Brunon Synak: Partie nie budzą zaufania

Rozmawiał Maciej Sandecki
2010-01-14 aktualizacja: 2010-01-13 20:54
A A A Drukuj
Brunon Synak fot. Beata Kitowska / AG
Dlaczego w Gdyni jest tak dobrze? - wyniki sondażu analizuje profesor socjologii Brunon Synak
Maciej Sandecki: W sondażu rzucają się w oczy bardzo wysokie oceny dla władz Gdyni i w ogóle poziomu życia w tym mieście, na tle Gdańska. Skąd takie różnice? Czy rzeczywiście te miasta tak się różnią?

Prof. Brunon Synak: Mieszkałem w Gdyni przez jakiś czas i myślę, że na fenomen tego miasta składa się kilka elementów. Po pierwsze Gdynia wydaje się takim miastem "w sam raz". Nie jest małą mieściną, ale nie jest też wielką metropolią, molochem. Zaspokaja więc z jednej strony wszelkie potrzeby mieszkańców, a z drugiej nie naraża ich na różne problemy wynikające z mieszkania w aglomeracji - długie dojazdy do pracy, korki, kolejki w urzędach, przychodniach itp. Po drugie, nie bez znaczenia jest samo położenie geograficzne Gdyni. Leży jakby na uboczu, na skraju Trójmiasta, ale nad samym morzem. Gdańsk oczywiście też położony jest nad morzem, ale w Gdyni ono wciska się w same centrum. Daje to mieszkańcom poczucie życia w miejscu ściśle związanym z morzem, takiego okna na świat, co mocno buduje ich wspólną tożsamość. Zauważmy, że władze Gdyni to morskie położenie wykorzystują do promocji miasta, w dużo większym stopniu niż władze Gdańska. Myślisz Gdynia i widzisz port i zlot żaglowców. Gdańsk kojarzy się raczej z historycznymi wydarzeniami.

Wydaje się, że gdynianie w ogóle bardziej niż gdańszczanie identyfikują się ze swoim miastem. Mają wręcz swoiste poczucie dumy, wyższości.

- To w pewnym sensie wynika z historii i legendy miasta. Faktu, że 90 lat temu Gdynia była kaszubską wioską, która wysiłkiem pokolenia międzywojennego wyrosła na duże portowe miasto, chlubę całej Polski. To dla rdzennych mieszkańców Gdyni bardzo silna identyfikacja: to my to miasto zbudowaliśmy, ono jest nasze. Gdańsk, który dużo bardziej ucierpiał w czasie wojny niż Gdynia, który tworzy głównie ludność napływowa, tę identyfikację buduje. To w oczywisty sposób wpływa na ocenę władz, szczególnie, gdy te władze, jak Wojciech Szczurek mówią: moja partia to Gdynia.

Ale Wrocław, i Rafał Dutkiewicz, też dostaje wysokie oceny, choć to miasto porównywalne z Gdańskiem.

- Myślę, że Szczurek i Dutkiewicz cieszą się większym zaufaniem niż Paweł Adamowicz ze względu na to, że nie są utożsamiani partyjnie. U nas z definicji bycie prezydentem miasta, a zarazem członkiem jakiejś partii, odbierane jest negatywnie. Dlatego tak wielu samorządowców wycofało się z partii, a do wyborów poszli pod szyldami własnych komitetów. Ludzie nie mają zaufania do partii. Od razu podejrzewają, że taki prezydent załatwia coś dla swoich partyjnych kolegów albo działa pod ich presją. To znajduje pewnie odzwierciedlenie w pytaniu: czy uważasz, że władze w twoim mieście są skorumpowane? W Gdańsku na "tak" odpowiedziało ponad 30 proc., a w Gdyni 15. Bezpartyjność Szczurka i Dutkiewicza wpływa też na zachowanie opozycji. Popatrzmy: w Gdyni Platforma i PiS są w opozycji, ale w odbiorze społecznym to one popierają Szczurka, a o krytyce właściwie nic nie słychać. Podobnie we Wrocławiu. W Gdańsku natomiast opozycja jest bardzo hałaśliwa, co rusz organizuje konferencje prasowe, krytykuje, wyciąga różne rzeczy. To w dużym stopniu rzutuje na wizerunek prezydenta i miasta. Większość mieszkańców nie wgryza się w szczegóły tych sporów. Słyszy jednak o nich i myśli sobie: o, znowu się kłócą, o, znowu coś prezydent zrobił nie tak. To z kolei wpływa, nie tylko na oceny poczynań władz miasta, ale również na te zawarte w sondażu pytania o to, czy w twoim mieście się dobrze żyje.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów