Mąż rzucił pracę i zajął się dziećmi. Martwię się
- Wszystko, co chcielibyście dowiedzieć się o dziecku, ale baliście się zapytać (13-05-11, 11:58)
- Ojciec nieznany (18-05-11, 16:00)
- Źle zadłużeni (15-05-11, 08:15)
- Zrozumieć męża (08-06-11, 02:00)
- Takich "specjalistek" jest mnóstwo wśród bezrobotnych (01-06-11, 06:00)
- Klub Wysokich Obcasów (20-05-11, 17:57)
- Polscy mężczyźni chętnie idą na urlop tacierzyński (17-12-10, 10:11)
- Szukam kogoś dla siebie (09-02-10, 01:00)
- Starego psa się nie wyrzuca (27-06-09, 01:00)
- Na tacierzyńskim (10-12-06, 11:00)
- Męska rzecz - na tacierzyńskim (08-03-09, 01:00)
- Tata rodzi (23-12-05, 12:00)
Przeczytaj:
Co mówią badania- Jak ważna dla kobiety jest praca?
Rozmowa z dr Anetą Chybicką z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego
Beata trafiła do psychologa, gdy poczuła, że ma dosyć życia w stanie ciągłego napięcia. Nie pomagały rozmowy z koleżankami, fitness, rajdy po sklepach, wypady na zakrapiane kolacyjki i potańcówki w klubach. Rano dopadał ja smutek, a z upływem godzin popadała dziwne pobudzenie. Po kilku miesiącach zrozumiała, że samo nie minie i trzeba coś z tym zrobić.
- Opowiadam o sobie i opowiadam, w końcu mówię: mój mąż rzucił pracę i postanowił zająć się domem i dziećmi.
- Martwi to panią? - pyta psycholożka.
- Bardziej męczy, bo mam wrażenie, że zrobił to, bo mu nie szło w pracy
- Państwo mają pieniądze?
- Mamy, mąż sporo odłożył, zainwestował na giełdzie, ja nieźle zarabiam.
- To czym pani się martwi? Połowa Polek zazdrościłaby pani męża. Facet ma dość zasuwania w korporacji, postanowił zająć się domem. Niech pani korzysta
- I co korzystałaś? - pytam, bo wizyta w gabinecie terapeuty przytrafiła się Beacie prawie dziesięć lat temu.
- Tak, ale wtedy często się wstydziłam, tak po prostu. Gdy mówiłam znajomym, że Paweł rzucił robotę i siedzi w domu, patrzyli na mnie ze współczuciem: "oj, jaka ty biedna". Ci, co go nie lubili, pytali wprost: "Fajnie mieć dekoracyjnego męża? Ciężko ci z tym trutniem?". Wtedy byłam przekonana, że on wybrał życie mężczyzny domowego, bo mu po prostu nie wyszło. Dzisiaj myślę, że miał dość i to był rodzaj ucieczki przed szaleństwem, w jaki pchała go świetnie rozwijająca się kariera. "Sukces", na który nie był gotowy. Okazało się, że miał jakąś genialną intuicję, żeby zwiać.
Pawła i Beatę poznałam na studiach, ona - średnio zdolna blondynka, za to piekielnie kontaktowa, czasami nawet męcząca swoją paplaniną. Skończyła rachunkowość i finanse i została asystentką prezesa zagranicznego banku (świetnie znała angielski), gdy przekroczyła 40. została szefową jednego z oddziałów. Paweł, przystojny, z olśniewającym bielą zębów uśmiechem, trafił jako menedżer (skończył ekonomię produkcji) do oddziału międzynarodowej firmy produkującej żywność. Wszędzie był gwiazdą: na boisku, w pubie i pracy. Pogodny i wyjątkowo pracowity. Szybko został szefem, po kilku latach coś zaczęło zgrzytać i odechciało mu się. Miał dość presji, konieczności lawirowania między szefami a pracownikami. Gdy zauważył, że wytrzymuje w pracy dopiero, gdy grzmotnie kilka wódek. Odszedł, z dnia na dzień.
Coraz gorszy samochód
Dzieci: 14-letnia Magda i 10-letni Marcin były trochę zniesmaczone, gdy tata robił im co rano grube buły z wielkimi plastrami sera i szynki przedzielonych listkiem sałaty. Codziennie takie same. Był przekonany, że je uwielbiają, a one nie wpadły na to, żeby mu powiedzieć, że nie. Coś jednak pękło - gdy sprzeczali się, czy w niedzielę jechać rowerami na działkę, czy na basen - co jakiś czas niby żartobliwie dzieciaki rzucały w jego stronę: "Ty będziesz miał głos jak zaczniesz zarabiać".
- Wstydziłaś się, że tata nie pracuje, że to on chodzi z wami do lekarza czy na wywiadówki? - pytam Magdy, 22-letniej studentki biotechnologii.
- Pewnie. To było dziwne. Nie rozumiałam, dlaczego tata z dnia na dzień przestał pracować, a nikt mi nie powiedział. Po pewnym czasie, gdy skończyły się odłożone pieniądze, zaczęło nam się gorzej powodzić, zamiast nowszego mieliśmy coraz gorszy samochód, aż w końcu nam się spalił, gdy jechaliśmy do babci na święta. Mama niby akceptowała decyzję taty, ale tak naprawdę czuło się, że jakoś mniej go szanuje. W końcu otwarcie zaczęła mówić, że jej przeszkadza to nicnierobienie ojca.
- Pogodziłaś się w końcu. Ile to trwało? - pytam Beaty.
- Po kilku latach, zrozumiałam, że on nie wróci do firmy i w końcu odpuściłam. Zaczęłam dostrzegać plusy. Mogłam się rozwijać, wyjeżdżać. Wiedziałam, że dzieci zawsze były zaopiekowane. Mieliśmy mniej kasy i nie stać nas było na "wakacje z marzeń", ale gdy przestałam dociskać, zrobiło się w domu jakoś tak błogo i spokojnie. Coś za coś.
Gdy pracowali obydwoje, codziennie przychodziła pani Ola, która sprzątała i robiła obiad, po roku pojawiała się tylko w piątek, żeby było jedzenie na weekend - Beata nigdy nie lubiła i nie umiała gotować. Paweł też nie umiał, ale się nauczył. Na początku kupował w garmażu: pierogi, łazanki albo gotowe kotlety, co kilka dni biegł za róg po chińszczyznę. Potem nauczył się robić świetne ciasto na pizzę, kroił cebulę, kiełbasę, pomidory, tarł ser - każdy z domowników pizzę komponował sobie sam. Zrobił się specem od supermarketów i zakupów na bazarku. Wiedział, kto ma najlepsze pomidory i gdzie jest pyszny tani ser.
Tylko ze sprzątaniem nie szło mu najlepiej - nienawidził odkurzać, udawał więc, że jest czysto albo gonił dzieci.
- Zamierzasz kiedykolwiek wrócić do pracy?
- Na razie nie, jest mi dobrze.
- A twojej rodzinie
- Nie jesteśmy idealni, ale dlaczego to tak dziwi, że facet nie pracuje? Lepiej by było, gdybym był sfrustrowanym dyrektorkiem, który nienawidzi swojej roboty i wszystkich ludz? Pewnie w końcu moja własna rodzina zaczęłaby mnie także wkurzać. A tak - spokój. Może wypaliłem się zbyt szybko, nie nadawałem się do korporacji, a zachłysnąłem się możliwością robienia kariery. Pewnie gdyby Beata dłużej wierciła mi dziurę w brzuchu, coś bym znalazł, ale na szczęście odpuściła. Jestem jej za to bardzo wdzięczny.
***
Bożena Aksamit: Co to są stereotypy płciowe?
Aneta Chybicka*: Cechy, jakie społeczność przypisuje płci: mężczyzna jest asertywny, agresywny, przebojowy, kreatywny, ambitny. Kobieta - miła, opiekuńcza, submisywna, troszkę labilna emocjonalnie, histeryczna, wrażliwa, wierna. Póki człowiek zachowuje się zgodnie ze stereotypem, jest oceniany pozytywnie. To zachęca rodziców, nauczycieli i pracodawców do kierowania kobiet w stronę zawodów osłabiających hierarchię, takich jak pracownik społeczny czy sklepowa. A mężczyźni są kierowani na stanowiska elitarne, związane ze sprawowaniem władzy.
Musimy być kompetentne, być w niewidzialnej ciąży i tak urodzić dziecko, by nie stanowiło zagrożenia dla firmy.
- To jest właśnie stereotyp, przecież nigdzie nie jest napisane, że to kobieta ma wziąć urlop czy zwolnienie albo że ciąża to jakaś śmiertelna choroba. Wiadomo, na początku mama jest niezbędna dla niemowlaka, ale później w niektórych czynnościach może ją wyręczyć tata lub dziadkowie. Stereotypy utrzymują dyskryminację. Nie dlatego, że ludzie są źli, tylko mają wbite do głowy, że kobiety powinny zajmować się dziećmi.Dość mocno mają wbite
- Ona może pracować, a on musi. Trzeba pamiętać, że praca jest źródłem samooceny. Wiele kobiet lubi, ceni macierzyństwo. Bycie żoną też jest świetne, ale jednak mało kto doceni cię za to, że posprzątasz dom czy ugotujesz obiad. Docenienie na ogół związane jest z pracą na zewnątrz. Razem z nim pojawia się gratyfikacja finansowa, a co za tym idzie, wpływ i kontrola. Kobieta uzależniona ekonomicznie jest we władzy mężczyzny, nawet jak on jest aniołem, to i tak jest zależna. Jeśli chce odejść, nie może. Nie pracuje.
Nie wierzę w anioły.
- Nasze babcie oczekiwały od mężczyzny tego, co mógł im dać. Dostawały opiekę, pieniądze, stabilność. Kobiety poszły do szkół, zaczęły zarabiać. Pojawiła się potrzeba, aby partner wziął część obowiązków domowych na siebie, żeby porozmawiał empatycznie, a nie tylko wymieniał uwagi o życiu codziennym. Zaczęły od mężczyzn wymagać kobiecych kompetencji, bo same nabyły męskich. Mężczyźni nie mieli gdzie się tego nauczyć. Być może ten utajony negatywny stosunek do mężczyzn jest chwilowy. Za 50 lat, gdy kobiety okrzepną na rynku pracy, przestaną być dyskryminowane. Polubimy mężczyzn całym sercem.
Bardziej za to, kim są niż za grubość portfela.
- Dla kobiety ważne są pieniądze, gdy nie dysponuje własnymi. Najłatwiej pozyskać je, wiążąc się z kimś, kto je ma. Według teorii ewolucyjnej Davida Bussa kobiety cenią pieniądze, a mężczyźni atrakcyjność. Ale wyobraźmy sobie świat, w którym to kobiety pracują, a mężczyźni nie. Co by wtedy cenili? Atrakcyjność?
Kasę.
- Oczywiście, bo nie mieliby co do ust włożyć. To nie żadna ewolucja, tak jest ułożone życie społeczne.
Według pani badań aż dwie trzecie Polek widzi dla siebie źródło prestiżu w pracy zawodowej. Mężczyźni dużo rzadziej - zaledwie co trzeci przykłada taką wagę do pracy kobiet.
- Tak, wielu mężczyzn nie zdaje sobie sprawy, jak ważna jest praca dla kobiety, ale to nie oznacza, że ślepo popierają tradycyjny model rodziny, w którym to mąż pracuje i zarabia, a kobieta siedzi w domu i bawi dzieci. Tylko jedna czwarta Polaków popiera ten model.
Tak? A ilu popiera model odwrotny, gdy to ona pracuje i zarabia, a on zmywa i gotuje?
Tam jednak muszą rywalizować z innymi, sprawdzać się - wiele kobiet tego nie chce.
- Ponadto porzucając stereotypową rolę pani domu, muszą borykać się z konfliktem rodzina - praca oraz dwuetatowością - bo choć pracują, wciąż oczekuje się od nich wypełniania funkcji żony i matki. Taki wybór jest kosztowny.
Natomiast mężczyzna w ogóle nie ma wyboru - jeśli zostanie w domu, nie zyska uznania. Stereotyp zmiecie go z nóg. Pantoflarz, ciota, leń, nieudacznik...
- Nie ma co się dziwić, że mężczyźni tyle pracują. To główne źródło uznania we własnych i cudzych oczach.
I dlatego nic nie robią w domu, a kobiety muszą pracować na dwa etaty?
- Mężczyźni nie mają poczucia, że nic w domu nie robią. Wręcz przeciwnie - uważają, że robią dużo, tylko w głowach mają inny standard niż ich partnerki. Zbadano to. Dla mężczyzn dużo to znaczy: wynieść śmieci, pozamiatać podłogę lub zmyć naczynia (co nazywa sprzątnięciem kuchni). Gdyby kobieta tyle zrobiła, to by pomyślała, że cały czas leżała brzuchem do góry.
Kiedy pyta się kobietę, co to znaczy "sprzątnąć kuchnię", wymienia ona 36 czynności, mężczyzna zaś cztery. Dlatego kobiety często wolą same coś zrobić, niż edukować partnera - np. odpowiadać na serię pytań typu: gdzie jest płyn do mycia podłóg czy szmata.
Kobiety oceniają, że realizują model partnerski, jeżeli mężczyzna robi cokolwiek w domu. Zadowalają się nawet drobną pomocą. Dwie trzecie kobiet ocenia, że gotowanie, pranie, prasowanie i sprzątanie jest ich "naturalnym obowiązkiem"!
Tak się dzieje, że np. coraz więcej mężczyzn angażuje się w wychowanie dzieci. Biorą urlopy tacierzyńskie.
- To bardzo pozytywne zjawisko. Badałam strukturę stereotypów płciowych u dzieci 3-, 5 - i 11-letnich. Zadania, które kiedyś były domeną wyłącznie mamy, dziś często są wykonywane przez tatę. Widać coraz więcej ojca w życiu dzieci. Ale nie oznacza to, że ojcowie automatycznie przejmą więcej obowiązków w domu. Inne zjawisko, niepokojące - kiedy to wygodne, para decyduje się, że kobieta przez jakiś czas nie będzie pracować, by zadbać o dzieci. Ale kiedy dzieci już podrosną, a życie w domu stanie się męczące i monotonne, mężczyzna często radzi: "To idź w końcu do pracy". Ale to nie takie łatwe, te kilka lat przerwy to zmiana nie tylko zawodowa, ale też psychiczna. Matki nie wierzą już w swoje zawodowe umiejętności, boją się nowych wyzwań. Nagle mężczyźni zapominają, że przerwa w pracy była wynikiem wspólnej decyzji, nie rozumieją jej obaw, podejrzewają np. lenistwo. A skoro ona ma wrócić do pracy, to on musi zaangażować się mocniej w obowiązki domowe. To już trudno wywalczyć.
A co się jednak udało wywalczyć?
- Pewną poprawność w publicznych wypowiedziach - dziś gdy mężczyźni mówią o kobietach, muszą się kontrolować, by nie zostać posądzonymi o seksizm.
Ale gdy upublicznia się wyniki badań świadczące o tym, że kobiety są dyskryminowane w domu lub w pracy, że zarabiają dużo mniej za tę samą pracę. Pojawia się interpretacja, słychać, że kobiety mniej pracują i są mniej zaangażowane w pracę, a bardziej w dom i rodzinę, dlatego mniej zarabiają. Prawdą jest, że kobiety statystycznie pracują o około 1 godzinę tygodniowo krócej niż mężczyźni w pracy, ale za to o 4,5 dłużej w domu. Gdyby więc podział obowiązków domowych był bardziej egalitarny, to i czas pracy kobiet mógłby się wydłużyć.
* dr Aneta Chybicka
Adiunkt w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego. Dyrektor firmy szkoleniowo-doradczej Instytut Miasta. Trener i konsultant biznesu. Od pięciu lat współorganizuje międzynarodową konferencję naukową pod hasłem "Kobieta w kulturze". Autorka książek i artykułów naukowych z zakresu psychologii relacji intymnych i płci. Prowadzi badania w Polsce, Niemczech, Egipcie, Indiach. Mieszka w Gdańsku, ma trzech synów
Kobieta alfa, mężczyzna beta
Klub Wysokich Obcasów zaprasza na spotkanie w Sopocie. Porozmawiamy tym, jak zmieniają się role w rodzinie. O ojcach, którzy coraz więcej zajmują się dziećmi i mamach pracujących od rana do wieczora. Czy rzeczywiście udaje im się łączyć obowiązki zawodowe i domowe? Jak sami się z tym czują? Czy kobiety chcą takich mężczyzn? A mężczyźni takich kobiet? Czy to nasz model idealny?
Tomasz Kwaśniewski, reporter "Dużego Formatu" napisał: "I wtedy do mnie dotarło, że rzeczywiście szczęściarzem jest każdy facet, który zostaje ojcem. Bo przecież w tej kwestii, zwłaszcza przy tak szczelnej i łatwo dostępnej antykoncepcji, wszystko zależy od kobiet. Mężczyzna może tylko prosić. Oczywiście w razie odmowy może poszukać innej, ale to nie zmienia faktu, że znowu musi prosić. A ona? Ona, jak tylko będzie chciała i będzie zdrowa, to wszystko jest w jej rękach.
Coraz więcej jest mężczyzn, którzy dzieci traktują jak dar. I tak się do nich odnoszą.
I to nie dar od jakiegoś Boga, ale od kobiety".
Cały felieton ukaże się w sobotę w "Wysokich Obcasach", odpowiedzią na męski punkt widzenia będzie tekst Joanny Sokolińskiej. Polecamy.
Jeśli masz ochotę porozmawiać i posłuchać o zmianach, jakie zachodzą w relacjach między mężczyzną a kobietą przyjdź koniecznie we wtorek do Klubu Atelier (obok Grand Hotelu) w Sopocie, al. Mamuszki 2, wstęp wolny, początek godzina 18.
Spotkanie poprowadzi Ewa Wieczorek, naczelna "Wysokich Obcasów"
Zaproszeni goście: Aneta Chybicka, matka trzech synów. Autorka książek z zakresu psychologii relacji intymnych i płci.
Magdalena Grzebałkowska reporterka "Dużego Formatu", mama i jedyna żywicielka rodziny, pisarz Marek Kochan, autor "Placu zabaw", Urszula Sajewicz-Radtke, psycholożka z SWPS i terapeutka rodzinna, Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni, mąż i ojciec trzech synów
- 29 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
27 głosów
-
Moja Babcia pozostawiło na mnie swoiste piętno
hanishl
15.05.11, 17:31
Zawsze mi mówiła ( gdy byłem mały ) : Patrz na dziadka , on jest tylko mniej przystojniejszy od małpy ale ma jedna pożyteczną funkcję. On ma zarabiać i zarabia. Łaski nie robi.Jak czytam »
-
Walić opinię
aspiryn30
15.05.11, 20:04
Dlatego czniać opinię innych i robić swoje. Najważniejsze żyć w zgodzie z sobą i swoją najbliższą rodziną. Bo to z nią mieszkasz w jednym domu, a nie z rodzicami czy "przyjaciółmi". »
-
Mąż rzucił pracę i zajął się dziećmi. Martwię się
marek.zak1
16.05.11, 08:07
Pracuję w korporacji 20 lat na, powiedzmy, wysokim stanowisku. Nie jest to łatwa praca, są problemy, stresy, odpowiedzialnośc itp. Jedna generalna uwaga. Życie to bieg na długi dystans i »






