Prowincjonalna impreza czy europejski festiwal
10.02.2011
aktualizacja: 2011-02-10 10:56
Jubileuszowy plenerowy koncert w tym roku, w następnych - europejski festiwal na wysokim poziomie. Tak ma wyglądać przyszłość Sopot Festival. Na razie nie wiadomo jednak, kto ma imprezę finansować. Miasto widzi w tej roli telweizję, te z kolei sponsorem być nie chcą
ZOBACZ TAKŻE
- Sopot z festiwalem. Nowa Opera Leśna, nowa formuła (01-10-11, 08:00)
- Opera Leśna w polu. Będzie gotowa może za rok (31-12-10, 09:00)
- Sopot bez symbolu: Opera Leśna zrównana z ziemią (14-03-10, 19:11)
- Nowa Opera Leśna ma być gotowa w styczniu 2011 r. (20-01-10, 09:23)
- Sopocka Opera Leśna w końcu doczekała się remontu (18-01-10, 19:49)
- Opera Leśna nie może się doczekać remontu (03-11-09, 09:28)
W Sopocie zorganizowana została debata na temat przyszłości festiwalu, obywającego się w tym mieście już od pół wieku. Z zaproszenia pomysłodawczyni i gospodyni spotkania, wice prezydent miasta Joanny Cichockiej-Guli, skorzystało kilka osób, które w różnych etapach rozwoju tej imprezy były z nią mocno związane, m.in. Krzysztof Szewczyk i Sławomir Zieliński, obaj współpracujący z Telewizją Polską, dyrektor organizującej imprezę Bałtyckiej Agencji Artystycznej Eugeniusz Terlecki czy odpowiedzialny przez wiele lat za festiwalowy program Wojciech Korzeniewski.
I to właśnie ten ostatni przedstawił podczas dyskusji najbardziej konkretną propozycję, dotyczącą pomysłu na najbliższą edycję imprezy. Edycję podwójnie trudną: bo jest już bardzo mało czasu, żeby ją zorganizować, a poza tym latem wciąż jeszcze nie będzie dostępu do remontowanej Opery Leśnej, gdzie tradycyjnie odbywa się festiwal.
Korzeniewski zaproponował przygotowanie specjalnego, jubileuszowego wydania imprezy, z okazji 50 rocznicy istnienia festiwalu, a zarazem 100 rocznicy urodzin jego pomysłodawcy, Władysława Szpilmana, postaci rozpoznawalnej na całym świecie, jeśli nawet nie za sprawą swych kompozycji, to przynajmniej dzięki filmowi Romana Polańskiego "Pianista". Korzeniewski stwierdził, że najlepszym miejscem do przygotowania tego typu przedsięwzięcia będzie plenerowa scena na Placu Przyjaciół Sopotu, który do lata ma być już oddany do użytku.
O innej, ważnej, a w pewnym sensie alternatywnej propozycji wspomniał podczas konferencji dyrektor telewizji Polsat, Marcin Perzyna: jego stacja przedstawiła władzom miasta projekt dużej imprezy na europejskim poziomie, którą mógłby stać się sopocki festiwal.
Dyskutanci nie szczędzili sobie mocnych słów ani drobnych uszczypliwości. Główna oś konfliktu zarysowała się między reprezentującą lokalną władzę Cichocką-Gulą, a osobami związanymi ze stacjami telewizyjnymi.
- To już nie są czasy, kiedy telewizje przychodziły do włodarzy miast z wielką kasą na tacy i prosiły o możliwość zorganizowania festiwalu - komentował Marek Sierocki. - Teraz jest odwrotnie: to miasta, chcąc się promować w telewizji, przeznaczają ogromne pieniądze na różnego rodzaju festiwale i inne imprezy, a potem proszą stacje telewizyjne, żeby chciały je pokazać.
Cichocka-Gula broniła się, mówiąc, że Sopot absolutnie nie potrzebuje promocji tego typu, bo jest przecież jednym z bardziej znanych miast w Polsce. Twierdziła też, że sopocki festiwal jest tak mocną marką, że to telewizje powinny zabiegać o możliwość podpisania się pod nią.
- To nie powinna być impreza taka, jak większość innych przygotowywanych pod dyktando telewizji festiwali - dowodził Krzysztof Szewczyk. - Ciężar przygotowania tego przedsięwzięcia pod względem programowym powinien leżeć po stronie urzędu miasta. To właśnie miasto powinno bowiem tak układać program imprezy, by pasował do jego wizerunku.
- Do nas należeć powinno raczej wyraźne mówienie, czego nie chcemy - komentowała Cichocka-Gula, - co nam się nie podoba, co nie pasuje do wizerunku miasta. Ale sam program powinni raczej układać fachowcy, których darzymy zaufaniem.
- Ten rok jest raczej stracony - stwierdził Sławomir Zieliński. - Ale już dziś trzeba myśleć o przyszłości imprezy. Dlatego Sopot powinien znaleźć "ambasadorów festiwalu", osoby z nazwiskiem, autorytetem i dużymi możliwościami, które promowałyby ideę festiwalu w Polsce i zagranicą, inaczej Sopot zostanie z prowincjonalną imprezą, która będzie miała co najwyżej rangę ciekawostki, urozmaicającej turystom letni wypoczynek w kurorcie.
Dla Gazety:
Marcin Perzyna, dyrektor telewizji Polsat
Po sukcesie, jakim okazał się nasz, realizowany przez kilka lat właśnie w Sopocie, autorski projekt, czyli festiwal Top Trendy, zarząd Polsatu postanowił przygotować i współfinansować podobną imprezę o międzynarodowym poziomie i znaczeniu. Napisaliśmy więc odpowiedni projekt, którego szczegółów nie mogę dziś zdradzać. To duża impreza z udziałem europejskich gwiazd, przygotowywana we współpracy z europejskimi telewizjami i przez nie transmitowana. Jedna z jej części miałaby charakter konkursowy. W ubiegłym roku przedstawiliśmy ten projekt władzom Sopotu, które przyjęły go z wielkim entuzjazmem. Niestety, jednocześnie poproszono nas, żeby poczekać z realizacją tego pomysłu - pierwsza edycja miałaby się bowiem odbyć niedługo przed zbliżającymi się wówczas wyborami samorządowymi, a władze nie chciały, żeby impreza została w żaden sposób wykorzystana w grze politycznej. Projekt leży i czeka. Moim zdaniem bez żadnego problemu mógłby się stać wizją rozwoju festiwalu sopockiego w najbliższych latach.
Dla Gazety:
Joanna Cichocka-Gula, wiceprezydent Sopotu
W tym roku, z kilku, dość oczywistych względów, musimy przygotować festiwal w wersji okrojonej. Najlepszym pomysłem wydaje się więc koncert jubileuszowy, pewnie w plenerze. Propozycja zgłoszona podczas debaty przez Wojciecha Korzeniowskiego jest ciekawa, ale nie jedyna. Rozważamy też kilka innych opcji. Natomiast już dziś trzeba zacząć myśleć o dalszej przyszłości festiwalu. Propozycja złożona w ubiegłym roku przez Polsat jest, moim zdaniem, nie do końca dopracowana, ale oczywiście bierzemy ją pod uwagę. Trafił też do nas autorski pomysł Bolesława Pawicy, który również jest ciekawy. Obie propozycje mają tą zaletę, że projektują festiwal jako dużą, międzynarodową imprezę z częścią konkursową. Będziemy rozważać, czy przyjąć któryś z tych pomysłów, czy szukać innych projektów, będziemy się też zastanawiać, na ile miasto może partycypować w kosztach realizacji tego przedsięwzięcia. Tego typu wydatki trzeba wpisać do budżetu, a o ich wydaniu zdecydować musi rada miasta. Dzięki temu, że pierwszy festiwal w nowej formule miałby się odbyć w 2012 roku, będziemy mieli czas, żeby to wszystko załatwić.
I to właśnie ten ostatni przedstawił podczas dyskusji najbardziej konkretną propozycję, dotyczącą pomysłu na najbliższą edycję imprezy. Edycję podwójnie trudną: bo jest już bardzo mało czasu, żeby ją zorganizować, a poza tym latem wciąż jeszcze nie będzie dostępu do remontowanej Opery Leśnej, gdzie tradycyjnie odbywa się festiwal.
Korzeniewski zaproponował przygotowanie specjalnego, jubileuszowego wydania imprezy, z okazji 50 rocznicy istnienia festiwalu, a zarazem 100 rocznicy urodzin jego pomysłodawcy, Władysława Szpilmana, postaci rozpoznawalnej na całym świecie, jeśli nawet nie za sprawą swych kompozycji, to przynajmniej dzięki filmowi Romana Polańskiego "Pianista". Korzeniewski stwierdził, że najlepszym miejscem do przygotowania tego typu przedsięwzięcia będzie plenerowa scena na Placu Przyjaciół Sopotu, który do lata ma być już oddany do użytku.
O innej, ważnej, a w pewnym sensie alternatywnej propozycji wspomniał podczas konferencji dyrektor telewizji Polsat, Marcin Perzyna: jego stacja przedstawiła władzom miasta projekt dużej imprezy na europejskim poziomie, którą mógłby stać się sopocki festiwal.
Dyskutanci nie szczędzili sobie mocnych słów ani drobnych uszczypliwości. Główna oś konfliktu zarysowała się między reprezentującą lokalną władzę Cichocką-Gulą, a osobami związanymi ze stacjami telewizyjnymi.
- To już nie są czasy, kiedy telewizje przychodziły do włodarzy miast z wielką kasą na tacy i prosiły o możliwość zorganizowania festiwalu - komentował Marek Sierocki. - Teraz jest odwrotnie: to miasta, chcąc się promować w telewizji, przeznaczają ogromne pieniądze na różnego rodzaju festiwale i inne imprezy, a potem proszą stacje telewizyjne, żeby chciały je pokazać.
Cichocka-Gula broniła się, mówiąc, że Sopot absolutnie nie potrzebuje promocji tego typu, bo jest przecież jednym z bardziej znanych miast w Polsce. Twierdziła też, że sopocki festiwal jest tak mocną marką, że to telewizje powinny zabiegać o możliwość podpisania się pod nią.
- To nie powinna być impreza taka, jak większość innych przygotowywanych pod dyktando telewizji festiwali - dowodził Krzysztof Szewczyk. - Ciężar przygotowania tego przedsięwzięcia pod względem programowym powinien leżeć po stronie urzędu miasta. To właśnie miasto powinno bowiem tak układać program imprezy, by pasował do jego wizerunku.
- Do nas należeć powinno raczej wyraźne mówienie, czego nie chcemy - komentowała Cichocka-Gula, - co nam się nie podoba, co nie pasuje do wizerunku miasta. Ale sam program powinni raczej układać fachowcy, których darzymy zaufaniem.
- Ten rok jest raczej stracony - stwierdził Sławomir Zieliński. - Ale już dziś trzeba myśleć o przyszłości imprezy. Dlatego Sopot powinien znaleźć "ambasadorów festiwalu", osoby z nazwiskiem, autorytetem i dużymi możliwościami, które promowałyby ideę festiwalu w Polsce i zagranicą, inaczej Sopot zostanie z prowincjonalną imprezą, która będzie miała co najwyżej rangę ciekawostki, urozmaicającej turystom letni wypoczynek w kurorcie.
Dla Gazety:
Marcin Perzyna, dyrektor telewizji Polsat
Po sukcesie, jakim okazał się nasz, realizowany przez kilka lat właśnie w Sopocie, autorski projekt, czyli festiwal Top Trendy, zarząd Polsatu postanowił przygotować i współfinansować podobną imprezę o międzynarodowym poziomie i znaczeniu. Napisaliśmy więc odpowiedni projekt, którego szczegółów nie mogę dziś zdradzać. To duża impreza z udziałem europejskich gwiazd, przygotowywana we współpracy z europejskimi telewizjami i przez nie transmitowana. Jedna z jej części miałaby charakter konkursowy. W ubiegłym roku przedstawiliśmy ten projekt władzom Sopotu, które przyjęły go z wielkim entuzjazmem. Niestety, jednocześnie poproszono nas, żeby poczekać z realizacją tego pomysłu - pierwsza edycja miałaby się bowiem odbyć niedługo przed zbliżającymi się wówczas wyborami samorządowymi, a władze nie chciały, żeby impreza została w żaden sposób wykorzystana w grze politycznej. Projekt leży i czeka. Moim zdaniem bez żadnego problemu mógłby się stać wizją rozwoju festiwalu sopockiego w najbliższych latach.
Dla Gazety:
Joanna Cichocka-Gula, wiceprezydent Sopotu
W tym roku, z kilku, dość oczywistych względów, musimy przygotować festiwal w wersji okrojonej. Najlepszym pomysłem wydaje się więc koncert jubileuszowy, pewnie w plenerze. Propozycja zgłoszona podczas debaty przez Wojciecha Korzeniowskiego jest ciekawa, ale nie jedyna. Rozważamy też kilka innych opcji. Natomiast już dziś trzeba zacząć myśleć o dalszej przyszłości festiwalu. Propozycja złożona w ubiegłym roku przez Polsat jest, moim zdaniem, nie do końca dopracowana, ale oczywiście bierzemy ją pod uwagę. Trafił też do nas autorski pomysł Bolesława Pawicy, który również jest ciekawy. Obie propozycje mają tą zaletę, że projektują festiwal jako dużą, międzynarodową imprezę z częścią konkursową. Będziemy rozważać, czy przyjąć któryś z tych pomysłów, czy szukać innych projektów, będziemy się też zastanawiać, na ile miasto może partycypować w kosztach realizacji tego przedsięwzięcia. Tego typu wydatki trzeba wpisać do budżetu, a o ich wydaniu zdecydować musi rada miasta. Dzięki temu, że pierwszy festiwal w nowej formule miałby się odbyć w 2012 roku, będziemy mieli czas, żeby to wszystko załatwić.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Prowincjonalna impreza czy europejski festiwal
niepokojacy
10.02.11, 10:29
W tym roku juz nic sie nie da zrobic.Ale za rok trzeba reaktywowac Miedzynarodowy Festiwal Sopocki.Korzeniowski jest naturalnym kandydatem na jego szefa,bo to gosc z glowa i przytomny.Miasto»
Najczęściej czytane24 htydzień









