Śledczy blisko wyjaśnienia zaginięcia Iwony Wieczorek?

Roman Daszczyński, Marek Sterlingow
23.01.2011 aktualizacja: 2011-01-24 12:56
A A A Drukuj
Iwona Kinda Wieczorek, mama zaginionej dziewczyny Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
  • Detektyw Krzysztof Rutkowski podczas poszukiwań Iwony Wieczorek
  • Zaginiona Iwona Wieczorek
Pół roku po zaginięciu Iwony Wieczorek wciąż nie wiadomo, co się stało z dziewczyną. - Prokuratura i policja cały czas szukają - mówi matka. - Ostatnio powiedzieli mi, że są blisko wyjaśnienia losów mojej córki
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy wierzysz, że kiedykolwiek uda się rozwiązać zagadkę zaginięcia Iwony Wieczorek?

Tak
Nie

W ten weekend w internecie pojawiły się informacje o rzekomym przełomie w poszukiwaniach Iwony. Pochodziły od detektywa Krzysztofa Rutkowskiego.

- Wszystko co wiem właśnie posłałem drogą mailową do gdańskiej prokuratury - mówi Rutkowski. - Nazwiska, numery telefonów. Nie można mówić o przełomie. Chodzi o nowy wątek, który jest co najmniej zastanawiający i którego nie można zlekceważyć.

Rutkowski twierdzi, że zadzwonił do niego student Uniwersytetu Gdańskiego Paweł S., by opowiedzieć o znajomym studencie wydziału ekonomii tej samej uczelni - przezwisko "Szczacha" - który na początku stycznia popełnił samobójstwo.

- "Szczacha" pod koniec sierpnia na festiwalu w Ostródzie miał wyznać jednemu z kolegów, że wie co się stało z "zaginioną dziewczyną, o której w Gdańsku jest teraz tak głośno".

Według tej wersji, student miał pomóc dwóm poznanym przy alkoholu "krymuchom" - kryminalistom - w porwaniu dziewczyny. Miała zostać zgwałcona w samochodzie, wywieziona poza Trójmiasto i, żywa, ukryta w przyczepie campingowej.

Ta opowieść rozeszła się jako plotka wśród znajomych "Szczachy", jednak nikt nie potraktował jej poważnie. Zaczęli się nad tym zastanawiać dopiero, gdy 3 stycznia br. student powiesił się w mieszkaniu w Sopocie, które wynajmował ze swoją dziewczyną.

- Przyszedł wcześniej do domu, po pozytywnie zdanym egzaminie - opowiada Rutkowski. - Według moich ustaleń to samobójstwo nie miało związku z uczelnią. Było "bez powodu". Znajomi zaczęli rozmawiać o tym, co zrobił "Szczacha". Komuś przypomniała się ta opowieść o sytuacji z Ostródy. Dlatego Paweł S. do mnie zadzwonił. Sami nie wiedzą, co o tym sądzić. "Szczacha" był niepozorny, niski, mógł mieć skłonność do przechwałek, choć w tym przypadku byłoby to zupełnie koszmarne. Jego znajomi twierdzą, że przy alkoholu łatwo zawierał znajomości z przypadkowymi osobami. Pijany potrafił być nieobliczalny.

Jak zweryfikować rewelacje przekazane przez studenta Pawła S.? Zdaniem Rutkowskiego jest to bardzo proste. - Wystarczy, że policja sprawdzi, gdzie od chwili zaginięcia Iwony znajdował się telefon komórkowy "Szczachy". Te informacje są rejestrowane przez operatora. Jeśli "Szczacha" był w rejonie zaginięcia Iwony, trzeba zbadać gdzie się przemieszczał i z kim się kontaktował w kolejnych dniach.

- Przed weekendem nie otrzymaliśmy od pana Rutkowskiego żadnych informacji, więc trudno mi się wypowiadać na ten temat - mówi prok. Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. - Zespół badający sprawę zaginięcia Iwony cały czas pracuje, wykonywane są czynności śledcze.

Matka Iwony nie chce oceniać, na ile prawdopodobne są informacje, które otrzymał detektyw.

- Wiadomo jak jest z Rutkowskim - mówi. - Czegoś się dowie i od razu przekazuje to mediom, bo zależy mu na rozgłosie. Ale dopiero po jakimś czasie będzie można ustalić, ile jest w tym prawdy, czy może to jest krzywdząca kogoś bzdura. Polegam na ustaleniach policji i prokuratury. Wiem, że cały czas pracują nad sprawą mojej córki. Poszłam do nich przed świętami, więc zanim Rutkowski dowiedział się o tym studencie. Byli świeżo po przesłuchaniach kolejnych osób. Mówili: "Jesteśmy coraz bliżej celu, naprawdę blisko". Ponieważ jestem objęta tajemnicą śledztwa, nawet nie chciałam dopytywać o szczegóły. Poprosiłam tylko, żeby powiedzieli jakiej Iwony szukają: żywej czy umarłej. Odpowiedź była: "żywej, nie ma podstaw, by mówić o martwej". Dzięki temu jakoś przeżyłam święta i wciąż mam nadzieję.

Iwona Wieczorek w nocy z 16 na 17 lipca bawiła się w jednej z sopockich dyskotek. Na parkiecie między nią a znajomymi doszło do sprzeczki. Iwona wybiegła z dyskoteki, poszła Monciakiem w stronę mola. Następnie ruszyła pieszo bulwarem nadmorskim w kierunku Gdańska, do domu przy ul. Jelitkowski Dwór. Nie wzięła taksówki, bo była bez pieniędzy. Wysiadła jej też bateria w telefonie. Po raz ostatni uliczny monitoring zarejestrował ją na w Jelitkowie o godz. 4.12 nad ranem. Do domu miała niecały kilometr drogi przez tereny leśno-parkowe.

Polecamy - Raport o zaginięciu Iwony Wieczorek



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 93 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    39 głosów