podpisanie około 400 umów. Podpisują wszyscy, ale problem dotyczy oczywiście może kilkudziesięciu osób. Wszystkim lekarzom, którzy są zaangażowani w działalność konkurencyjną, dałam czas do końca 2012 roku na wyplątanie się ze swoich interesów. Rozumiem, że tego nie zrobi się w ciągu tygodnia.

Jak dyrektor Książek-Bator sprawdzi, czy lekarze rzeczywiście zakończyli swoje konkurencyjne działania?

- Zakładam dobrą wolę wszystkich, którzy podpisali aneksy - mówi dyrektor. - Poza tym takiej działalności nie da się ukryć, wszystko i tak wyjdzie na jaw choćby podczas konkursu NFZ.

Karą dla osób, które jednak nie zrezygnują z konkurowania ze szpitalem, ma być rozwiązanie umowy o pracę. Tak właśnie stało się w szpitalu uniwersyteckim w Bydgoszczy, w którym pod koniec ub. roku dyrektor zwolnił kierownika kliniki chirurgicznej, który otworzył prywatną klinikę. Umowy lojalnościowe podpisują też lekarze w szpitalach w Lublinie, Chełmie, Katowicach, Łodzi, Warszawie.

Lojalkę podpisał też główny "podejrzany" o działalność konkurencyjną prof. Andrzej Rynkiewicz. - Dostaliśmy dyspensę jeszcze na jakiś czas - powiedział "Gazecie" profesor Rynkiewicz. - Nie wiem jeszcze, jak rozwiążę kwestię swoich udziałów w spółce. Uważam, że ani Wejherowo, ani Starogard nie są jakąkolwiek konkurencją dla UCK. To wreszcie sprawiedliwy podział pieniędzy z NFZ, bo ich strumień po latach trafił w teren. I chorzy z terenu bardzo na tym korzystają. A pacjentów jest na oddziale mniej, bo od kilku lat mamy w Polsce o 30 proc. zawałów mniej. I tyle.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos