Bogdan Lis o Annie Walentynowicz: Aniu... dziękuję

Rozmawiała Katarzyna Włodkowska
11.04.2010 aktualizacja: 2011-06-10 16:51
A A A Drukuj
Anna Walentynowicz Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta
  • Bogdan Lis
Rozmowa z Bogdanem Lisem, legendą Sierpnia '80
GALERIA ZDJĘĆ
Katarzyna Włodkowska: Jak zapamięta pan Annę Walentynowicz?

Bogdan Lis, poseł: - Zapamiętam ją z okresu strajków w Stoczni Gdańskiej, czasów szczególnie trudnych, wymagających odwagi. To było niesamowite, że kobieta miała tyle siły i odwagi, bo przecież to zwolnienie Anny Walentynowicz ze Stoczni Gdańskiej 9 sierpnia 1980 roku, na pięć miesięcy przed emeryturą, stało się powodem strajku.

Mówi się, że pani Ania była twardsza od niejednego mężczyzny.

- Bo była. Przecież to ona 16 sierpnia, gdy strajk zaczął upadać, stanęła m.in. z Aliną Pienkowską przy bramie zakładu, by zatrzymywać wychodzących, nie przejmowała się represjami dyrekcji stoczni, rewizjami. Pamiętam, że facetom, gdy stawali naprzeciwko tej drobnej kobiety, jaką była Ania, robiło się głupio z tymi ich całymi wątpliwościami.

Państwo zdaje się znali się dużo wcześniej, jeszcze przed opozycją.

- Z Januszem, synem Ani, chodziłem do szkoły. A że łatwą młodzieżą nie byliśmy, tym bardziej godne podziwu jest samotne wychowywanie syna. W tej jej odwadze wzruszające było to, że łatwiej jej było walczyć o innych, niż siebie. Gdy chodziło o stocznię, związek, szła jak burza. Ale gdy potem drogi wielu się rozeszły i wielokrotnie była atakowana za swoje opinie o Lechu Wałęsie, widać było, że mocno ją to dotykało, czasem płakała, potrzebowała wsparcia. Gdybym mógł raz jeszcze z nią porozmawiać, podziękowałbym. Za to, że była. Po prostu.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów