Rozpoczęta o godz. 4.45 - czyli w godzinie, w której przed 71 laty ruszył niemiecki atak na polską Wojskową Składnicę Tranzytową na Westerplatte - inscenizacja opowiadała o obronie placówki "Prom" .
- Westerplatte to ogromny obszar i siedem dni walk - mówił dziennikarzom Bogusław Wołoszański, reżyser widowiska znany z programu telewizyjnego "Sensacje XX wieku". - Dlatego wybrałem jeden fragment bardzo szczególny i znamienny, czyli obronę placówki "Prom", bronionej wtedy przez 21 żołnierzy, którzy odpierali pierwsze ataki niemieckie od strony bramy.
W rekonstrukcji wzięło udział 60 osób ze stowarzyszeń skupiających miłośników odtwarzania historycznych bitew. 21 broniło polskiej placówki, reszta walczyła po stronie niemieckiej. W trakcie inscenizacji doszło do ponad 1200 wystrzałów z broni maszynowej, 400 wystrzałów z broni krótkiej i 20 wybuchów imitujących strzały z pancernika "Schleswig-Holstein". Na Martwej Wiśle, w miejscu, w którym 1 września 1939 r. cumował niemiecki pancernik, stanęła korweta marynarki wojennej.
By nie dewastować terenu, placówka została odtworzona z worków, siatek i ziemi. W trakcie widowiska pokazano też moment wycofania żołnierzy do Wartowni nr 1, gdzie 71 lat temu kontynuowano walki. Całości towarzyszył film składający się z archiwalnych materiałów oraz współcześnie nakręconych scen walki na Westerplatte, który zgromadzeni mogli oglądać na dwóch telebimach.
- To wszystko robiło ogromne wrażenie. Aż mnie przez chwilę ścisnęło gdzieś tam w środku - skomentowała Martyna Staniszewska, uczennica III klasy jednego z gdańskich liceów.
Po rekonstrukcji odbyła się oficjalna część obchodów 71. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Udział wzięli m.in. prezydent RP Bronisław Komorowski, abp Sławoj Leszek Głódź, wojewoda pomorski Roman Zaborowski, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz , posłowie, senatorowie, radni.
- Świt na Westerplatte i świt w Wieluniu wpisał się w cały holocaust drugiej wojny światowej. Tu padły strzały, w Wieluniu w tym samym czasie padały bomby - powiedział abp Głódź. - To są miejsca, które rozpoczęły dramat drugiej wojny światowej. Tu się zaczęło i tu w dużej mierze się kończyło, bo przecież przyszedł moment, kiedy w tym miejscu stanął wysłannik pokoju Jan Paweł II. Niech to miejsce stanie się miejscem pokoju, bowiem tutaj doszło do pojednania żołnierzy niemieckich i naszych żołnierzy - zaapelował metropolita gdański.
Na Westerplatte pojawił się też brytyjski historyk prof. Norman Davis. W trakcie swojego przemówienia mówił o sojuszu polsko-brytyjskim, który "jak wiemy, nie zdał egzaminu", ale "imperium brytyjskie też rozpadło się w kawałki i nigdy nie wróciło do dawnego stanu".
- Ta wspólna klęska, została przygotowana wcześniej na przesadnych iluzjach wielkości - powiedział Davis i zaapelował o dobre relacje w Europie. - Dzisiaj w zupełnie innych, nowych warunkach, trzeba to anachroniczne myślenie i marzenie o dawnej wielkości, odstawić. Brytyjczycy w trzydziestym dziewiątym roku tego nie rozumieli. Nasza siła dzisiaj leży w dobrych, serdecznych stosunkach z sąsiadami, w mocnych związkach unijnych i NATO-wskich i w żywej świadomości nie tylko interesu narodowego, ale też wspólnego dobra.
Davis przypomniał też, że w 1939 r. Gdańsk nie był polskim miastem. - Był wolnym miastem pod nadzorem Ligi Narodów, a większość mieszkańców była Niemcami, choć nie niemieckimi obywatelami - powiedział. - Przez tę zbrodniczą wojnę lansowaną przez Trzecią Rzeszę i Związek Radziecki oni, danzigerzy, stracili swoja małą ojczyznę, swój dom, majątki, swoją tożsamość. To były dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi. Naszym moralnym i chrześcijańskim obowiązkiem jest pamiętać wszystkich, którzy cierpieli. Nie tylko swoich.
- Westerplatte to ogromny obszar i siedem dni walk - mówił dziennikarzom Bogusław Wołoszański, reżyser widowiska znany z programu telewizyjnego "Sensacje XX wieku". - Dlatego wybrałem jeden fragment bardzo szczególny i znamienny, czyli obronę placówki "Prom", bronionej wtedy przez 21 żołnierzy, którzy odpierali pierwsze ataki niemieckie od strony bramy.
W rekonstrukcji wzięło udział 60 osób ze stowarzyszeń skupiających miłośników odtwarzania historycznych bitew. 21 broniło polskiej placówki, reszta walczyła po stronie niemieckiej. W trakcie inscenizacji doszło do ponad 1200 wystrzałów z broni maszynowej, 400 wystrzałów z broni krótkiej i 20 wybuchów imitujących strzały z pancernika "Schleswig-Holstein". Na Martwej Wiśle, w miejscu, w którym 1 września 1939 r. cumował niemiecki pancernik, stanęła korweta marynarki wojennej.
By nie dewastować terenu, placówka została odtworzona z worków, siatek i ziemi. W trakcie widowiska pokazano też moment wycofania żołnierzy do Wartowni nr 1, gdzie 71 lat temu kontynuowano walki. Całości towarzyszył film składający się z archiwalnych materiałów oraz współcześnie nakręconych scen walki na Westerplatte, który zgromadzeni mogli oglądać na dwóch telebimach.
- To wszystko robiło ogromne wrażenie. Aż mnie przez chwilę ścisnęło gdzieś tam w środku - skomentowała Martyna Staniszewska, uczennica III klasy jednego z gdańskich liceów.
Po rekonstrukcji odbyła się oficjalna część obchodów 71. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Udział wzięli m.in. prezydent RP Bronisław Komorowski, abp Sławoj Leszek Głódź, wojewoda pomorski Roman Zaborowski, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz , posłowie, senatorowie, radni.
- Świt na Westerplatte i świt w Wieluniu wpisał się w cały holocaust drugiej wojny światowej. Tu padły strzały, w Wieluniu w tym samym czasie padały bomby - powiedział abp Głódź. - To są miejsca, które rozpoczęły dramat drugiej wojny światowej. Tu się zaczęło i tu w dużej mierze się kończyło, bo przecież przyszedł moment, kiedy w tym miejscu stanął wysłannik pokoju Jan Paweł II. Niech to miejsce stanie się miejscem pokoju, bowiem tutaj doszło do pojednania żołnierzy niemieckich i naszych żołnierzy - zaapelował metropolita gdański.
Na Westerplatte pojawił się też brytyjski historyk prof. Norman Davis. W trakcie swojego przemówienia mówił o sojuszu polsko-brytyjskim, który "jak wiemy, nie zdał egzaminu", ale "imperium brytyjskie też rozpadło się w kawałki i nigdy nie wróciło do dawnego stanu".
- Ta wspólna klęska, została przygotowana wcześniej na przesadnych iluzjach wielkości - powiedział Davis i zaapelował o dobre relacje w Europie. - Dzisiaj w zupełnie innych, nowych warunkach, trzeba to anachroniczne myślenie i marzenie o dawnej wielkości, odstawić. Brytyjczycy w trzydziestym dziewiątym roku tego nie rozumieli. Nasza siła dzisiaj leży w dobrych, serdecznych stosunkach z sąsiadami, w mocnych związkach unijnych i NATO-wskich i w żywej świadomości nie tylko interesu narodowego, ale też wspólnego dobra.
Davis przypomniał też, że w 1939 r. Gdańsk nie był polskim miastem. - Był wolnym miastem pod nadzorem Ligi Narodów, a większość mieszkańców była Niemcami, choć nie niemieckimi obywatelami - powiedział. - Przez tę zbrodniczą wojnę lansowaną przez Trzecią Rzeszę i Związek Radziecki oni, danzigerzy, stracili swoja małą ojczyznę, swój dom, majątki, swoją tożsamość. To były dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi. Naszym moralnym i chrześcijańskim obowiązkiem jest pamiętać wszystkich, którzy cierpieli. Nie tylko swoich.
Westerplatte na zdjęciach. Rocznica wybuchu wojny
01.09.2010
aktualizacja: 2010-09-01 13:50
30 lat temu na Westerplatte przyprowadził mnie ojciec. Dziś ja, zabrałem tu swojego 9-letniego Mateusza - powiedział Bronisław Sulkowski, jeden z wielu mieszkańców Trójmiasta, którzy zjawili się pod Pomnikiem Obrońców Wybrzeża na Westerpaltte, by obejrzeć rekonstrukcję obrony placówki "Prom". - Lepszej lekcji historii syn nie mógł otrzymać.
ZOBACZ TAKŻE
- Tablica-pomnik ze słowami papieża na Westerplatte (02-01-11, 16:00)
- Zmarł jeden z ostatnich obrońców Westerplatte (21-12-10, 09:43)
Rozpoczęta o godz. 4.45 - czyli w godzinie, w której przed 71 laty ruszył niemiecki atak na polską Wojskową Składnicę Tranzytową na Westerplatte - inscenizacja opowiadała o obronie placówki "Prom" .
- Westerplatte to ogromny obszar i siedem dni walk - mówił dziennikarzom Bogusław Wołoszański, reżyser widowiska znany z programu telewizyjnego "Sensacje XX wieku". - Dlatego wybrałem jeden fragment bardzo szczególny i znamienny, czyli obronę placówki "Prom", bronionej wtedy przez 21 żołnierzy, którzy odpierali pierwsze ataki niemieckie od strony bramy.
W rekonstrukcji wzięło udział 60 osób ze stowarzyszeń skupiających miłośników odtwarzania historycznych bitew. 21 broniło polskiej placówki, reszta walczyła po stronie niemieckiej. W trakcie inscenizacji doszło do ponad 1200 wystrzałów z broni maszynowej, 400 wystrzałów z broni krótkiej i 20 wybuchów imitujących strzały z pancernika "Schleswig-Holstein". Na Martwej Wiśle, w miejscu, w którym 1 września 1939 r. cumował niemiecki pancernik, stanęła korweta marynarki wojennej.
By nie dewastować terenu, placówka została odtworzona z worków, siatek i ziemi. W trakcie widowiska pokazano też moment wycofania żołnierzy do Wartowni nr 1, gdzie 71 lat temu kontynuowano walki. Całości towarzyszył film składający się z archiwalnych materiałów oraz współcześnie nakręconych scen walki na Westerplatte, który zgromadzeni mogli oglądać na dwóch telebimach.
- To wszystko robiło ogromne wrażenie. Aż mnie przez chwilę ścisnęło gdzieś tam w środku - skomentowała Martyna Staniszewska, uczennica III klasy jednego z gdańskich liceów.
Po rekonstrukcji odbyła się oficjalna część obchodów 71. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Udział wzięli m.in. prezydent RP Bronisław Komorowski, abp Sławoj Leszek Głódź, wojewoda pomorski Roman Zaborowski, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz , posłowie, senatorowie, radni.
- Świt na Westerplatte i świt w Wieluniu wpisał się w cały holocaust drugiej wojny światowej. Tu padły strzały, w Wieluniu w tym samym czasie padały bomby - powiedział abp Głódź. - To są miejsca, które rozpoczęły dramat drugiej wojny światowej. Tu się zaczęło i tu w dużej mierze się kończyło, bo przecież przyszedł moment, kiedy w tym miejscu stanął wysłannik pokoju Jan Paweł II. Niech to miejsce stanie się miejscem pokoju, bowiem tutaj doszło do pojednania żołnierzy niemieckich i naszych żołnierzy - zaapelował metropolita gdański.
Na Westerplatte pojawił się też brytyjski historyk prof. Norman Davis. W trakcie swojego przemówienia mówił o sojuszu polsko-brytyjskim, który "jak wiemy, nie zdał egzaminu", ale "imperium brytyjskie też rozpadło się w kawałki i nigdy nie wróciło do dawnego stanu".
- Ta wspólna klęska, została przygotowana wcześniej na przesadnych iluzjach wielkości - powiedział Davis i zaapelował o dobre relacje w Europie. - Dzisiaj w zupełnie innych, nowych warunkach, trzeba to anachroniczne myślenie i marzenie o dawnej wielkości, odstawić. Brytyjczycy w trzydziestym dziewiątym roku tego nie rozumieli. Nasza siła dzisiaj leży w dobrych, serdecznych stosunkach z sąsiadami, w mocnych związkach unijnych i NATO-wskich i w żywej świadomości nie tylko interesu narodowego, ale też wspólnego dobra.
Davis przypomniał też, że w 1939 r. Gdańsk nie był polskim miastem. - Był wolnym miastem pod nadzorem Ligi Narodów, a większość mieszkańców była Niemcami, choć nie niemieckimi obywatelami - powiedział. - Przez tę zbrodniczą wojnę lansowaną przez Trzecią Rzeszę i Związek Radziecki oni, danzigerzy, stracili swoja małą ojczyznę, swój dom, majątki, swoją tożsamość. To były dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi. Naszym moralnym i chrześcijańskim obowiązkiem jest pamiętać wszystkich, którzy cierpieli. Nie tylko swoich.
- Westerplatte to ogromny obszar i siedem dni walk - mówił dziennikarzom Bogusław Wołoszański, reżyser widowiska znany z programu telewizyjnego "Sensacje XX wieku". - Dlatego wybrałem jeden fragment bardzo szczególny i znamienny, czyli obronę placówki "Prom", bronionej wtedy przez 21 żołnierzy, którzy odpierali pierwsze ataki niemieckie od strony bramy.
W rekonstrukcji wzięło udział 60 osób ze stowarzyszeń skupiających miłośników odtwarzania historycznych bitew. 21 broniło polskiej placówki, reszta walczyła po stronie niemieckiej. W trakcie inscenizacji doszło do ponad 1200 wystrzałów z broni maszynowej, 400 wystrzałów z broni krótkiej i 20 wybuchów imitujących strzały z pancernika "Schleswig-Holstein". Na Martwej Wiśle, w miejscu, w którym 1 września 1939 r. cumował niemiecki pancernik, stanęła korweta marynarki wojennej.
By nie dewastować terenu, placówka została odtworzona z worków, siatek i ziemi. W trakcie widowiska pokazano też moment wycofania żołnierzy do Wartowni nr 1, gdzie 71 lat temu kontynuowano walki. Całości towarzyszył film składający się z archiwalnych materiałów oraz współcześnie nakręconych scen walki na Westerplatte, który zgromadzeni mogli oglądać na dwóch telebimach.
- To wszystko robiło ogromne wrażenie. Aż mnie przez chwilę ścisnęło gdzieś tam w środku - skomentowała Martyna Staniszewska, uczennica III klasy jednego z gdańskich liceów.
Po rekonstrukcji odbyła się oficjalna część obchodów 71. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Udział wzięli m.in. prezydent RP Bronisław Komorowski, abp Sławoj Leszek Głódź, wojewoda pomorski Roman Zaborowski, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz , posłowie, senatorowie, radni.
- Świt na Westerplatte i świt w Wieluniu wpisał się w cały holocaust drugiej wojny światowej. Tu padły strzały, w Wieluniu w tym samym czasie padały bomby - powiedział abp Głódź. - To są miejsca, które rozpoczęły dramat drugiej wojny światowej. Tu się zaczęło i tu w dużej mierze się kończyło, bo przecież przyszedł moment, kiedy w tym miejscu stanął wysłannik pokoju Jan Paweł II. Niech to miejsce stanie się miejscem pokoju, bowiem tutaj doszło do pojednania żołnierzy niemieckich i naszych żołnierzy - zaapelował metropolita gdański.
Na Westerplatte pojawił się też brytyjski historyk prof. Norman Davis. W trakcie swojego przemówienia mówił o sojuszu polsko-brytyjskim, który "jak wiemy, nie zdał egzaminu", ale "imperium brytyjskie też rozpadło się w kawałki i nigdy nie wróciło do dawnego stanu".
- Ta wspólna klęska, została przygotowana wcześniej na przesadnych iluzjach wielkości - powiedział Davis i zaapelował o dobre relacje w Europie. - Dzisiaj w zupełnie innych, nowych warunkach, trzeba to anachroniczne myślenie i marzenie o dawnej wielkości, odstawić. Brytyjczycy w trzydziestym dziewiątym roku tego nie rozumieli. Nasza siła dzisiaj leży w dobrych, serdecznych stosunkach z sąsiadami, w mocnych związkach unijnych i NATO-wskich i w żywej świadomości nie tylko interesu narodowego, ale też wspólnego dobra.
Davis przypomniał też, że w 1939 r. Gdańsk nie był polskim miastem. - Był wolnym miastem pod nadzorem Ligi Narodów, a większość mieszkańców była Niemcami, choć nie niemieckimi obywatelami - powiedział. - Przez tę zbrodniczą wojnę lansowaną przez Trzecią Rzeszę i Związek Radziecki oni, danzigerzy, stracili swoja małą ojczyznę, swój dom, majątki, swoją tożsamość. To były dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi. Naszym moralnym i chrześcijańskim obowiązkiem jest pamiętać wszystkich, którzy cierpieli. Nie tylko swoich.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień









