Jak zginął 1,5-roczny Szymek - wypadek czy pobicie?

Grzegorz Szaro
2009-12-29 aktualizacja: 2009-12-29 19:59
A A A Drukuj
Temida
Na dwa lata więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci 1,5-rocznego dziecka został skazany 23-letni elblążanin. Zdaniem sądu brakuje dowodów, że oskarżony pobił dziecko swojej konkubiny, a wątpliwości należy tłumaczyć na jego korzyść
Wyrok zapadł w poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Elblągu. Od razu po jego ogłoszeniu Tomasz M. został zwolniony z aresztu, w którym spędził ostatnie 12 miesięcy. Nie wiadomo, czy w ogóle, a jeśli tak, to na jak długo mężczyzna wróci za kraty. Po odbyciu połowy kary każdy skazany ma bowiem prawo ubiegać się o warunkowe zwolnienie.

Prawdopodobnie od wyroku odwoła się jednak elbląska prokuratura, która oskarżyła Tomasza M. o spowodowanie u dziecka konkubiny ciężkiego uszkodzenia ciała ze skutkiem śmiertelnym. Groziło mu za to 12 lat więzienia. Według śledczych pęknięcie wątroby, uszkodzenie serca i krwotok wewnętrzny (to było bezpośrednią przyczyną śmierci) wywołało uderzenie chłopca w brzuch z dużą siłą.

Oskarżony twierdzi, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Podczas przesłuchania na policji, w prokuraturze i w trakcie procesu konsekwentnie zeznawał, że nie uderzył chłopca, tylko że potknął się i upadł na niego.

- Wstałem rano, żeby nakarmić Szymka. Wyjąłem go z łóżeczka i wziąłem na ręce. Gdy chodziłem po pokoju, potknąłem się o jakieś zabawki. Upadając nieszczęśliwie oparłem się ręką o dziecko. Nie wezwałem karetki, bo Szymek nie płakał i nie wiedziałem, że coś złego się stało - mówił oskarżony. Do takiej wersji zdarzenia - choć dla śledczych zupełnie niewiarygodnej - przychylił się sąd. Dlaczego?

- Nie ma żadnego świadka [w tym czasie matka chłopca spała w drugim pokoju - red.], zaś opinie biegłych na temat przyczyny powstania obrażeń u dziecka niczego nie przesądzają - uzasadnia wyrok sędzia Elżbieta Kosecka-Sobczak.

Przesłuchiwani na jednej z rozpraw lekarze stwierdzili, że prawdopodobne wydaje się im uderzenie dziecka pięścią lub nogą w dolną część klatki piersiowej. Przepytywani szczegółowo przez sąd, nie wykluczyli jednak, że obrażenia wewnętrzne u kilkunastomiesięcznego dziecka mogły powstać wskutek przewrócenia się na niego dorosłej osoby.

Przypomnijmy, do tej tragedii doszło rok temu w mieszkaniu w wieżowcu przy ul. Nowowiejskiej w centrum Elbląga. Gdy matka Szymona wezwała przed południem pogotowie, chłopiec nie żył już od kilku godzin. Tomasz M. trafił do aresztu już następnego dnia. Był trzeźwy, ale pod wpływem narkotyków. Nie przyznał się do winy.

Proces poszlakowy przed elbląskim sądem okręgowym trwał kilka miesięcy.

Skazując 23-latka na dwa lata więzienia, sędzia Kosecka-Sobczak podkreśliła, że na wiele ważnych pytań nie udało się uzyskać odpowiedzi, ale wszelkie wątpliwości zawsze trzeba tłumaczyć na korzyść oskarżonego.

Mimo to obrońca Józef Borkowski nie jest zadowolony z wyroku. W mowie końcowej przekonywał, że jeśli Tomasz M. miałby zostać za coś skazany, to najwyżej za nieudzielenie dziecku pomocy. Dlatego obrońca również rozważy złożenie apelacji.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos