Mama zaginionej Iwony Wieczorek opowiada o oszustach

Rozmawiał Roman Daszczyński
28.02.2011 aktualizacja: 2011-02-28 15:18
A A A Drukuj
Mama zaginionej Iwona Wieczorek ze zdjęciem córki. W noc zaginięcia Iwona była ubrana w biało-niebieską bluzkę w poprzeczne pasy oraz wąską, granatową spódniczkę. Na nogach miała szpilki, a w ręku czarną torebkę. Fot. Dominik Werner / Agencja Ga
Trzy tygodnie temu policja aresztowała mężczyznę z Częstochowy, który chciał wyłudzić od rodziny zaginionej nastolatki 800 tys. zł. Twierdził, że ją porwał i że dziewczyna żyje. O sprawie opowiada dziś mama Iwony.
ZOBACZ TAKŻE
Iwona Kinda: - Ten oszust z Częstochowy bardzo dał mi się we znaki przez trzy miesiące. W Wigilię rano dostałam od niego esemes: "I co? - Iwona płacze". Coś takiego potrafi zepsuć święta, nawet jeśli wiesz, że to jest oszust i policja ma sytuację pod kontrolą. Zmieniał telefony, komputery, ale i tak w końcu wpadł.

Co mu pani odpisała, wtedy w Wigilię?

- Coś w rodzaju: "chłopie, daj sobie spokój chociaż w takim dniu". Nie odzywał się przez święta. Potem zaczął od nowa. Raz przysłał mi maila ze zdjęciem Iwony, żeby mi udowodnić, że to nie są żarty. To było stare ujęcie, ale tak poprzerabiane w Photoshopie, że nie można było mieć pewności. Zmienił Iwonie kolor włosów, poprzerabiał kilka drobiazgów. Tydzień miałam z głowy. Chodzenie po lekarzach, tego typu sprawy. Szkoda gadać.

Widziała się z nim pani, gdy już został zatrzymany przez policję?

- Nie spotkałam go ani razu i nie mam ochoty. Natomiast widziałam oszusta, który próbował mnie nabrać wcześniej. Chłopak z Gdańska-Wrzeszcza, chyba 26-letni.

Ten czego chciał?

- Najpierw wyglądało, że chce po prostu pomóc. Nie ze względu na Iwonę, ale z powodu dziewczyny, która miała z nią chodzić w dzieciństwie do szkoły. Podał imię i nazwisko, potem się oczywiście okazało, że wszystko fikcyjne. Mówił: "to moja dziewczyna, ja dla niej chcę odszukać Iwonę".

Jak zamierzał to zrobić?

- Podawał się za dobrze zorientowaną osobę ze świata przestępczego. Dziś sama się śmieję z tego, co ten człowiek wyczyniał. Umówił się ze mną w Carrefourze, potem nagle dzwoni, że zmienił miejsce spotkania i daje mi dziesięć minut, żebym dotarła na stację benzynową. Ja w nerwach jadę przez korki, czas upływa, a on znowu dzwoni i mówi, że będzie czekał na mnie na Stogach. Nie wytrzymałam. "Co pan sobie wyobraża, na żadne Stogi nie pojadę, mam dosyć tego!". To był bodajże październik, było ciemno, a ja się po prostu bałam, choć policja monitorowała sytuację.

Co opowiadał, gdy już doszło do spotkań?

- Że Iwona żyje, że w jej porwanie zaangażowane są jakieś gangi. Że można ustalić miejsce jej pobytu i doprowadzić do uwolnienia. Na pierwszym spotkaniu siedziałam i właściwie nie rozumiałam, co ten człowiek mówi, i nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Jakbym jakiś serial typu "Miami Vice" oglądała. Opowiadał, że mafia gdyńska została wchłonięta przez warszawską, a ta z kolei ma powiązania ze szczecińską. Pobiegłam do Media Markt i kupiłam dobry dyktafon, żeby go nagrać na następnym spotkaniu. Zapis przekazałam policji.

W końcu zażądał pieniędzy?

- Tak, ale to potrwało. Najpierw stwierdził, że chce tylko, abym mu pomogła uzyskać rozgłos w mediach. Taka miała być jego nagroda za pomoc w uwolnieniu Iwony. I wtedy zaczęłam podejrzewać, że to są bzdury, bo jaki gangster chciałby mieć rozgłos w mediach? Ale tak to jest, człowiek wierzy, póki tli się iskierka, że jest szansa. Po jakimś czasie powiedział, że wie, gdzie jest moja córka i że można ją odbić, ale trzeba na to pieniędzy, żeby zapłacić ludziom, którzy to zrobią. Wtedy do akcji wkroczyła się policja.

Ta sprawa znalazła już swój finał w sądzie?

- Tak, byłam nawet na rozprawie. Przepraszał i próbował wymusić na mnie zeznanie, że gdy się ze mną widywał, zachowywał się jak niepoczytalny. Tyle że nie widziałam nic, co by mogło zasugerować taki stan, powiedziałabym raczej, że był wiarygodny w roli, którą przede mną grał. W sądzie podeszli do mnie jego rodzice, przeprosili, chcieli, żebym wybaczyła ich synowi. Że to niby dobry chłopak, a błędy młodości zdarzają się każdemu. Szkoda mi było tych ludzi, zrobił krzywdę przede wszystkim mnie, ale także swoim rodzicom.

Wybaczyła mu pani?

- Mogę wybaczyć, jeśli odbędzie karę i rzeczywiście zrozumie, co zrobił. Z tego, co wiem, jest to niestety patologiczny oszust. Wziął od kogoś towar na jarmarku dominikańskim i nie zapłacił. Wynajął pokój w hotelu i też ulotnił się bez zapłaty. Tego typu sprawy. On i ten drugi, z Częstochowy, kosztowali mnie naprawdę dużo łez i nerwów. Dużo walki, ale bez efektu, na razie mam do czynienia z takimi durniami.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 23 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    50 głosów